No i stało się. Około 8:45 (polskiego czasu) pięcioosobowa ekipa rozdzieliła się, dwie osoby poszły na Jasnowiec i dalej do Kołoczawy, trzy w stronę nieodległej przełęczy Pryslop (nazwa za mapą ACCA). Jak tylko się rozdzieliliśmy zaczęło najpierw siąpić, potem padać a w końcu lać. Buty, atakowane przez mokrą trawę, krzaki i mech, długo nie stawiały oporu wodzie. Spodnie poddały się jeszcze szybciej, kurtki walczyły trochę dłużej. Jak się okazało pod koniec dnia ostatecznie ustąpiły nawet dwa z trzech plecaków, pomimo opakowania ich w przeciwdeszczowe pokrowce. Cóż, takie są góry
Przez chwilę wędrowaliśmy nikłą ścieżką, do dziś się dziwię jak prowadzącemu udawało się na niej utrzymać w dość zwartej gęstwinie. Na szczęście gęstwina chwilami ustępowała, można było rozejrzeć się po otaczającym nas lesie.
Zdjęcie poruszone, ale ciemno było jak późnym wieczorem. Każdą większą przestrzeń witaliśmy z jednej strony z radością i nadzieją na chwilę oddechu, z drugiej strony z obawą przed kolejnymi litrami wody przyjętymi na nogi w gęstych borówczyskach. Tu akurat polana Pryslip, gdzie udało nam się odpocząć i posilić w otwartej chatce.
Do tej polany wędrowaliśmy wspomnianą powyżej nikłą ścieżką, zgubiliśmy ją dopiero na granicy polany. Dalej udało nam się złapać wygodną drogę gruntową, która doprowadziła nas, trawersując szczyty 1342m 1443m, na polanę pod Zanogą 1502m. To było ostatnie miejsce, w którym na tej trasie widzieliśmy zbieraczy borówek. Dalej był gąszcz. Gęsty i dziki gorgański gąszcz, na szczęście bez kosówki
Na podejściu pod Zanogę jeszcze przez chwilę mieliśmy wrażenie, że jakaś ścieżka nam pomaga, ale dość szybko zdaliśmy sobie sprawę, że idziemy na dziko. I tak przedzierając się przez krzaki, borówczyska, młodniki bukowe i świerkowe, wiatrołomy i wszystko co jeszcze las może zaoferować, zdobyliśmy Zanogę i Deniaskę 1283m. Pod Deniaską po raz pierwszy ujrzeliśmy grzbiet prowadzący na Strimbę.
Jeszcze kawałek przez las, przez bujne mchy na maleńkich polanach...
i wreszcie, ku naszej radości, pojawiła się Ona. Droga!Kto nigdy nie przedzierał się z plecakiem przez gęsty las nie będzie rozumiał tej radości
Droga w mig zaprowadziła nas na polanę Płai pod Steniakiem 1543m, miejsce naszego drugiego noclegu. A na Płaju dobra wszelakiego...
Nie dało rady tego wszystkiego przejeść!![]()









Odpowiedz z cytatem