Jak już napisałem namiot rozbiliśmy na Połoninie Bukowińskiej, między szczytami bez nazwy 1304 i 1329 m.n.p.m. (przynajmniej na mojej mapie nie mają nazwy)
Ruszyliśmy rano w kierunku Pikuja. Pogoda o niebo lepsza. Pochmurno ale przynajmniej coś tam widać. Minęliśmy się jeszcze z czterema Ukraińcami, którzy nocowali wcale niedaleko od nas a którzy poszli w kierunku z którego my przyszliśmy..
Idziemy spragnieni widoku Pikuja. Z jednej strony to on był naszym celem, z drugiej bardzo ważna była do niego droga. Zastanawiam się nad tym, że w tym momencie tylko połączenie przejścia całego pasma z wejściem na Pikuj było dla mnie spełnieniem mojego marzenia. Tak chciałem zrobić od samego początku i tak już prawie zrobiliśmy. Przez całe dwa dni wypatrywaliśmy go w oddali i przez chmury nie udało nam się jego zobaczyć. Za chwilę miała spotkać nas nagroda. Troszkę kojarzyłem jego wygląd z polskiej strony, szczególnie w porze zimowej gdy jakoś tak zdarzało mi się trafiać na najlepszą widoczność. I dość szybko niejako wychylił się zza szczytu bez nazwy a opisanego na mapie tylko wysokością 1329 metrów.
Dalej to już tylko przyjemny spacer i nawet samo podejście wydało się mało wymagające. Dość szybko stanęliśmy na szczycie. Widoczność znowu nienajlepsza ale przynajmniej coś widać.No i wiatr wiejący chłodem. Znajomy wiatr...
IMGP6442res.jpgIMGP6445res.jpgIMGP6446res.jpgIMGP6450res.jpgIMGP6461res.jpg
IMGP6457res.jpgIMGP6462res.jpgIMGP6475res.jpgIMGP6477res.jpgIMGP6491res.jpg


Odpowiedz z cytatem