DZIEŃ 8 - 21 października - sobota

Żegnamy się z towarzystwem i obieramy kierunek Baligród. Przed nami trochę kilometrów Rabską Doliną.



Docieramy w końcu do Baligrodu i auta. Robimy zakupy w pobliskim markecie który świeci pustymi półkami. Remont czy liwidacja? "PKS" nie jeździ, sklepy likwidują, Bieszczady znowu dziczeją...
Wsiadamy do auta i jedziemy z powrotem do Rabskiej Doliny pod wypasioną wiatę wybudowaną przez nadleśnictwo. Zdążyłem rozbić namiot i zaczęło padać. Normalnie wędrówkę mieliśmy wyliczoną co do minuty.



Deszcz sobie pada, siedzimy pod wiatą, zajadamy różne przysmaki, popijamy piwem, w kominku płonie wesoło ogień, czego chcieć więcej?



Pogoda kiepska więc i ludzi nie za wiele się przewija przez wiatę. Była jedna zorganizowana grupa, przyjechała na ognisko, posiedziała godzinę, pojechali i zostawili masę jedzenia i sporo grzańca którym z przyjemnością napełniłem termos ;D
Deszcz przestał padać więc przenieśliśmy się do rozpalonego ogniska.



Do wieczora przewinęło się jeszcze kilka różnych grup, na noc oprócz nas została dwójka turystów, przespali na ławach w wiacie.

Następnego dnia rano trzeba wracać do nudnej codzienności z dala od gór. Ostatni rzut okiem na Rabską Dolinę. Do zobaczenia Bieszczadzie.



Podsumowując wyjazd był bardzo udany. Pogoda lepsza być nie mogła, trafiliśmy w kulminację kolorów na drzewach, spotykani ludzie ciekawi i pozytywni. Przez te dni zrobiliśmy niewiele ponad 80 km w poziomie, ale nie przyjechaliśmy tu połykać kilometry. Kontakt z przyrodą, szum potoku, ciekawy biwak, to było najważniejsze.

KONIEC