Rozpoczyna się ostatnie zejście - z Pietrosa do Jasinii. Najpierw długim, połogim ramieniem Pietrosula z widokiem na Świdowiec.
Potem miało być przez las na Połoninę Szesa, ale nas zniosło w na północ, dół, w stronę Połoniny Peczeniżeskiej. Jakoś ta ścieżka nam się bardziej spodobała. Ale gdy się skończyła ścieżka a zaczęły krzaki i wertepy, zauważyliśmy, że nie tędy droga. Na maleńkiej polance poszła w ruch mapa.
Mapa pokazała, że tuż poniżej jest płaj Łopuszanka, który doprowadzi nas tam, gdzie mamy iść.
Z płajami różnie bywa, jeśli nie są używane, zarastają. Ten przetrwał i bardzo wygodnie się nim szło.
Po wyjściu z lasu - przysiółek Bukowyna. Zaczyniają się worynie (huculskie ogrodzenia), wśród których będziemy iść do samych Jasinii.
Gdzieniegdzie za woryniami krowy lub konie; przeważnie jednak trawy czekają na sianokosy.
Oglądamy się za siebie - tam byliśmy niedawno: Howerla i Pietros.
Idziemy, idziemy.
Od Bukowyny schodzą z nami dwa pieski. Ten czarny odpadł po kilku kilometrach a ten z zakręconym ogonkiem zszedł z nami do Jasinii i trudno go było wygonić z powrotem.
Te grzybki podobno są jadalne.
Teraz przed oczami najczęściej widać Gorgany.
Ostatnie zabudowania Bukowyny.
Jasinia rozciąga się w dolinie Czarnej Cisy a jej przysiółki podchodzą pod wszystkie okoliczne góry.
Jesteśmyy już w centrum.
Do domu wracać czas
![]()










Odpowiedz z cytatem
Zakładki