Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 29

Wątek: W listopadzie w Bieszczadzie

  1. #1
    Bieszczadnik
    Na forum od
    09.2016
    Postów
    51

    Smile W listopadzie w Bieszczadzie

    Lubię wieczorem lub w bezsenną noc wejść na forum i powędrować z kimś czytając relacje z wędrówek, tak miło ogląda się fotki i tak bardzo tęskni do tamtych miejsc.
    Spróbuję i ja podzielić się wrażeniami z jednego z wyjazdów .
    Naczytałem i naoglądałem się na zdjęciach kolorków bieszczadzkich,że i ja zapragnąłem poczuć je na żywo,niestety praca dopiero w listopadzie pozwala mi na urlop jesienny. Pełen wiary w sukces wyprawy wyruszyłem z Ustki do Skierniewic gdzie przepakowałem się do auta brata Tadeusza i już na drugi dzień raniutko przechadzałem się po Wetlinie i próbując dojrzeć cokolwiek przez mgłę. Nic to myślę sobie- jak tylko trochę słoneczko wzejdzie to zrobi tu porządek (jak wzejdzie).
    Ponieważ nie mamy wysokich wymagań dotyczących komfortu a cenimy spokój jako kwaterę wybraliśmy PTSM w Wetlinie i to był jak się pózniej okazało świetny wybór: cisza przede wszystkim, czysto, kuchnia do dyspozycji,ciepła woda no i żadnych kolejek pod prysznic.
    Ponieważ w aucie trochę pospaliśmy(na miejscu byliśmy ok.5 a recepcję otwierają o 7) to po zakwaterowaniu śniadanie,przygotowanie do wymarszu i kierunek Kalnica, tylko minęliśmy ABC i już złapaliśmy stopa więc nie zmarnowaliśmy czasu na asfalcie.
    Na wszelki wypadek wzięliśmy do plecaków ochraniacze, jak się okazało były potrzebne już na starcie a my śmiejąc się z własnej amatorszczyzny zakładaliśmy je starając się nie umazać błotem. No ale idziemy, energia rozpiera bo wreszcie idziemy. Spokojnie laskiem aż do wiaty niby "nic ciekawego" ale radocha z każdego kroku ogromna bo o to łażenie nam chodzi.Gdy las pozostał w dole pokazały się płachty śniegu, niby trochę ale czasem trochę więcej, pomału zbliżaliśmy się do miejsca skąd szlak wznosi się bardziej a i krzyż na Smereku jest widoczny.
    Wiatr już od pewnego czasu wyraznie przypominał nam,że to już listopad, czapki,kominy,rękawiczki,kaptury-wszystko na swoim miejscu tylko brakowało gogli bo idąc pod wiatr wyciskał nam łzy. Co prawda słonko nie wzeszło aż z taką mocą jak bym chciał ale widoczność była wystarczająca by cieszyć się widokami i tą niesamowitą kolorystyką bieli i szarości w pełnej gamie,połonina falowała w rytm świstów i porywów wiatru, a gdy łaskawe słonko liznęło z góry promieniami nagle wszystko zabłysło i zazłociło się , na chwilę ale było pięknie.
    Nieprzespana noc i krótki dzień zmusiły nas do racjonalnej decyzji i zejścia do Wetliny z Przeł.Orłowicza . Po osiągnięciu linii drzew pięknie, ale to bardzo pięknie świeciło słoneczko, cieszyliśmy się nim, chociaż mogło to zrobić pół godziny wcześniej. Ale za to wiem dlaczego szlak,którym schodziliśmy ma kolor żółty- w miejscach gdzie rosły modrzewie cała ziemia była usłana opadniętym igliwiem i nadawało to uroku naszej wędrówce.
    No i tak minął pierwszy dzień , gdy dochodziliśmy do naszego schroniska ktoś jakby czarodziejskim pstryczkiem wyłączył światło:
    16.00 pstryk i ciemno. Ja rozumiem,że listopad ale to nasze słońce nad morzem zachodzi jednak pózniej a to górskie wcześniej(?):)
    W schronisku szybki obiad w towarzystwie złotowłosego anioła,który zaglądał nam w talerze wisząc na przeciwległej ścianie i mała drzemka pod jego opieką i po zażyciu kilku kropel(niekoniecznie)nasennych o smaku cytryny z nutą miodu.Po drzemce pytanie co robimy ?
    Na dworze nadal ciemno ale godzina jeszcze przyzwoita -za wcześnie na dalsze spanie, ruszamy gdzieś, tylko gdzie? nie znając terenu ale pierwsi napotkani wskazali nam kilka miejsc gdzie "miedz brzęczącą zamieniają w pluszczące złoto". Od razu wybór padł na przybytek PTTK stojący naprzeciwko naszej kwatery. Co nas uderzyło: tłumy przeogromne( a na szlaku minęliśmy tylko dwóch turystów),brak miejsc siedzących,nie mówiąc o wolnym stoliku no i ceny godne, którymi nie powstydziłby się żaden deptak nadmorski, ale najbardziej uderzyła nas mechaniczna muzyka,w której wyraznie przebijała się piosenka zespołu Wham(...christmas..). Dopiliśmy, pogadaliśmy z współbiesiadnikami i żegnani przez psy siedzące pod schroniskiem (tak myślałem,że to psy a to lisy żebrały ) wróciliśmy do naszego anioła,który wiernie czekał.
    W ciszy,spokoju i bez kolejki do prysznica udaliśmy się na spoczynek powierzając nasze sny Złotowłosej( bo to zdecydowanie ona)

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar zbyszek1509
    Na forum od
    04.2007
    Rodem z
    Gostynin
    Postów
    753

    Domyślnie Odp: W listopadzie w Bieszczadzie

    Cytat Zamieszczone przez Sroka Zobacz posta
    ... 16.00 pstryk i ciemno. Ja rozumiem,że listopad ale to nasze słońce nad morzem zachodzi jednak pózniej a to górskie wcześniej(?):) ...
    geografia się kłania. Ustka, to przecież nie ta sama długość i szerokość geograficzna . No nareszcie doczekałem się Twojej relacji z ubiegłego roku. Ja też lubię poczytać jak inni zdobywają lub zaliczają bieszczadzkie szczyty. Wszystko bardzo fajnie, ale znając Ciebie, to z aparatem fotograficznym żyjesz w dobrej komitywie, więc dlaczego nie widzę tych falujących połonin?. Będąc w Bieszczadach w listopadzie, to niestety, ale trzeba się liczyć nawet z elementami zimowej pogody. W 2003 roku wracając do domu z Dołżycy 24 października, doświadczyłem ciekawej atrakcji. W nocy spadło ok. 30 cm śniegu, a jechać trzeba było. Przed Habkowcami widzę kilka stojących samochodów, wychodzę i pytam, czy coś się stało?. Usłyszałem, że wszyscy czekają na pług , ale jak ma pan zimowe opony to może pan jechać. Odpowiedziałem, że mam, ale 500 km do przejechania i pojechałem. Pierwszy ostry zakręt pod górę, wolno pokonałem, na drugim w lewo, stał autobus, a kierowca był w pełnej gotowości do informowania czy nikt, w tym czasie, nie jedzie z góry. Gdy ominąłem autobus, w odległości ok. 30 m zobaczyłem jadący pod górę samochód dostawczy. I tu zaczęła się nerwówka, gdyż coraz gorzej mu szło pokonywanie tego wzniesienia, a ja niebezpiecznie do niego się zbliżałem. Na ile pozwoliły obroty silnika na dwójce, jeszcze zwolniłem i z zapartym tchem liczyłem, że nie zatrzyma się przed wjazdem pod Jabłońską Górę. Odetchnąłem, gdy udało mu się "wdrapać", a dalej to już było z górki . Praktycznie, dopiero w Lesku zobaczyłem czarny asfalt. To taka mała refleksja do osobistych przeżyć w Bieszczadach. A Ty Jarku pisz dalej, czekam na relację z następne dni.
    Ostatnio edytowane przez zbyszek1509 ; 15-08-2018 o 22:42

  3. #3
    Bieszczadnik
    Na forum od
    09.2016
    Postów
    51

    Domyślnie Odp: W listopadzie w Bieszczadzie

    Dzień następny
    zaczął się rano,a nawet wcześnie rano, bo mając na uwadze jak wcześnie gaszą światło to po 7 zaparkowaliśmy auto w UG i podążyliśmy w kierunku Wołosatego z wiarą,że złapiemy stopa- niestety nic z tego. Ale za to mogliśmy obserwować jak trzy wilki ganiają się w oddali przy czym jeden zdecydowanie kulał i zupełnie niespodziewanie w przydrożnym rowie dostrzegłem płynącego bobra, warto było przejść się dla tych spotkań.
    Było dość wietrznie i rześko,niebo zachmurzone nie wróżyło przejaśnień, ale nic to- idziemy . Las przywitał nas wilgocią i spokojem,wiatr pozostał za nami, a przed nami schodki z kamieni i balustradki po bokach, dobrze jest- nie zbłądzimy. I tak jak wczoraj gdy skończył się las zaczął się śnieg, taki prawdziwy, biały, głęboki i po kolana.
    Niestety pojawiła się mgła i cokolwiek było widać to zdecydowana biel wokoło, doszliśmy do patelni i udaliśmy się wydeptanymi w śniegu schodami jeszcze wyżej bo skoro już tu jesteśmy to wejdzmy i pod krzyż. Tam już nic nie było widać nawet krzyż był ledwo widoczny.
    W planie mieliśmy iść dalej na Halicz i tam zdecydować czy wracamy, czy dalej.
    Gdy schodziliśmy ze szczytu zaczął wzmagać się wiatr przeganiając chmury, gdy byliśmy na Goprowskiej to ostatnie obłoki przegnane zostały na wschód a my maszerowaliśmy w pełnym słońcu popychani przez wiatr ku górze. Gęba sama się uśmiechała z radości do widoków, które przed nami odkrywały się z każdym krokiem. Maszerowałem kiedyś tędy w odwrotnym kierunku ku Tarnicy ale wówczas wszystko było zielone a dziś skrzyło i mieniło się od słońca i jasności jaką potęgował śnieg. I tak myślałem sobie, że jeżeli Stwórca tworząc wszystko co widziałem, robił to świadomie to miał niezwykłą fantazję, a jeżeli coś brał, to ja chciałbym tego spróbować.
    Po dojściu do następnego krzyża schowaliśmy się przed wiatrem i grzejąc ręce kubkiem kawy unosiliśmy się z wiatrem nad widokami, które w obu kierunkach rozprzestrzeniały się przed nami. Tutaj zapadła decyzja, że wracamy tą samą drogą,tylko do UG pójdziemy oczywiście Szerokim Wierchem by nadal korzystać z widoków jakie nadarzała nam pogoda. To była piękna wędrówka, pełna emocji , zmagań z wiatrem przeplatanych słońcem i radością, że mogę tu być.
    Szarzało już gdy doszliśmy do auta a na niebie płonęła czerwona łuna zapowiadając na jutro rześką i słoneczną pogodę.
    W schronisku czekał na nas nasz Aniołek, niestety nie pomyślał o obiedzie,który szybko zorganizowaliśmy sobie sami. Ruskie pierogi z supermarketu i żurek z torebki były dopełnieniem szczęścia jakim dzisiaj żyliśmy. A Anioł nadal przyglądał się nam
    Już nie szukaliśmy przygód "na mieście", piwo ugrzaliśmy sobie sami, talia kart zapewniła rozrywkę a muzykę turystyczną zaśpiewała nam internetowa stacja radiowa. Było cicho, był spokój i byliśmy zadowoleni z całego dnia.

    - - - Updated - - -

    a jeżeli chodzi o zdjęcia to tutaj jest poważna sprawa Zbyszku: trzeba się znać- a ja się na tym nie znam.

  4. #4
    Bieszczadnik
    Na forum od
    09.2016
    Postów
    51

    Domyślnie Odp: W listopadzie w Bieszczadzie

    dzień następny
    plan był, więc dobrze jest trzymać się planu, rano ,a nawet wcześniej pobudka i krótki wyjazd na parking skąd wystartowaliśmy pod górę, raczej Brat wystartował bo mi to zdecydowanie pod górkę było. Ciężko jakoś i zdecydowanie rześko a nawet zimno było. Szliśmy pięknym bukowym lasem , z którego emanował tak silny spokój,że miałem ochotę pozostać w nim i czerpać tą pozytywną energię na pózniej.
    Po jakimś czasie weszliśmy na zupełnie zaśnieźoną polanę, która skrzyła się i mieniła odblaskami słońca w takim stopniu,że żal było ją opuszczać. Widoczków nie było żadnych pomimo pięknej pogody,byliśmy za nisko. Ale gdy weszliśmy wyżej i odwróciliśmy się to w pełnej krasie pokazała się nam połonina Wetlińska. To było piękne, zrobiliśmy przerwę na kawkę i delektowaliśmy się widokami...


    cdn

  5. #5
    Bieszczadnik Awatar zbyszek1509
    Na forum od
    04.2007
    Rodem z
    Gostynin
    Postów
    753

    Domyślnie Odp: W listopadzie w Bieszczadzie

    Cytat Zamieszczone przez Sroka Zobacz posta
    ... Ale gdy weszliśmy wyżej ...
    To co zobaczyliście przed sobą?

  6. #6
    Bieszczadnik
    Na forum od
    09.2016
    Postów
    51

    Domyślnie Odp: W listopadzie w Bieszczadzie

    ...ciąg dalszy dnia następnego:
    a my wdrapywaliśmy się na Wielką Rawkę podziwiając raczej panoramę Caryńskiej, a nie jak napisałem Wetlińskiej. Pogoda sprzyjała,błękit roztaczał się po całym niebie dodając całości uroku. Odsapnęliśmy chwilkę i wybraliśmy się na miejsce spotkania trzech państw. Spotkaliśmy po drodze dwóch pograniczników z Ukrainy, każdy jakby z innej bajki, inne części munduru,inne czapki i nawet każdy miał inną broń. Odpowiedzieli na powitanie i poszliśmy każdy w swoją stronę. Na styku trzech granic uzupełniliśmy płyny i kalorie i z powrotem na Rawkę, pózniej obowiązkowe foto przy betonowym słupie i spotkanie na Małej Rawce z trzema starszymi paniami, które dopiero co weszły z Przełęczy Wyżniańskiej. Zasapane,ledwo łapały oddech i dziwiły się ilością śniegu,przy czym wszystkie miały buty do kostek a jedna z nich była w halówkach!.
    Nasza trasa prowadziła w dół na Wyżniańską, toż to było zejście po udeptanym śniegu, który zlodowaciał i trzeba było naprawdę mocno uważać,żeby nie wywinąć kozła. Wielokrotnie kostur ratował mój tyłek przed upadkiem.
    Na dziwnie sztywnych nogach zeszliśmy na parking w nadziei,że może z kimś podjedziemy w stronę UG po samochód, niestety, czekało nas tuptanie asfaltem, na szczęście to tylko kawałek, ale nie tym razem, nawet nie podnosiliśmy ręki a małe autko samo zatrzymało się i młodzi ludzie,których widzieliśmy dziś na Rawkach uprzejmie podwiezli nas do auta. Mieliśmy okazję zrewanżować się innej parze,która czekała przy naszym aucie licząc na podwózkę do Wetliny.
    I tak to dobiegał końca następny dzień, Anioł czekał,jak zwykle bez obiadu, kolejek do kuchni i pod prysznic nie było, była cisza, był spokój. Do naszego pokoju dokwaterowano dwie młode turystki(oczywiście nie protestowaliśmy), przywędrowały z Jaworca, tak więc towarzystwo mieliśmy zapewnione, z gościną nie było problemu,ABC czynne i niedaleko a ponieważ na jutro mieliśmy zaplanowaną pętelkę ze startem i powrotem w Wetlinie więc można było pokrzepić się czymś mocniejszym.
    To był dobry i udany dzień
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  7. #7
    Bieszczadnik
    Na forum od
    09.2016
    Postów
    51

    Domyślnie Odp: W listopadzie w Bieszczadzie

    20171104_091417.jpg
    w drodze na Wetlińską
    20171104_103226.jpg
    coś co mnie dziwi- prawie jednakowa pierśnica drzewostanu
    20171104_112527_Burst01.jpg
    szkoda że wiatru nie widać,dopełniał całości
    20171105_091141.jpg
    nie da rady zgubić się, w drodze na Tarnicę
    20171105_132559.jpg
    Krzemień
    20171105_115411.jpg
    podziwiając widoki z Halicza
    20171105_115419.jpg
    Halicz
    20171106_162404.jpg
    nasz Anioł


    Zdjęcia robione smartfonem wchodzą, a co z fotkami z aparatu? Jestem laikiem informatycznym i już samo pisanie postów i załączenie tych fotek jest dla mnie sukcesem, a nawet jestem z siebie dumny,a nawet bardzo
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  8. #8
    Bieszczadnik Awatar zbyszek1509
    Na forum od
    04.2007
    Rodem z
    Gostynin
    Postów
    753

    Domyślnie Odp: W listopadzie w Bieszczadzie

    Cytat Zamieszczone przez Sroka Zobacz posta
    Zdjęcia robione smartfonem wchodzą, a co z fotkami z aparatu? Jestem laikiem informatycznym i już samo pisanie postów i załączenie tych fotek jest dla mnie sukcesem, a nawet jestem z siebie dumny,a nawet bardzo
    Pozostaje tylko pogratulować osiągnięć informatycznych i udanej wyprawy na Krzemieniec. Tak też myślałem, że wycieczka będzie przebiegać bardzo widokową trasą przez Dział i dalej. Dlatego zapytałem, co zobaczyliście na wprost po wyjściu z bukowego lasu. Do umieszczania zdjęć w tekście relacji, bardzo przydatny jest program XnView, który jest bardzo prosty w obsłudze i pozwoli dopasować ich rozmiar do wymagań forum.

  9. #9
    Bieszczadnik
    Na forum od
    09.2016
    Postów
    51

    Domyślnie Odp: W listopadzie w Bieszczadzie

    ...dzień kolejny
    Wstaliśmy jak zwykle rankiem i pokrzepieni śniadaniem wyruszyliśmy podbijać Świat,no może kawałek Świata ale zapał i chęci też się liczą. Dzisiaj nigdzie nie jedziemy,idziemy tam ,a z powrotem wracamy po śladach. Rześkość nas przywitała na dworze i pięknie posrebrzone było wszystko szronem, słonko co prawda już przymierzało się do przywrócenia listopadowej szarości bieszczadzkiej szacie, ale nam dane było nacieszyć oczy srebrzystością.
    Odnajdujemy nasz zielony kolorek, który to ma nas dzisiaj prowadzić do celu i pomału niespiesznie asfalcikiem pniemy się ku górom. Po drodze mijamy elementy infrastruktury kolejki bieszczadzkiej nikomu niepotrzebne bo przejazd kompletnie zalany asfaltem na gładko. Gdy weszliśmy w las to dopiero zaczęły się schody,ale takie dziwne jakieś,60 cm wzwyż, tor przeszkód jak nic. Ale dla nas to nic, nie po takich schodach się chodziło. Skończyły się schody a zaczęły się krzyże, zastanawialiśmy się skąd ,jak i dlaczego tyle i wymyśliliśmy, że może jakąś drogę krzyżową tu organizują? Gdyby ktoś wiedział skąd i dlaczego to uprzejmie proszę o informację.
    Pogoda byłą dla nas łaskawa,słońce świeciło mi przygrzewało miło
    Załącznik 44979
    tak więc kurteczki chwilowo były zbędne.
    Maszerowało się przemiło, ktoś kiedyś poprosił mnie o wytłumaczenie co ja widzę fajnego w tym łażeniu, ale nie potrafiłem wytłumaczyć dlaczego, myślę, że na pewno rozumie mnie mój pies, który nigdy nie marudzi gdy dłużej z nim pospaceruję.
    Cały czas las i las, ale wszędzie widać coś innego, czasem wydawało mi się,że widzę postacie z "Władcy pierścieni" takie drzewne stwory. Miejscami wszystko poskręcane w ogromnym chaosie, a czasami jak wydruk z komputera, od linijeczki, kreski poziome i pionowe
    Załącznik 44980
    Z racji,że byliśmy z każdym krokiem coraz wyżej to i śniegu przybywało, na szczęście nocny przymrozek utwardził podłoże a słonko nie miało aż tak dużej mocy by rozpuścić go. Na śniegu widać było,że szlak jest uczęszczany chociaż my nie spotkaliśmy nikogo, ale oprócz ludzi przede wszystkim uczęszczany był przez zwierzaki, których to tropów było bez liku
    Załącznik 44981
    Załącznik 44982
    Generalnie rzecz biorąc to my byliśmy w ich środowisku i nie powinno mnie dziwić, że aż tyle, ale u nas na pomorzu wilków to nie bywa więc był to dla mnie miły widok.
    Ale dopiero gdy na tym samym szlaku ujrzeliśmy trochę większe ślady to przyznam ,że poczuliśmy się niepewnie, co prawda ślad nie był świeży ale jednak był. Przegłosowaliśmy, że idziemy dalej ,że raczej nie spotkamy się z misiem
    Załącznik 44983Załącznik 44985
    no i nie spotkaliśmy misia i mam nadzieję,że nigdy nie spotkam.
    I doszliśmy do celu naszej dzisiejszej wędrówki, szlak tutaj kończył się byliśmy na Rabiej skale ,gdzie zaplanowany był dłuższy postój. Nawet sympatyczna ławeczka się znalazła żeby umilić nam popas. Słonko nadal świeciło,a nawet przygrzewało tak bardzo, że żubry,które były na wyciągnięcie ręki świetnie wkomponowały się w klimat.
    Załącznik 44984
    no niestety czas wracać, niby ten sam szlak ,niby ta sama droga,ten sam las a wszystko całkiem inne, to była bardzo udana wędrówka. Wiedząc ile mamy czasu nie musieliśmy się spieszyć, byliśmy tu po to,żeby odpocząć. A skoro już mamy kawę i widoczki są to trzeba zrobić sobie następną przerwę
    Załącznik 44985
    Gdy doszliśmy do Jawornika, mając zapas czasu poszliśmy za kolorkiem żółtym i to był świetny wybór- bo dlaczego nie?
    Gdy zaczęły się zabudowanie i czekała nas perspektywa tuptania asfaltem nagle naszą drogę przecięły tory, tutaj szybko podjęta decyzja i już podążamy właściwym torem we właściwym kierunku. Szyny wiszące w powietrzu,przepusty pod torami i zarośnięty peron z pordzewiałą tablicą jako świadkowie,że to wszystko kiedyś żyło swoim życiem a dziś tkwi w marazmie zapomnienia.
    Anioł czekał jak zawsze z utęsknieniem, a współlokatorki nawet obiadu nie uszykowały.Cisza na schronisku jak zawsze, kolejek w kuchni i pod prysznic nie było, radio z telefonu podawało klimatyczną muzykę a sklep ABC jak zawsze był blisko.
    no i dzień kolejny minął, to był fajny dzień




    przepraszam za przewrócone zdjęcia ale nie umiem ich wyprostować
    Zbyszku dziękuję za cenne wskazówki na pewno skorzystam z nich, pozdrawiam Cię

  10. #10
    Fotografik Roku 2010
    Fotografik Roku 2009
    Fotografik Roku 2008

    Awatar bartolomeo
    Na forum od
    07.2005
    Postów
    3,621

    Domyślnie Odp: W listopadzie w Bieszczadzie

    Czy możesz napisać ten post raz jeszcze, wstawiając ponownie załączniki? Przypuszczam, że tworzyłeś go zbyt długo i załączniki zostały wykasowane. Tak może się zdążać jeżeli od dołączenia zdjęć do opublikowania postu mija dużo czasu.
    Czterech panów B.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Mój Bieszczadzie!
    Przez WUKA w dziale Poezja i proza Bieszczadu...
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 29-01-2012, 14:56
  2. Bieszczady w listopadzie
    Przez erem w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 03-12-2009, 19:45
  3. Bieszczady w listopadzie
    Przez Agaska w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 29-10-2005, 01:07
  4. 36 godzin w Bieszczadzie...
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 9
    Ostatni post / autor: 05-10-2005, 20:45
  5. 13 godzin w Bieszczadzie.
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 22
    Ostatni post / autor: 05-09-2005, 11:29

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •