Bieszczady okiem "mejnstrimu":
http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24052854,czy-turysci-zadepcza-bieszczady-przeszkadza-im-gitara-przy.html
Bieszczady okiem "mejnstrimu":
http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24052854,czy-turysci-zadepcza-bieszczady-przeszkadza-im-gitara-przy.html
Nie byłem w tym roku w Bieszczadach, ale jeśli widzi się takie obrazki to odechciewa się tam wybierać.
nawiązując do w/w artykułu:
https://www.bdpn.pl/index.php?option...=2386&Itemid=1
naprawdę problem jest nierozwiązywalny - to tak, jakby ktoś dziś narzekał, że w sezonie są tłumy w Tatrach. Są i będą miejsca mniej uczęszczane (w dniu tego ^^ zdjęcia byłem po drugiej stronie Caryńskiej i naprawdę spotkałem kilka osób)
A projekt przebudowy "Chatki" to chyba najmniejsze zło jakie można wymyślić.
Zaintrygowały mnie natomiast dwa zdania BPNu dotyczące plecakowców:
1. "Generalnie obiekt po oddaniu do użytkowania ma służyć jako miejsce odpoczynku podczas wędrówki, miejsce spożycia posiłku i obiekt sanitarny oraz w sytuacjach awaryjnych, jako miejsce noclegowe w salach zbiorowych na ławach" 02.10.2018
2." obiekt po przebudowie będzie służył wszystkim turystom, będzie tam możliwość noclegu dla każdego kto zaplanował wędrówkę górską z plecakiem" 11.10.2018
największy ból sprawił mi widok Lutka na tym zdjęciu: https://www.bdpn.pl/images/stories/bdpn/podpisanie.jpg
Podsumowując - te czasy już nigdy nie wrócą.
Zdjęcie obrazuje armagedon sprzed dwóch tygodni. I to jeszcze nic - takie same sznury samochodów stały wzdłuż drogi w jedną i drugą stronę od przełęczy, tak jednej jak i drugiej. Też wtedy byłem w Bieszczadach i z bezpiecznej odległości obserwowałem ludzkie mrowie na wszystkich połoninach.
Ja łaziłem sobie po swojemu i tylko na chwil kilka wyszedłem na jeden ze szlaków, taki całkiem boczny, na którym spotkałem tylko troje turystów. Schodząc do obwodnicy słyszałem przez ostatnie ponad pół godziny drogi, jednostajny szum/warkot silników. Z lasu wylazłem na zakręcie szosy i chciałem złapać jakiegoś stopa, bo autobus uciekł mi ze trzy kwadranse wcześniej. Wiadomo, że na zakręcie łapanie stopa to głupota więc podszedłem pół kilometra na prostą, gdzie znajdował się przystanek autobusowy. Stanąłem na jego początku, żeby ewentualny dobroczyńca mógł spokojnie wyhamować i zajechać w zatoczkę. Samochody jechały całymi stadami, tak po kilka, kilkadziesiąt sztuk i zanim ostatni znikał pojawiał się pierwszy z kolejnego ciągu. Macham i macham, i macham…Tak mniej więcej połowa była zajęta przez trzech i więcej pasażerów ale druga połowa to tylko dwóch z przodu. Z upływem czasu jakoś tak mi się za tych ludzi wstyd zaczęło robić, za ich zachowanie, brak zrozumienia i chęci pomocy. Masa ludzi a człowieka ani jednego. Po kilkudziesięciu minutach w końcu znalazła się dobra dusza, która podrzuciła mnie do Leska. Raz tylko, przed kilkoma laty tyle stałem łapiąc stopa ale wtedy przez jakieś 40 minut przejechały tylko trzy samochody, z których dwa były zapełnione a trzeci mnie zabrał. Teraz przejechało ich co najmniej trzysta. I jeszcze jakiś pustak wielce zadowolony ze swojego wysublimowanego poczucia humoru mi odmachuje z pustego samochodu. Co to za gatunek? Niech mi ktoś powie, że ci ludzie wiedzą co to Bieszczady, że czują klimat, że cokolwiek wiedzą o tej ziemi. Strach pomyśleć co to będzie dalej. A wszystko przy zadowoleniu i poklasku Bieszczadzkiego Parku Narodowego, który turystów plecakowych ma za wrogów ale parkujących samochodów na łąkach poza parkingiem jakoś nie zauważa. BdPN jakoś też nie zauważa przekroczenia określonych we własnym regulaminie limitów turystów wchodzących jednego dnia na dany szlak. Na Tarnicę ludzie wchodzili w kolejce i jak ktoś przystanął złapać oddech to reszta kolejki sunąca za nim automatycznie musiała się zatrzymać i poczekać aż ten ktoś ruszy dalej. Ale nie można powiedzieć, że Park nic nie robi – przecież dla wygody i dobrego samopoczucia prawdziwych turystów wyda kilka baniek na modernizację schroniska na Połoninie Wetlińskiej, dzięki której już nie będzie schroniska i noclegów, bo po co mają nocować jakieś takie brudne i może z gitarami, ale będzie sala w której po wspięciu się z parkingu można będzie sobie usiąść i odpocząć przed ciężkim powrotem do samochodu. Po rozebraniu schronu w Negrylowie, spaleniu w ramach ekologicznej rozbiórki schroniska w Suchych Rzekach przyszła kolej na likwidację schroniska na Połoninie Wetlińskiej. Brawo wy …(dowolny wyraz można sobie wstawić w miejsce kropek).
Parkowe władze niby ciągle myślą jak ograniczyć ruch ale jak widać tylko udają, że im na tym zależy.
A ja widzę prosty sposób: jest Park, który ma swoje granice, więc postawić za Wetliną, za Nasicznem, za Bereżkami szlabany i koniec jazdy, dalej prosimy pieszo (oczywiście z wyjątkiem miejscowych). Myślę, że ruch zmalałby co najmniej o połowę a schodki z Wołosatego na Tarnicę nie byłyby potrzebne.
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Najładniejszy jesienny łikend zbiegł się w tym roku z terminem ultramaratonu bieszczadzkiego 13 października. Liczba uczestników idzie w setki a z fan klubami poszczególnych zawodników pewnie w tysiące, do tego cała otoczka organizacyjna i do tego reszta przypadkowej Polski, która zareagowała na hasło...rzuć wszystko i jedź...
Ceny kwater na maraton idą w górę a rezerwacji z dużym wyprzedzeniem zazwyczaj nie przyjmują bo nie wiedzą co z cenami pokoi. Ludzie pewnie się plączą i szukają gdzie się da, więc tłok.
Wiedząc o tym wszystkim ryzykowałem kolorkami i pogodą i zabrałem sąsiadów tydzień po.
Zapobiegliwie wybraliśmy mniej uczęszczane trasy.
Nie zmieniło to mojego postępującego od lat wrażenia, że ...co było nie wróci i szaty rozdzierać by próżno...
Niestety ludzie w końcu chyba zadepczą Bieszczady. Nie nazywałbym ich turystami. Chociaż turystykę uprawiają, to nie wiedzą po co jadą w Bieszczady, co tam jest, co można zobaczyć i jak spędzić resztę czasu. Niech świadczy o tym pytanie jednego pana, który przyszedł do mnie w tą obleganą sobotę z pytaniem "Gdzie stoją DOROŻKI, którymi wjeżdża się na Tarnicę".
Hero -masz rację, to pytanie bije wszystko na głowę :D :D Zbiegło się też w tym czasie kilka imprez muzycznych np. Czartgranie w Ustrzykach. No i przede wszystkim przyjechała cała rzesza spontanicznych turystów zwabionych piękną pogodą i kolorkami. Ja w tamten weekend też byłam w Bieszczadach ale wyjazd zaplanowałam już 1,5 miesiąca wcześniej. Właśnie 1,5 miesiąca wcześniej próbowałam coś zarezerwować w okolicy Wetliny czy Smereka i udało mi się dopiero za... 13 telefonem. Na szczęście mieliśmy zaciszne miejsce, tłumy nam nie wchodziły w paradę. Jednak nie dało się ukryć mojego szoku gdy w sobotę popołudniem wyjechaliśmy na serpentynę od strony Nasicznego i sznureczek stojących na poboczu samochodów nie miał końca. Nigdy czegoś takiego nie widziałam w Bieszczadach.
"Wędrujemy zarośniętą dzikim zielskiem drogą..." W.P.
Myślę, że problem jest szerszy i nie dotyczy tylko Bieszczad. Trochę chodzę po polskich górach i z roku na rok obserwuję jak ludzie nie mają pojęcia gdzie przyjechali i po co. Jest to dla mnie zadziwiające zważywszy na fakt, że filmiki ze szlaków są powszechnie dostępne... No ale pewnie obowiązuje zasada pojechać i pochwalić się przed znajomymi z Facebooka, że się gdzieś było.
Smutne jest to co napisał sir Bazyl "masa ludzi a człowieka ani jednego", na szczęście na tym Forum można spotkać całą masę "człowieków", więc myślę, że jest nadzieja. W Bieszczadach jest sporo miejsc do których część turystów nie dotrze bo są dla nich zbyt mało atrakcyjne i samochodem się tam nie da podjechać pod przełęcz.
Bieszczady były, są i będą puste, a jak kto się chce plątać po UG czy innej Tarnicy to jego problem.
Pozdrav
fakt, słuszna uwaga , w tym roku przez Hulskie się przemykaliśmy- żywego ducha, tylko ślady wilków i jeleni :)
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)
Zakładki