Oczywiście, że się podobało. Co do tego kota, to on nie jest tak bardzo płochliwy, gdyż szedłem obok niego i zbytniej uwagi na mnie nie zwracał. Gdy był kilkadziesiąt metrów z przodu, to nawet pomyślałem, że jest to żbik, gdyż prążki na ogonie i umaszczenie sugerowały żbika. Jednak, gdy szliśmy już obok siebie, nabrałem przekonania, że to jednak kot
. Natomiast Wasza przeprawa przez San, przypomniała mi pewne emocje, które w czerwcu towarzyszyły mi w tym samym miejscu. Mając w pamięci przykre doświadczenie, gdy 5 dni wcześniej przeprawiałem się przez bród w okolicach Żurawina, aby dotrzeć do Rez. Zakole, który miał być płytki i sięgać najwyżej do kolan, a okazało się, że sięgał do pasa i komórka, która była w bocznej kieszeni spodni, bardzo skutecznie uległa podtopieniu. Dlatego też, tym razem owinąłem, już nową, w torebkę foliową i schowałem do plecaka. Widok z lewego brzegu Sanu nie budził zachwytu, a do Sękowca zostało ok. 5 km stokówką, więc maszerowanie w mokrych butach, nie wchodziło w rachubę.
Przed przejściem.jpg
Buty związałem i powiesiłem na szyi, w prawej dłoni ścisnąłem kostur i dziarsko zanurzyłem stopy w ciepłym Sanie. A tu okazuje się, że kamienie są śliskie i ostre, a niby łagodny prąd wody, jednak ma swoją siłę i nie ułatwia przeprawy, gdy bose stopy wyszukują w miarę przyjaznego podłoża. Jedynym wyjściem było obniżyć środek ciężkości i podpierać się lewą ręką. Nie ochroniło mnie to jednak przed jednym "klapnięciem" i bliskim kontakcie z dnem Sanu. Jakbym przeczuwał pewne atrakcje i przed przeprawą zrobiłem zrzut ekranu GPS-a, aby zobaczyć później ile to metrów i czasu zajęła mi ta przeprawa. Wynik jest bardzo czytelny. Przeszedłem 100 m w czasie 25 min
.
San bród.jpg
Z wielką ulgą i radością spojrzałem wtedy na miejsce przeprawy, już z prawego brzegu Sanu.
Po przejściu.jpg



Odpowiedz z cytatem