A gdyby ktoś myślał, że samej Tarnicy nie było widać, to spieszę donieść, że było widać. Najlepiej krótko po opuszczeniu Łopuszanki
Podchodziliśmy coraz wyżej i wyżej, droga cały czas była wygodna i czytelna. Nigdzie tych chaszczy i krzaczorów, którymi straszyły nas nie tylko różne relacje ale nawet jeden z uczestników wycieczki, don Enrico. Wyżej więc, wyżej, aż w końcu zza krzaków zamajaczyło coś innego. Coś, czego z reguły w lesie się nie znajduje.
![]()



Odpowiedz z cytatem