Problem ochrony przyrody w górach i nie tylko w górach jest tak stary jak sama turystyka.
"Stonka" była jest i będzie a nasza głowa w tym aby z tej "stonki" zrobić prawdziwych turystów albo co najmniej zmusić ich do poprawnego zachowania.
Pracowników parku jest zbyt mało do obsługi.Nauczyciel nie zawsze znaczy WYCHOWAWCA a przewodnik nie jest w stanie zapanować nad grupą,jeśli nie ma pomocy ze strony opiekunów.Sam prowadzę grupy i wiem, że w momencie pojawienia się przewodnika opiekunowie czują się zwolnieni z nadzoru nad swoją grupą.Najczęściej idą gdzieś z tyłu udając, że ich nie ma.Nie jest to oczywiście regułą i tu należy się wielki ukłon w stronę tych nauczycieli, którzy poprzez turystykę i własny przykład wcielają w życie to czego uczą na lekcjach.
My z kolei,wytrawni turyści uderzmy się w piersi i przyznajmy że niejednokrotnie
baliśmy się lub wstydziliśmy się zwrócić uwagę "niepoprawnym".Gdyby każdy z nas choć na chwilę przycupoł przy tych, którzy wylegują sie poza siatkami i grzecznie z uśmiechem zainicjował rozmowę,wyjaśnił dlaczego są siatki itd.na pewno zrozumieliby.Przy następnej wizycie w górach nie szliby jaż tam gdzie nie można.Przypomnijmy sobie czy mając lat 15 obchodziło nas że jakaś tam trawka ginie w Bieszczadach?Napewno nie.Dopiero późniejsze doświadczenia i ludzie których spotkaliśmy na swojej drodze spowodowali że staliśmy się wrażliwi na otaczającą nas przyrodę.Nie obruszajmy się więc i nie starajmy się z moralizatorską wyższością zwracać komuś uwagę bo i tak nie przyniesię to efektu.
Tylko ciepło i przyjaźń w stosunku do drugiego człowieka może go zmienić.

Bardzo dziękuję za możliwość wypowiedzenia się Skuter28