Jesienią zmrok zapada bardzo szybko, szczególnie w Bieszczadach. Do kwatery w Cisnej i na kolację dojechaliśmy na czas. Pominę co było póznie, bo działo się wiele, było ognisko i trochę niemrawe śpiewy. Dało się zauważyć jak ludzie gdzieś znikali pojedynczo i grupkami. Większość znalazła się w takiej knajpce co ma siekierę w herbie.
W sobotę rano wszyscy punktualnie zjawili się na śniadaniu, po którym ruszyliśmy w drogę. Kilka minut po dziesiątej byliśmy już w Wołosatem.
Tarnica przywitała nas po królewsku... złotem:
DSC_0142.jpg
Ruszyliśmy więc w drogę...
DSC_0141.jpg
cdn...


Odpowiedz z cytatem