Szwejk zostawił mnie na mokrym peronie i odjechał w siną dal
Szwejk46.jpg
Zanim rozpocząłem właściwą wędrówkę skierowałem się do sklepu po mój zestaw przetrwania (dwa piwa plus dwa bajeczne). Bardzo lubię tą atmosferę, ten klimat panujący w typowych wiejskich sklepikach. Czas tu płynie całkiem inaczej, nikt się nie śpieszy, stojąc w kolejce można dużo dowiedzieć się o aktualnościach z życia mieszkańców, sensacyjnych wydarzeniach bądź wymienić się spostrzeżeniami na temat zagrożeń czyhających w lesie na turystę. Jest to nie tylko punkt handlowy ale też miejsce spotkań, punkt wymiany informacji, takie centrum kulturalne. Tak było i w tym sklepie – dwóch panów siedziało na plastikowych krzesełkach koło drzwi i dyskutowali ze wszystkimi w kolejce o różnych sprawach. Jeden z nich zapytał mnie gdzie jest reszta nas? Jak się dowiedział, że ja to całość wycieczki, to starał się mnie zniechęcić do łażenia po lesie, gdyż po okolicy chodzi i drapie, jak szalony drapie drzewa niedźwiedź. Drugi oponował twierdząc, iż dwadzieścia lat pracuje w lesie i jeszcze żadnego nie widział. Chcąc ich pogodzić skłamałem, że będę szwendał się tylko po łąkach.
Bajecznych nie było to wziąłem nussbeissera i pożegnawszy się ze wszystkimi opuściłem ten miły zakątek. Niestety siąpawica przybrała na sile więc podbiegłem do niedalekiej wiaty przystankowej ubrać się w nieprzemakalne. Jak już wbiłem się w te dodatkowe warstwy odzienia to jakby trochę zelżało. Właściwie to wybiła już dziesiąta więc powinno całkiem przestać ale na razie nie chciało.
Dałem susa przez Wani Potok i mrocznym wąwozem
Szwejk47.jpg
piąłem się w górę.
Wkrótce moja dróżka wydostała się na łąki
Szwejk48.jpg
Na tą chwilę punktem nawigacyjnym był górujący nad okolicą maszt telekomunikacyjny
Szwejk50.jpg
Czarne nogawki spodni błyszczały od ściekającej wody niczym dach pobliskiej świątyni
Szwejk49.jpg


Odpowiedz z cytatem