Piters - dziękuję za odpowiedź. Folder rzeczywiście mógłby zostać wydany i liczę, że znajdą się na to fundusze.
hmm...o polityce tu nie zamierzam...ale co do naszej historii to tak sobie myślę, że jest z nią tak jak z naszą reprezentacją piłkarską - jak nam dobrze idzie to obrastamy w piórka, trwonimy to co udało się jakimś cudem osiągnąć, podstawiamy sobie wzajemnie nogi, skupiamy się na rzeczach nieistotnych i rozmieniamy na drobne - ale póki co jeszcze jest wszystko ok, rozgrywamy mecz otwarcia i myślimy, że wszystko jest możliwe a my jesteśmy światłem świata, potem okazuje się, że podczas gdy my stroszyliśmy piórka i oglądaliśmy jakie mamy ładne getry i koszulki, świat trenował zwody i uniki - i prezentuje nam to podczas meczu, który dla nas okazuje się meczem o wszystko, koniec końców pozostaje nam mecz o honor - czyli rzucenie się z bagnetem na czołgi...
Ale co do konfederacji barskiej to akurat uważam, że w tamtych realiach była słusznym wyrazem niezgody. I rzeczywiście nie spowodowała rozbioru tylko go przyspieszyła.
Klęski często są ważnymi wydarzeniami historycznymi, tylko że Polacy rzadko kiedy z klęsk potrafili wyciągać konstruktywne wnioski (zwłaszcza z klęsk powstań).
Moją luźną dygresją na marginesie 250-lecia zawiązania konfederacji barskiej jest to, że jak zwykle w podobnych (powstaniowych) wypadkach eksponuje się bohaterstwo, a nie brak militarnego profesjonalizmu powstańców (konfederatów), co było widać po rezultatach ich działań, tradycyjne (od czasu tego powstania) założenie, że "jakoś to będzie" (najpierw wywołujemy powstanie, a potem - "damy radę"), a także dyskretne przemilczenie wszelakich zdarzeń rzucających cień na bohaterów (np. łupienie przez barzan - i to systematyczne - dóbr polskich protestantów, niszczenie świątyń innowierców czy zabójstwa duchownych). Nie wspomnę tu o takim "szczególe", jak sprzeciw konfederatów wobec reform państwa (ach ta "złota wolność")...
A nie prościej byłoby uniknąć sytuacji wymagającej wywołania powstania? Moim zdaniem znacznie prościej. Niestety, panowie szlachta, zamiast płacić podatki na wojsko, woleli torpedować pomysły powiększenia armii. W czasie kiedy armie naszych sąsiadów nieustannie rosły, nasza nieustannie malała i w czasach saskich w Koronie mieliśmy (etatowo) całe 24 tys. żołnierzy (de facto 18 tys.). W czasie wojny siedmioletniej spokojnie mogliśmy rozwalić Prusy, no ale po co? Lepiej żeby Prusacy wpadali do Wielkopolski i porywali nam rekruta (nie mówiąc o zalewaniu Rzeczypospolitej przez Fryderyka II fałszywą monetą).
Reasumując: co zasialiśmy, to zebraliśmy...
...A nie prościej byłoby uniknąć sytuacji wymagającej wywołania powstania? Moim zdaniem znacznie prościej...
A czy dziś nie powinniśmy zastanowić się nad tym, że właśnie teraz igramy z losem? Od naszego dzisiejszego zachowania będzie zależał dużo lepszy lub dużo gorszy los naszych wnuków. Niektórzy jasno to widzą. Kto ich słucha i kto za nimi idzie? Dzisiaj front przebiega inaczej i nie buduje się szańców. Ale tak jak wtedy na odwagę stać niezbyt wielu. Choćby z tego powodu mam szacunek do dawnych konfederatów.
W tamtym czasie układ społeczny i przywileje stanowe były oczywiste jak to, że i dziś mamy np; różny wiek emerytalny i funkcjonują prawem silniejszego różne przywileje. Samo urodzenie się w Pipidówce i w rolniczej rodzinie(a dawniej w PGR) przekreśla normalne życie. Możesz pożalić się traktorowi bo koni już nie ma.
Czy jedynym sensownym wyborem ma być pozostawienie naszego piekiełka swojemu losowi i wyjazd?
A wyjazd dość często oznacza dalsze komplikacje...
Reasumując: właśnie dziś
skosiłem zboże,
którego wartość jest równa
dzisiejszej pracy kombajnu przy jego zbiorze.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)