Z łąki wróciłem na grzbietową dróżkę i ruszyłem dalej. Szedłem pod słońce, w kierunku mniej więcej południowo-wschodnim, podziwiając widoki czy to na boki
poprawiny19.jpg
czy za siebie
poprawiny20.jpg
Po chwili zauważyłem przede mną, na łące coś sterczącego
poprawiny21.jpg
Kita należała do tego osobnika
poprawiny22.jpg
Szło się wspaniale, bujałem więc myślami w obłokach i nie zauważyłem w porę, że jestem bacznie obserwowany
poprawiny23.jpg
Postanowiłem trochę się wycofać i dojść do nich po drugiej stronie grzbietu żeby pozostać niezauważonym. Zszedłem z widoku i zacząłem się zbliżać mniej więcej do miejsca ich popasu. Wypatrzyłem linię krzaków i drzew zarastających starą drogę biegnącą w poprzek grzbietu i wzdłuż niej, zadowolony, że sprytnie je podejdę, zacząłem zbliżać się do linii grzbietu na wysokości łąki, na której się pasły. Dopadłem do ostatniego krzaka i wychynąłem zza niego w oczekiwaniu wspaniałego widoku pasących się zwierząt a tam pusto! Nie chciały na mnie czekać i schowały się gdzieś w lesie.
Pomiędzy gałęziami dostrzegłem na następnym bocznym grzbiecie pasącego się jelenia
poprawiny24.jpg
i niezrażony ostatnim niepowodzeniem, obrałem go za następny cel.
W dzieciństwie naczytałem się Karola Maya,

kalesony wszystkie miałem jeszcze w szafie bo za gorąco, ale w podświadomości tkwiły zachowane wszystkie sceny podchodów na polowaniach, które w odpowiedniej chwili doszły do głosu
Po kilku minutach dotarłem do miejsca, w którym należało odbić w dół do właściwej łąki. Jej bokiem biegł szpaler krzaków i drzew,
poprawiny25.jpg
wzdłuż którego powoli, przyczajony jak szpieg z Krainy Deszczowców skradałem się do punktu, nazwijmy go G

Szukałem go i w poprzek, i w szerz, i…znalazłem!
Puls przyśpieszony, serce wali jak oszalałe, ręce się trzęsą, jest!:
poprawiny26.jpg