DZIEŃ 3 - 16 października - Wtorek

Wstaję jak zwykle wcześnie. Nie ma wody, nie ma kawy, a pić się chce. Słońce powoli oświetla zbocza Popadii.



Ponad kosówką widać w oddali inną gorgańką górkę - Strimbę.



Pakujemy graty i trzeba ruszać dalej, śniadanie zjemy jak znajdziemy wodę. Z trzech możliwych dróg wybieramy dalszą wędrówkę starą granicą RP. Trawersujemy Koretwinę:



Wkrótce wkraczamy do lasu, dawna granica biegnie dalej zalesionym grzbietem. Po godzinie marszu trafiamy na często użytkowane miejsce biwakowe. Jest i woda, trzeba jednak spalić trochę kalorii żeby do niej zejść w stromy jar. Nie pamiętam kiedy ostatnio mi tak woda smakowała, wypiłem trzy kubki. Można zjeść śniadanie i napić się kawy.
Maszerujemy dalej lasem, czasami otwierają się jakieś widoki lub przechodzimy przez nieduże polany.





Po drodze sporo słupków granicznych, stojących lub leżących, są pomocne w orientacji.



Na tej leśnej drodze nie brakuje "małpich gajów", co chwilę trzeba przełazić przez zwalone drzewo lub obchodzić.



Docieramy do Niemieckiej Polany, przełęczy na głównym grzbiecie. Koło gustownego, zamkniętego domku przerwa na odpoczynek.



Dalej główny grzbiet wznosi się i wkracza w świat kosówki. Dawno temu się tamtędy przedzierałem, nie wiem jak to teraz wygląda, czy jest wyrąbana ścieżka czy trzeba walczyć. Schodzimy do doliny Łomnicy starą drogą, na odcinkach zachowały się jeszcze bale, którymi była wyłożona droga.



I te gorgańskie lasy dookoła...



Niestety wkrótce wkraczamy w zrywkową rozpierduchę. Rozjeżdżone koryto potoku, wszędzie błoto...



Po półgodzinie taplania się w błocie docieramy do głównej doliny. Kiedyś to było malownicze miejsce, szeroka dolina, czysty potoczek, tylko rozbijać namiot. Zdjęcie sprzed lat:



Obecnie doliną biegnie szutrowa autostrada, potok rozjeżdżony sprzętem ciężkim, wygląda jak błotny ściek, po dawnym uroku nie został ślad, ehh.



Znajdujemy sobie w miarę ustronne miejsce w lesie nad potokiem i rozbijamy namiot.

C.D.N.