Cytat Zamieszczone przez delux Zobacz posta
Hmmm,jakoś bardziej wyboisto, bagnisto, i lesisto to sobie wyobrażałem.....
Lasów sporo było, ale w Karpatach jest ich taki dostatek, że nie zwracało się na nie uwagi. Wyboistości starałem się unikać, choć tak zupełnie, to się nie dało.
Ja pewnie nie dotarłem do tych najciekawszych, ukrytych w niedostępnych miejscach zakatków. Podróżowanie rowerem, szczególnie solo, ma swoje zady i walety
Zaletą jest spory zasięg, wadą - konieczność poruszania się po drogach, dróżkach i ścieżkach. Wiem, da się przedrzeć rower przez chaszcze, przepchać przez rzekę, przenieść przez mniejsze bagno. Ale wtedy traci się typowe zalety i przyjemności rowerowych podróży. Napiszę teraz parę słów o drogach.

Niby to bagna, a najbardziej dokuczyły mi piachy. Miejscami nie tylko nie dało się jechać, ale nawet trudno było rower pchać.


Sporo było takich dróg. Solidny bruk sprzed wojny. Rowerem dało się tu jechać z prędkością pieszego.


Tutaj też nie było dużej prędkości. Ale za to piękne krajobrazy i dreszczyk emocji - złamie się, czy wytrzyma?


Były też krótkie odcinki całkiem przyjemne, przeważnie na skraju lasów i wśród mokrych łąk. Piech był, ale lekko mokry i związany trawą.


Marzeniem były niewyboiste szutry, a pogubiona na poboczach słoma dobrze amortyzowała nierówności.


A tutaj szuter klasy "Lux" ;-)


Było też kilka miejsc, w których trafił się asfalt. Do takiej drogi się tęskniło.