Tak i po roku przyszedł nam wreszcie czas na Magurę Stuposiańską, grzecznie jak przystało uiściliśmy opłatę u sympatycznego pana w kasie i po krótkiej rozmowie pomaszerowaliśmy na podbój.
Dzisiejszy dzień również słoneczny, co prawda z rana rześki ale to tylko zapowiedz pięknej pogody, która nas rozpieszczała w tym roku jak w poprzednim.
Na samym początku szlaku mijaliśmy rozpadający się płot,ciekawe co za nim? A tam zakazana roślina Barszcz Sosnowskiego, ciekawa i niebezpieczna roślina

DSC01235ok.jpg

szybkie selfi i idziemy dalej w swoim kierunku, jak zawsze byłem pod urokiem lasu i jego wyglądu

DSC01242ok.jpg

Sam szczyt Magury zapamiętałem jako "ciasny" i zalesiony ale bardziej utkwił mi powrót z niej do Przysłupia, bardzo klimatycznie

DSC01244ok.jpg

Ale jeszcze niżej czekały na nas zarastające pastwiska, w pełnym słońcu, nagrzane i z widokami na połoninę Caryńską, nie mogliśmy odmówić sobie postoju w takim miejscu. Było przepysznie

JPEG_20181107zmnok_110710_7455368950109517787.jpg

ponieważ już kiedyś odwiedziliśmy schronisko z drugiej strony udaliśmy się w stronę Bereżek zastanawiając się jak "ciekawie" musi szumieć poniższy potoczek wiosną,gdy śniegi topnieją

DSC01247ok.jpg

i następny świadek ,że mieszkali tu kiedyś ludzie

DSC01249ok.jpg

Doszliśmy do parkingu w Bereżkach, nowe wiaty, powiększony parking, dodatkowe wiaty powyżej, podsypany tłuczniem wjazd- oj musi tu być tłok w trakcie długich łikendów.
Ponieważ już wcześniej mieliśmy zamiar wybrać się do Ustrzyk Dolnych zakupić towarów ze wschodu to ponieważ dzień jeszcze nam na to pozwalał, szybka decyzja i jedziemy. Po drodze nie mogłem sobie odmówić i zajechaliśmy pod cerkiew w Smolniku. Cerkwi pilnował oryginalny bieszczadzki ryś, który na dzień dobry prychał i straszył nas okrutnie grożąc uszkodzeniem ciała :)

DSC01252ok.jpg

DSC01253ok.jpg

Szkoda,że to nie była niedziela godz.9.30 (jak dobrze pamiętam), ale za to jest nowy pkt. na liście na następny przyjazd. W Bieszczadach nie byłem jeszcze w środku w żadnej cerkwi, trzeba zacząć to naprawiać.
Poczyniliśmy zapasy wszelakiego dobra u gości z Ukrainy w Ustrzykach i wróciliśmy do naszego Wetlińskiego Anioła, który z niezadowoleniem spojrzał na nasze zapasy(albo nie lubi chałwy,albo abstynent, myślę, że to ot ą chałwę chodziło :))