... Biorąc pod uwagę życiorys Sobiesiaka ( etatowy członek KPP) zalecałbym daleko posuniętą rezerwę w dawaniu absolutnej wiary w każde jego słowo...
Odpowiadając Krytykowi Ludowemu trudno się nie zgodzić z tym, że należy być ostrożnym w dawaniu absolutnej wiary w każde słowo tego autora.
Sobiesiak sam przyznaje się do swojej legitymacji jeszcze sprzed wojny, do tego że jakoś urządził się po wkroczeniu Sowietów i że gdy nie załapał się na ewakuację na Wschód, nastały dla niego ciężkie czasy. Przyznaje się do tego, że skrycie zabił dębowym drągiem człowieka, żeby zdobyć karabin i żeby jakoś przetrwać w lesie. Nawiasem, to jego początek życia w lesie to dobra lekcja dla surwiwalowców. Jako bandyta był wtedy ścigany jak zwierze.
Sobiesiak miał różne kontakty, z sowiecka partyzantką czy nawet z dowódcą samoobrony(AK) . W tamtym czasie na północnym Wołyniu działały różne oddziały i różne tzw. bandy. Jeżeli ktoś stracił wszystko(w egzekucjach, getto), wszystkich najbliższych: dzieci, żonę, rodziców, wszystkich bliższych i dalszych i całą nadzieję i przyszłość, to czasem pozostawała tylko zemsta. Były więc rewanże.
Nie czuję się na siłach to oceniać.
Brak takiej ostrożności w słowach jeszcze dziś budzi ogromne emocje. Straszne to były czasy.
Wracanie do tego wszystkiego w sposób nierozsądny i obarczający nas wszystkich jest niedobry, wręcz szkodliwy.


Odpowiedz z cytatem