Klęski często są ważnymi wydarzeniami historycznymi, tylko że Polacy rzadko kiedy z klęsk potrafili wyciągać konstruktywne wnioski (zwłaszcza z klęsk powstań).
Moją luźną dygresją na marginesie 250-lecia zawiązania konfederacji barskiej jest to, że jak zwykle w podobnych (powstaniowych) wypadkach eksponuje się bohaterstwo, a nie brak militarnego profesjonalizmu powstańców (konfederatów), co było widać po rezultatach ich działań, tradycyjne (od czasu tego powstania) założenie, że "jakoś to będzie" (najpierw wywołujemy powstanie, a potem - "damy radę"), a także dyskretne przemilczenie wszelakich zdarzeń rzucających cień na bohaterów (np. łupienie przez barzan - i to systematyczne - dóbr polskich protestantów, niszczenie świątyń innowierców czy zabójstwa duchownych). Nie wspomnę tu o takim "szczególe", jak sprzeciw konfederatów wobec reform państwa (ach ta "złota wolność")...
A nie prościej byłoby uniknąć sytuacji wymagającej wywołania powstania? Moim zdaniem znacznie prościej. Niestety, panowie szlachta, zamiast płacić podatki na wojsko, woleli torpedować pomysły powiększenia armii. W czasie kiedy armie naszych sąsiadów nieustannie rosły, nasza nieustannie malała i w czasach saskich w Koronie mieliśmy (etatowo) całe 24 tys. żołnierzy (de facto 18 tys.). W czasie wojny siedmioletniej spokojnie mogliśmy rozwalić Prusy, no ale po co? Lepiej żeby Prusacy wpadali do Wielkopolski i porywali nam rekruta (nie mówiąc o zalewaniu Rzeczypospolitej przez Fryderyka II fałszywą monetą).
Reasumując: co zasialiśmy, to zebraliśmy...



Odpowiedz z cytatem