To jest ciekawy temat do dyskusji, choć to nie jest odpowiedni wątek. Cóż to takiego jest wyprawa w góry? Pamiętam, jak około 7 lat temu powiedziałam koledze (który ma obowiązki rodzica), że jadę na wyprawę w Bieszczady to mnie prawie opluł piwem które właśnie przełykał -ze śmiechu. Od tego momentu nie używam już tego sformułowania, co więcej czasami reaguję podobnie (zdarza mi się, że zadaję to samo pytanie które mi wtedy kolega zadał -"a czy ta wyprawa jest z tlenem czy bez?"). Od kilku lat średnio raz na pół roku mam refleksję czy już byłam kiedykolwiek na jakiejś wyprawie czy nie. Jeszcze do niedawna, po krótkich przemyśleniach, odpowiedź zawsze była, że nie. Czy wędrówka przez 5 czy 8 dni z 20 kg plecakiem, namiotem, całym zapasem wyżywienia po karpatach na ukrainie gdzie ilość spotkanych turystów przez ten czas jest mniejsza niż liczba palców jednej ręki -to już wyprawa? Byłam krytyczna wobec siebie i poprzeczka zawsze wisiała gdzieś wyżej -Jimi, to jeszcze nie wyprawa -cóż bowiem w tym wszystkim jest trudnego czy skomplikowanego? Ano właściwie tak na prawdę, to nic. Gdybym zrobiła to samotnie to może, kto wie -ale pewnie musiałyby dojść do tego jakieś niebezpieczne przygody, by móc mówić o wyprawie. Idealnym przykładem wyprawy według mojej definicji są np. długodystansowe wędrówki Łukasza Supergana czy mega odważnej i inspirującej dziewczyny Kamili Kielar (girl bear) lub coś krótszego a wyższego ale tak samo -wyjazdy do powiedzmy 5 dni nie wchodzą w grę. Więc tak sobie wymyśliłam, ubzdurałam i zakodowałam. Nie sądzę by za 20 czy 30 lat ten tok myślenia się zmienił. Przed tym wpisem sprawdziłam w sjp jakie jest znaczenie tego słowa - i właściwie banalne, pułap znacznie niższy niż ja sobie kiedyś tam określiłam. Dlatego nigdy nie mówię, że ktoś mówi źle tylko zwyczajnie się uśmiecham i mówię jakie jest moje zdanie :) -nabyte na podstawie doświadczeń i przeczytanej literatury górskiej.



Odpowiedz z cytatem

Zakładki