Ta zmasakrowana linka jest wynikiem prób zerwania jej przy pomocy drąga, które skończyły się fiskiem. Natomiast równo przecięte nitki to dzieło chińskich kombinerek.
Tak, moje piaskowe tortury rozpoczęły się kilkaset metrów za Smolarami. A widzę, że Ty preferujesz PIASKI na co dzień, piaski od święta
Drugiego dnia miałem na "dzień dobry" dwie godziny stracone na szukanie pięknego brzegu i uwalnianie roweru. Ale nie zrezygnowałem z poszukiwania uroczyska. Wycofałem się do czegoś w rodzaju drogi, wnioskując, że tylko jakimś traktem/drogą/ścieżką ludzie tam docierają. W końcu ja też dotarłem. Widok, który napotkałem, napełnił mnie radością. Cieszyłem się, że tu wczoraj nie dotarłem. Na niewielkiej przestrzeni stało w lesie kilka sporych namiotów i kilka samochodów. Obok namiotów stały stoliki i krzesła, osłonięte foliowymi zadaszeniami. Ludzie śpiewali, grali w karty, pili wódkę, spali. Ogólnie - відпочинок. Tutaj zejść nad wodę się dało, ale żadne z trzech zejść nie było wyjątkowej urody.
1.
2.
3.
Jeden z wczasowiczów przyciągnął nawet przyczepę z łodzią, myśląc, że łódź będzie można tu zwodować i jej użyć.
Od jednej z wypoczywających grupek ruszył w moja stronę pies, głośno ujadając. Pies nie był z tych największych, ale te małe często są skuteczniejsze od dużych. Za psem ruszył jeden z biesiadników, krzycząc: Не бійся, собака не кусає! Nie gryzie, czyli pewnie połyka w całości;-) Opiekun psa był w mundurze leśnika, przywitał się i zaprosił do swojego obozowiska. Zaproszenie poparł wypchaniem mojego roweru na wzgórze, gdzie siedziało pozostałych siedmiu biesiadników z tej grupy. Wszyscy w mundurach. I każdy w innym. Jeden poradziecki, drugi wojskowy, trzeci milicyjny, czwarty, ....
Kto zna gościnność ukraińską, wie, że niełatwo było wyjść stąd trzeźwym;-) Uratowały mnie zeznania, że wczoraj przejechałem sto kilometrów o dzisiaj czeka mnie drugie sto. Jeden z nich chyba jeździł na rowerze i przekonał pozostałych, że rower to nie samochód i nie można się tak nawalić i jechać. Bo to pojazd wywrotny i jeszcze pedałami trzeba kręcić. Musiałem tylko zabrać sporą flaszkę piwa, z obietnicą wypicia jej wieczorem, po zakończonej jeździe. Obiecałem, że na pewno wypije ją ze smakiem za ich zdrowie i za Ukrainę. Odpowiedzieli, że oni za Polskę wypiją dwa transportery. Jeden z mundurowych pochwalił się, że jego dziadek u Piłsudskiego w 1920 z moskalami walczył i nawet realizował jakąś misję specjalną, w której używał roweru.
Miało być krótko i na temat, a ja się rozgadałem. Ale nie będę tego kasował, pewnie za parę lat, gdy już o tym zapomnę, z uśmiechem to poczytam.
Mam jechać dalej wzdłuż Prypeci na północny wschód. Podobnie, jak wczoraj zlekceważyłem nazwę "Komarowo", dzisiaj nie zwróciłem uwagi, że najbliższa wieś nazywa się Piaski Rzeczyckie. No i nie dojechałem. Dopchałem. Polesia czar powoli znikał.



Odpowiedz z cytatem