Potoki przychodzi przekraczac kilkukrotnie. Nie szukamy jednak mostów, brodów, nie skaczemy po kamieniach czy nie przebieramy sandałow. Po prostu idziemy. Chocby było po szyje wody to co z tego? I tak na obecnym etapie juz nie ma to zadnego znaczenia. A chociaz nas opłucze z błota i krowich/końskich kup, w ktore kilka razy rowniez plasnelismy... Kaptury tez zdjelismy. Tylko bez sensu szeleszczą i ograniczają widocznosc.







Przed wsią na łąkowych przysiółkach deszcz nieco słabnie, ale za to mocniej grzmi i sie błyska. Pojawiają sie wreszczie jakies widoczki.











Ktos nie wyrobił zakretu wozem…





Droga utwardzana na niebiesko





Mosty na Prucie poki co nie są zerwane (a pasterze juz nas straszyli Ale rzeki mocno wezbrane. Niosą bele, łóżka i jakies drzwi. I walą tym w przęsła mostów az wszystko podskakuje.









Sraczyk dla miłośników kolei :)



W knajpie opowiadają, ze gdzies miedzy Dzembronią a Zelenym zerwalo spory kawałek drogi i nie ma dojazdu.