Rankiem drugiego dnia wstawaliśmy nierówno, nasz kierowca dosypiał jeszcze po długiej i męczącej drodze do Kołoczawy, podczas gdy my wcinaliśmy śniadanie. We dwóch wyszliśmy na przełęcz pod Jasnowcem trochę wcześniej, na przełęczy mieliśmy się spotkać w komplecie ostatni raz przed zejściem w doliny. Dzień był mglisty, na szczęście porywisty wiatr z wieczora już się uspokoił.



Z trawersu Jasnowca widoki były całkiem miłe, choć mgliste i chmurne.



Rzuciliśmy jeszcze okiem na miejsce noclegu...



... i weszliśmy do lasu.



Z przełęczy Jasnowiec wydawał się być na wyciągnięcie ręki.



Ręce wyciągaliśmy jednak zupełnie po coś innego



Czekaliśmy na resztę ekipy...