Na zakończenie będzie o cerkwi. Nosi wezwanie Świetego Ducha i pochodzi z XVII wieku. Jest bardziej podobna do cerkwi marmaroskich, niż do do tych, które znamy po "naszej" stronie Karpat.
Obeszliśmy cerkiew dokoła i już zabieraliśmy się do powrotu, gdy za cerkiewnym płotem usłyszeliśmy głosy i zobaczyliśmy ludzi. Jednak bramka w ogrodzeniu była zamknięta. Nasze zmagania z łańcuszkiem, uniemożliwiającym wejście ktoś usłyszał i w otwierającej się furtce zobaczyliśmy napotkanego w skansenie przewodnika. A po chwili jego czesko-słowacką wycieczkę. Najpierw wysłuchaliśmy dokładnego omówienia historii i architektury cerkwi, z którego niewiele zrozumieliśmy, ale wszystko musiało być po kolei.
Znalazł też specjalny "bonus" dla nas, Polaków: jedyny w okolicy krzyż rzymsko-katolicki, upamiętniający węgierskiego dobrodzieja o nieznanym już dzisiaj nazwisku. Krzyż został szybko odsłonięty z maskujących go krzaków. Krzyż jest żeliwny a figura Chrystusa ma nogi przybite jednym gwoździem (obecnie w kościołach wschodnich - dwoma). Dokładniejsze odsłonięcie krzyża przez pana przewodnika ujawniło, że na dole jest wizerunek Bohamatieri (po waszemu: Matka Boska - dodał przewodnik).
Po półgodzinnym wstępie mogliśmy w końcu wejść do cerkwi. W czasach radzieckich cerkiew zamieniono na muzeum ateizmu a oryginalne wyposażenie wywieziono do skansenu w Użgorodzie.
Obecnie cerkiew nie pełni funkcji sakralnych, przechowywane są tu stare księgi i dokumenty, gromadzone głównie staraniem naszego przewodnika.
Elementy sztuki sakralnej łączą się tu z elementami rzemiosła domowego.
Na koniec kilka osób zostało ubranych w stroje regionalne ...
... w celu zrobienia pamiątkowych zdjęć.
![]()


Odpowiedz z cytatem