Drugi raz zostaliśmy zmuszeni do porzucenia grzbietu i kontynuowania wędrówki polnymi drogami. Do Rozłucza nie było już daleko, tym razem udało nam się zasiąść w restauracji hotelu Sobin i zamówić wybrane dwa dni wcześniej smakołyki

A potem droga powrotna, trzy godziny na granicy i gwałtowna burza z oberwaniem chmury pod Dynowem. Ale to już inna historia
