Ta dyskusja mnie interesuje o tyle, że jest ciekawa, "na czasie" i że prowadzą ją ludzie którym ufam.

W takich sprawach(łowiectwo), podobnie jak w innych dziedzinach i tu mam na myśli choćby politykę, nie jestem za zmianami rewolucyjnymi ale jednak za zmianami, obostrzeniami i egzekwowaniem prawa. Całkowity zakaz polowań i eliminację łowiectwa uznaję jako pogląd skrajny i nierealny, to takie pomysły na podatki Korwina Mikke. Sorry.

Dwa lata temu, w Dolinie Sanu, koło sklepu, rozmawiałem z ojcem i jego synkiem o zwierzynie w Bieszczadach. Ten synek mieszkając w dziewiczym terenie nie widział jeszcze jelenia, których jest mało, a to raczej za sprawą plagi kłusownictwa panoszącej się w dziewięćdziesiątych latach. Trzeba też wiedzieć, że myśliwi walczą z kłusownikami a ci ostatni nie uznają zasad, rodzaj zadanej śmierci ich nie interesuje, liczy się mięcho.

Świat bez polowań bardziej mnie interesuje ale to nie ten etap. Pierwsze z brzegu bobry, o których kiedyś tylko słyszałem, dzisiaj niekiedy są już plaga niszczącą. Popsuły mi groble w stawie kilka razy. Jak z nimi walczę? Nie walczę, naprawiam groblę.

Nie bardzo podoba mi się łowienie zdań w ramki i odnoszenie się do tych zdań. Wiadomo co kto ma na myśli bo to wynika z całości wypowiedzi.
I jeszcze jedno: wszyscy jesteśmy podobni i zdecydowanie dobrzy, konstytucję(sumienie) mamy w sercach. Jeden przyjmuje emigranta wiedząc, że to przyniesie mu kłopoty, drugi emigranta nie przyjmuje bo to przyniesie kłopoty a sumienie uspokaja pomocą na miejscu... zamiejscową... czy jakoś tak...