Po jednym, szybkim przejeździe głównymi drogami wzdłuż Prypeci (te, pokazane na zdjęciach, to były własnie główne), trudno być fachowcem ds. oceny rozwoju regionu;-) W każdym razie, jakichś zewnętrznych oznak zamożności – w naszym pojęciu tego słowa – nie stwierdziłem. Ciekawostką może być fakt, że przez ponad 200 km nie przejechałem obok żadnej stacji benzynowej.
Bo te kontakty były zupełnie symboliczne. W dzień jechałem oraz próbowałem znaleźć dojścia do rzeki. Spotkania z ludźmi, to kilka wizyt w sklepach lub konsultacje z woźnicami na temat sieci drogowej. Wieczorem i w nocy metodycznie zaszywałem się w takich miejscach, w których byłem nie do odnalezienia. To taki odruch obronny samotnego człowieka, przebywającego w nieznanym otoczeniu.
Nie wiem, z kim wewnętrznie utożsamia się ludność. Rekwizyty zewnętrzne (flagi, dekoracje, kolory, napisy w miejscach publicznych) były jednoznacznie ukraińskie, jednak bez motywów „banderowskich” i innych szowinistycznych.
Myślę, że nie. To było po wojnie i w Polsce, więc nie tam, gdzie ja bywałem. Fachowcy lokalizują akcję powieści raczej na bagnach nad Narwią.
Zauważyłem, że ludzie – chyba na całym świecie, słysząc obcą mowę, też stajają się mówić w obcym języku. Jeśli znają – w języku rozmówcy. Jeśli nie znają – w jakimś innym języku. Jeśli żadnego obcego nie znają, mówią w swoim, ale głośno i powoliSłysząc moją mowę w języku polsko-rosyjsko-ukraińskim, często przechodzili na zbliżony do rosyjskiego. A może to ja mówiłem po chachładzku/chachłacku?
Urzędników carskich nie napotkałem;-) Może przyjadą, gdy zamarznie.
Ja tam nieoczytany i bez dużej biblioteki, ale takie same informacje - jako jeden z wariantów - znalazłem w Wikipedii:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Podlasie#Etymologia



Odpowiedz z cytatem