We Lwowie jestesmy juz rano. Krecimy sie po miescie zwiedzajac to co zwiedza sie tam zwykle na jednodniowych wycieczkach, a ja ogladam to juz chyba piąty raz wiec trochu mam dosc i nawet nie robie zdjecNa Wysokim Zamku jestem dopiero drugi raz wiec ciesze sie widokami, zwlaszcza ze poprzednio byla mgla i lało.
Potem w podgrupach zagladamy tez troche w rozne zaułki.
I jezdzimy tramwajami. Troche bez celu, troche sie gubimy i jedziemy calkiem nie tam gdzie bysmy chcieli. Bilety sa fajnymi kartonikami a konduktorki to panie w klimatycznych fartuszkach. Na tyle wagonu dziadki graja w szachy a mlodziez rozpija flaszke. Az chce sie zgubic i zajechac do zajezdni.
Nocujemy na kwaterze u kolesia, ktory reklamuje sie ze jest Polakiem i takowych tez do siebie zaprasza. Jest jednak problem bo nie mozemy mu normalnie zaplacic za nocleg - nie chce przyjac ani hrywien ani złotowek. Chce dolary. Wkurza nas to ale ok, idziemy do kantoru. Przynosimy dolary- i okazuje sie ze zaś zle- bo to sa jednodolarowki a on takich tez nie przyjmie. Czy ten koles jest normalny? Robi łaske, ze przyjmie zapłate za nocleg? Ostatecznie zostawiamy mu te jednodolarowki na stole i wychodzimy a za nami leci stek przeklenstw, bynajmniej nie po polsku![]()
A potem to juz tylko granica i dlugie godziny na niej. W tamte czasy kazda trasa z Szegini na Medyke to byla przygoda sama w sobie. Dzis wiec tez jest nie inaczej a na dodatek leje jak z cebra. Oślizgłe plecaki podajemy gora nad głowami. Czasem sie ktorys klinuje a czasem spada komus na kark. Ktos polewa koniak. Nie lubie koniaku. Ktos komentuje, ze "dawaj diewuszka do dna bo na trzezwo sie tego nie da..". Ktos cos spiewa o jakis barykadach. Dwaj koledzy wskakuja na barierki i plecaki podazaja wysoko nad glowami czekajacych. Jakos zaplątal sie tez plecak skadinad. Probują go wciagnac na góre ale wazy chyba 70 kg. Wysmykuje sie z rąk i upada na beton. Jeden trzask tluczonego szkła. Przeklenstwa z tlumu. Mokra sącząca sie plama. Nie moge dalej obserwowac sytuacji bo tłum porywa mnie i unosi dalej. Nie wiem gdzie jest moj plecak. Potem gdzies z daleka widze jak wyciagaja z niego spiwor. Ale ja nie mam niebieskiego spiwora! Nie wiem skad on sie tam znalazl. Zostawiam spiwor u pogranicznikow. Reszta plecaka sie zgadza. Kolejna czerwona pieczatka w lekko rozmokniety paszport zlewa sie z poprzednimi.
Kolejna ukrainska przygoda przeszła do historii...



Na Wysokim Zamku jestem dopiero drugi raz wiec ciesze sie widokami, zwlaszcza ze poprzednio byla mgla i lało.
Odpowiedz z cytatem
Zakładki