Niezupełnie. Problem tkwi w ilości turystów w stosunku do oferowanych im szlaków w najbardziej uczęszczanych partiach Bieszczadów. Degradacja o której mowa, jest wynikiem nie tylko braku kultury, ale skutkiem ogromnej liczby turystów, ich skupieniem w danym miejscu. Nie dzielmy ludzi na prawdziwych turystów i reszte hołoty - w tym wypadku wszyscy w jakimś tam stopniu przyczyniają się do zmian.
Zwracanie uwagi tym najbardziej niekulturalnym jest jak najbardziej szczytne, jednak te kilka osób, które to bedą/robią w stosunku do dziesiątków tysięcy ogółu, mogłoby przyniesc skutek (mizerny) za jakieś 100lat, a ci którzy chcieliby to robic, nie ida przeciez w góry po to, aby nieustannie pouczać innych jak mają się zachowywać. Można/trzeba zwrócić od czasu do czasu uwagę (po ówcześniejszym sprawdzeniu, kto dysponuje większą siłą rażenia - w razie czego ;-)) - to oczywiste - ale to w żaden sposób nie rozwiazuje problemu, który zaczyna być istotnym i wymagajacym szybkiego rozwiązania.


Odpowiedz z cytatem