Relacja się skończyła, czas na kilka uwag technicznych.
  1. Woda. W skrócie: jest. Codziennie bezpośrednio na ścieżce miałem wodę co najmniej raz. Przy poszukiwaniach, w pobliżu szlaku, bez istotnego tracenia wysokości, można było znaleźć kolejne źródła. Może miałem szczęście, może te codzienne deszcze zrobiły swoje - nie będę uogólniał.
  2. Szlak. Poza małymi wyjątkami (np. trawers Wielkiego Wierchu) całą drogę przeszedłem czerwonym szlakiem. O ile od Wołowca do Himby jest wyznakowany jasno i czytelnie to za Himbą trzeba liczyć na siebie, znakowanie jest sporadyczne i z reguły nie w tych miejscach gdzie byłoby potrzebne. Są miejsca mylne, gdzie szlak opuszcza przetartą drogę i idzie wąskimi ścieżynkami, bez mapy łatwo się zgubić. Ostrożność tradycyjnie wskazana
  3. Ludzie. Do Himby są, przede wszystkim turyści, ale absolutnie bez tłoku. Jedynie pomiędzy Wielkim Wierchem a Himbą, przy dobrej pogodzie, może być tłoczno (jak na Ukrainę). Na samej Himbie leniwców dowożą od wyciągu samochody, kręci się kilkadziesiąt osób robiąc selfie z kijków i kręcąc filmy. Za Himbą turystów brak, zupełnie. Na całej trasie są zbieracze borówek (w końcu sezon), ale ci zjeżdżają z reguły wczesnym popołudniem.
  4. Śmieci. Masa, nic się nie zmieniło.