Miejsce naszego ostatniego noclegu. Napiszę, jak je odnaleźć, bo warte jest polecenia. Idąc z Peremyczki czerwonym szlakiem na zachód, dochodzimy do przełęczy Kakaradza, z której odchodzi na północ niebieski szlak do Łazeszczyny. Z przełęczy idziemy dalej na zachód, podchodzimy nieznacznie pod wzgórze Kopica i schodzimy na niewielką przełączkę. Po prawej widać obszerną halę z kępami krzaków. To polana Bahna, będąca skrajem dużej połoniny Hołowczeskiej. Zbocze jest tu wprawdzie strome, ale jest na nim kilkanaście wypłaszczeń, mogących pomieścić jeden lub kilka namiotów każde. Ślady ognisk potwierdzają, że nie tylko nam się to miejsce spodobało. Jest źródło z wodą do picia a nieco niżej strumyk z wodą do mycia. I proszę nie mylić tej kolejności.
Wspomnienie tego noclegu budzi mieszane uczucia. Te pozytywne, to opisane wyżej przyjazne warunki biwakowe oraz ładne widoki: na Pietrosa, halę z budynkami pasterskimi oraz na kocioł jednego z dopływów Łazeszczyny. A ten negatywny, to fakt, że rano zauważyliśmy brak trzech plecaków z zawartością. Dużo by trzeba opowiadać o odkryciu tego faktu oraz dalszych wydarzeniach. Przejdę do zakończenia tej nieprzyjemnej "przygody". Plecaki odnaleźliśmy w pobliskich zaroślach. Brakowało tylko pieniędzy i jednego telefonu komórkowego. Radość w nieszczęściu była taka, że pozostały wszystkie dokumenty, karty płatnicze oraz kluczyki od samochodu. Skradzione sumy były niewielkie a telefon nieszczególnie drogi.
Zwijamy namioty, pakujemy odnalezione plecaki i w drogę na Pietrosa.
Rzut oka za siebie. Howerla pod słońce a w dole, na przedłużeniu ścieżki, którą idziemy, miejsce noclegu.
Jakieś ładne kwiatuszki.
Widok na południe; na ostatnim planie rumuńskie Marmarosze.
To już Pieros, albo - jak kto woli - Petros. Tłoku nie ma.
Na szczycie kapliczka i wielki, żelazny krzyż.
Zrąb kapliczki posłuży naszemu nadwornemu fotografowi jako podstawka pod statyw do aparatu.
I zrobi on nam ostatnie pozowane zdjęcie.
![]()




Odpowiedz z cytatem