To było na początku lat osiemdziesiątych. Starszy majster już z samego rana pił wódkę z dziadkiem Czesławem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem dlaczego Lutek mówi na dziadka Stary Akowiec. Jak zdążyłem się po pewnym czasie zorientować, to Lutek z Dziadkiem zawsze tak zaczynali dzień na budowie. Może inaczej, dziadek jako nocny stróż pilnujący ciężkiego sprzętu rano właśnie dzień pracy kończył.

Polegam na tym co powiedział mi pan Czesław i nigdy nie zabiegałem o potwierdzenie tego co powiedział bo uznałem, że w takich sprawach nie mógł kłamać.
To że przeżył obóz na Majdanku zawdzięczał Żydom. Gdy zachorował na tyfus Niemcy spisali go na straty i byli przekonani, że jest już po nim. Według Czesława Podolskiego, Żydzi nie pozwolili mu umrzeć. Zawinęli go w koc, parę dni przegłodzili a gdy złapali wałęsającego się po obozie psa ugotowali z niego rosół. Poili go tym rosołem a po paru dniach psim mięsem.
Dziadek mówił, że czegoś tak dobrego nie jadł w życiu. On miał silny organizm, stanął na nogi.
Gdy Niemcy zobaczyli, że wyzdrowiał stwierdzili, że jest wolny i może wracać do domu!
Żydzi na bloku zebrali dwadzieścia dolarów, dali je Czesławowi na drogę i żeby opowiedział wszystkim co Niemcy z nimi tutaj robią, jak ich traktują.
Żona pana Czesława powiedziała mi, że te dolary nadal trzyma, na czarną godzinę.