>można określić tą całą inwestycję jako: "dobra robota".
To pozostaje się cieszyć. Dobrze, że coś się tam dzieje, zresztą dzieje się coraz więcej i o gminie Komańcza jest coraz głosniej/częściej w lokalnych mediach.
Zapodaj może jeszcze, którędy leci ten szlak na odciku Komańcza - Mików, bo ja pewnie zobacze go najszybciej na wiosnęTradycyjnie droga do Prełuk i potem wzdłuż Osławy, czy siakoś inaczej puscili?
>A są to tereny nietypowe
Podpisuję sie ręcami i nogami. Rejony te są mi szczególnie bliskie i najlepiej znane, być moze przez to mam nieco zamazany obraz, ale np. dolina Osławy między Mikowem, a końcowymi zabudowaniami Smolnika podoba mi się znacznie bardziej niż np. "kultowe" Krywe, choć nie ma tam tak rozległych przestrzeni. Miejsc pieknych, "nieodkrytych" i mało znanych turystom jest natomiast multum.
>być może że ruch turystyczny w Bieszczadach przesunie się na zachód.
To już natomiast (moim skromnym zdaniem), nie jest takie pewne. Generalnie ruch skupia się na szlaku czerwonym, oraz wzdłuż Osławy i taki całkiem mały obecnie już w tych miejscach nie jest (w sezonie). Z drugiej jednak strony był już znacznie większy, gdy kursowała tędy kolejka. Po jej likwidacji, poszło w diabły pole namiotowe w Prełukach,ale znowu zwiększył się ruch na polu w Duszatynie - często jest praktycznie pełne. "Górą" idą głównie piesi, drogą jeżdzą rowerzysci i samochody - generalnie trochę ruchu to robi jak siętak dobrze przypatrzec.
Wydaje mi się, że głównym powodem dla którego przesuwanie się ruchu turystycznego w tę stronę będzie bardzo powolne jest brak zaplecza noclegowego. Trochę to tak, jakby nie po kolei było realizowane zamierzenie, którym jest badź co bądź, zwiekszenie ruchu, w czym widzą swoją szansę mieszkańcy. W samej tylko Komańczy (i najbliższej okolicy) na przestrzeni krótkiego czasu oddano sciezkę historyczno-przyrodniczą, wytyczono szlak o którym piszesz, umieszczono sporo tablic informacyjnych, wyremontowano wiele obiektów (daruje sobie wyliczanie), dróg (stary trakt nad Barbarką, drogę do Dołzycy), postawiono kaplicę, że o placu dozynkowym ;-) nie wspomnę i innych drobnych, ale w sumie istotnych inwestycjach. Jak szedłeś drogą do Prełuk, to może widziałeś po prawej całe zbocze (zwane Kocanówką) zryte prawie pod wyciąg, jakby A4 miała tamtędy iść i jeszcze mialo zostać miejsce na bramkiCuda niewidy tam miały byc, ale sprawa się rypła. I dobrze.
Jako siedziba gminy i największa wieś w okolicy Komańcza musiałaby (i chyba chce od zawsze) być główną bazą wypadową w te rejony i tu własnie wychodzi brak zaplecza noclegowego i w zasadzie gastronomii również. Wiekszość turystów nie ma się gdzie zatrzymać i gdzie zjesć. O dziwo, lista noclegów w tej miejscowości jest imponująca: co najmniej kilkanaście gospodarstw agroturystycznych (przynajmniej z nazwy), schronisko, klasztor i parę innych. Brak wiekszego obiektu jaki jest chocby w pobliskiej Rzepedzi (jeden "moloch" obok drugiego, a dopiero co vis a vis wyrósł trzeci). W Komanczy (Prełukach, Smolniku, Dołżycy) trzon stanowią kwatery prywatne, szumnie zwane gosp.agro. Problem moim zdaniem polega na tym, że w dzisiejszych czasach wiekszość turystów oczekuje czegoś niekrepującego: domek, osrodek. Ponieważ w/w to głównie obiekty gdzie noclegi sa w domu gospodarzy, kuchnia wspólna, itp - nawet w sezonie zazwyczaj swieca pustkami - i tak bedzie dopóki tam tego nie zrozumieją, a trwa to już dosć długo i idzie do przodu bardzo powoli (czasy, że turysta chodził po domach i prosił o nocleg mineły). Ale idzie. To tez jest jakiś plus. Pierwszą oznaką bedzie być może budowa nowej "knajpy". Restauracja "Pod kominkiem" (kiedyś jedno z ulubionych miejsc jednej z kultowych postaci) została przez GS sprzedana (obecnie jest zamknieta) w rece prywatne i na dole ma być restauracja, na górze motel - pozyjemy zobaczymy.
Żeby nie było, że tylko na Komańczę narzekam (jak juz się tak rozpisałem), to za jedno na pewno muszę pochwalić: sklep spozywczy GSJak dla mnie bezapelacyjnie najlepszy i najlepiej zaopatrzony sklep spozywczy w Bieszczadach. Jak pierwszy raz tam wszedłem po generalnym remoncie, to myslałem, że się teleportowałem z powrotem do Opola, do siakiegoś hiper
Wcześniej, gdy był on podzielony na 3 odrębne sklepy, nigdy nic nie było - teraz Ameryka
Kiedyś po wszystko się chodziło na okresloną godzinę: po mleko o tej, po chleb o tamtej, a po mieso o siamtej, że o czasach gdy na półkach brylował ocet i piernik kasztelański nie wspomnę (piernik był the best
). Teraz wszystkiego pelno i ta ... przestrzeń. To się chwali i mówię całkiem powaznie, że lepszego w B nie dostrzegłem. Z ta przestrzenią,to nie takie całkiem żarty. Wystraczy wspomnieć "supersam" w Cisnej. W hipermarketach sterują "motłochem" zapodając odpowiednią muzykę. Jak grają wolne, rzewne kawałki, to ludziska chodza powoli, zastanawiają się,dłużej zatrzymują przez towarem. Jak chcą trochę towarzycho popędzić, to im zaraz coś skocznego i heja: od razu bieganina po hipermarkecie. W Cisnej natomiast wymyslili jak wprowadzić ruch jednostajnie przyspieszony klienta, obchodząc się bez "samograja" (pewnie z powodu tantiem;-))
Miedzy regałami jest tak ciasno (w sezonie),że dwie osoby za Chiny minąć się nie mogą. Wchodzi się więc do sklepu, łapie koszyk i pędem na pierwszy regał. Nie ma czasu na zastanawianie - pani z tyłu musi przejść - przepuścić się nie da, pani napiera, tłum napiera - pedzisz do przodu. Trzeba dobrze zapamietać co sie chcialo kupić, pozycję na półce (gps wskazany) i nastepne kółko. Cała sztuka polega na tym, aby złapać towar,obok którego się przechodzi. Jak nie zdązysz - kaplica - nastepna runda: rondo, na pierwszym skrzyzowaniu musisz ustapić pierwszeństwa tym z prawej i uważac, aby nie wepchnęli cię na inny tor, bo zamiast piwa, złapiesz ocet. Ale spoko, po kilkunastu rundach można dojść do wprawy i refleks wyćwiczyć ;-))


Cuda niewidy tam miały byc, ale sprawa się rypła. I dobrze.
Odpowiedz z cytatem