Drugiego dnia, tak jak pisałem, wstał piękny i słoneczny dzień. Podczas wędrówki przez Płaj w stronę Wielkiego Wierchu można było oglądać jednak coraz więcej malowniczych chmur. Stij ubrał czapeczkę z mgły i zdjął ją dopiero wieczorem, a bezpośrednio przed Wielkim Wierchem zaczęła straszyć burza.
Na szczęście tylko postraszyła![]()
Po przejściu grani Stij-Wielki Wierch (trawersem poniżej czerwonego szlaku, nie zdobywałem ani jednego ani drugiego szczytu) pojawiło się trochę ludzi, kilku motocyklistów, jakiś domowej roboty quad. W oddali na Himbie (posługuję się nazewnictwem z mapy ACCA, Rugała nazywa tę górę Gimbą) widoczne było skupisko ludzi i samochodów. Turystycznie był to najmniej ciekawy fragment wędrówki, na szczęście za Himbą błyskawicznie zrobiło się pusto. Po prawej towarzyszył jedynie przez chwilę paralotniarz z pasażerką. Znów można było cieszyć się ciszą i połoniną na wyłączność.
Na trawersie Magury-Żyde można było uzupełnić wodę, źródełko co prawda było słabe, ale byłoJeszcze przed Hrabem, na płytkiej przełęczy za szczytem 1386m, burza jednak się zdecydowała zrobić swoje.
Namiot stanął błyskawicznie i dał schronienie od ulewy i wichury na długie dwie godziny. Miało się już ku wieczorowi jak namiot trafił ponownie na plecy a nogi - i oczy! - jeszcze chwilę popracowały.
Ostateczny biwak stanął na kolejnej płytkiej przełęczy, pomiędzy Szerokim Wierchem a Kiczerą, tak z 50m na wschód od drogi grzbietowej, na maleńkim spłachetku trawy wśród wszechobecnych borówek.








Odpowiedz z cytatem