W końcu docieramy na szczyt.


I widzimy, że przyszliśmy tu zupełnie nieprzygotowani. Nie mamy żadnych nalepek, zawieszek i ozdóbek. A jest jeszcze tyle wolnego miejsca do ich pozostawienia.


Nie mamy też kijków do robienia "selfie" oraz urządzeń do słuchania muzyki w terenie otwartym.


Mamy też niewłaściwe obuwie i przy zejściu wszyscy na wyprzedzają.


Tutaj odchodzi żółty szlak na północ, do Łazeszczyny, gdzie schodzą prawie wszyscy turyści. My idziemy na zachód, w stronę Pietrosa, pustym już dalej czerwonym szlakiem.


Przy źródełku, na polanie z widokiem na Howerlę zatrzymujemy się na obiad.


Peremyczka, placówka tutejszego parku narodowego. Ten budynek to m.in. pritułok, czyli schronisko.



A ten budynek to punkt poboru opłat za pobyt na terenie parku. Płacimy według cennika i dostajemy stosowny kwitek. Ktoś z nas od niechcenia pyta, czy tu czasem piwa nie można kupić. Można, ale tylko pięć butelek. Nam wystarczyły cztery.


"Kwitancja"

Ostatni kawałek marszu na dzisiaj.


I stawiamy namioty pod samym Pietrosem, o podnóża wzgórza Kopica.