Nie wiem dla czego, ale również wolę jechać z wiatrem, a jeszcze lepiej, gdy jest on nieneutralny, gdyż azymut bywa zmienny. W tym sezonie rowerowym przejechałem od 5.03. 2017 r. do dnia dzisiejszego ( i pewnie więcej nie będzie) i nie jakieś tam ponad
ale konkretnie 2217 km. Ubolewam, że trasy nie dotyczyły Bieszczadów, a jedynie okolic miejsca stałego zamieszkania i pozwoliły na szczegółowe poznanie miejsc o historycznym znaczeniu. Domyślam się, że dla wytrawnych cyklistów, mój życiowy rekord będzie śmiesznie mały, ale dla mnie, pokonywanie pewnych wyzwań dotyczących sprawności i związanych z tym radości poznawczych, pozwala na szczątkowe już "buzowanie" adrenaliny. A tak już parafrazując powiedzenie "czym więcej chodzisz - to dłużej chodzisz", można to dopasować również do jazdy rowerem. Czego życzę wszystkim miłośnikom ruchu pod każdą postacią.



Odpowiedz z cytatem