Kolejnego dnia idziemy cala ekipa na wycieczke na Bliźnice. Jest niesamowity upał! Ponoc rzadko sie zdarza aby na takich wysokosciach bylo ponad 30 stopni. Do tego ostre slonce i silny swiezy wiatr- czyli chyba najfajniejszy rodzaj pogody!

















Tu jakas młaka gdzie wystepują jakies rzadkie okazy cenne naukowo. Niestety juz nie pamietam jak sie bagienni delikwenci nazywali.



Inny płat sniegu.



A tu ekipa. To bylo jeszcze w czasach gdy ludzie chetnie sie fotografowali, pozowali do zdjec, a wrecz niezrobienie komus zdjecia odbierane bylo nieraz jako dyshonor.





Wieczorem znow ognisko i tym razem juz kazdy musi zdac relacje ze swoich naukowych poczynan.



Ja, jako ze sie juz tu znalazlam, tez mam ponoc sobie wymyslic cos do zbadania, acz nie jest to takie proste wymyslic cos takiego na poczekaniu. Jeden z pomyslow dotyczy ze wraz z jeszcze jedna dziewczyna bedziemy szukac goryczek i jakos tam opisywac ich siedliska. Poki co goryczki stanely na wysokosci zadania i sie schowaly- przy trasie na Bliźnice nie udalo sie odnalezc zadnych.

Kolejnego dnia dzielimy sie na grupy a ja spedzam czas z ekipa idaca popływac w jeziorkach pod Bliźnicą. Wokol połoninne gory i zar lejacy sie z nieba. A w zaglebieniu terenu niewielki lodowaty stawek. Takie gory to ja lubie! :D