Strona 4 z 4 PierwszyPierwszy 1 2 3 4
Pokaż wyniki od 31 do 33 z 33

Wątek: Karpacki zaradnik

  1. #31
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2010
    Postów
    637

    Domyślnie Odp: Karpacki zaradnik

    cd



      • Czy nie nazbyt często cię spotykam Sławko ? Becza dojechał do rozstajów , gdzie zrównał się z oczekującym nań Bandurykiem .
      • Za często Panie ? Choćby i co dzień to milo by mi było z wami podróżować .

    Z daleka znajomą sylwetkę poznałem , toć i czekam . Z kąt to powracacie - jeśli
    można zapytać. Podejrzewam że po próżnicy nie zdzieracie końskich kopyt ?

      • Jakiż cel byłby w próżnym i niczemu nie służącym wałęsaniu się . Niezłą trzeba

    mieć fantazję żeby takie daremne eskapady uprawiać .
    Chociaż czekaj – zaradnik z uśmiechem spojrzał na współtowarzysza - przecież ty
    przedstawiciel solidnego rzemiosła , musisz sporo wędrować .
    Takoż i inni z pokrewnych ci wolnych fachów to niezłe i wieczne łaziki .

      • Kogo Panie masz na myśli , mówiąc o pokrewieństwie .
      • No chociażby , bractwa żebracze , oszustów i wszelkiej maści szalbierzy – Jurko

    roześmiał się głośno , widząc okrągłe ze zdumienia oczy wierszoklety .

      • Żartowałem , ha , ha , cenię twój talent i nigdy nie postawiłbym cię w jednym rzędzie

    z tamtymi wydrwigroszami .

      • Uf , przeraziłem się , że wy na poważnie – Sławko wciągnął i wypuścił duży haust

    powietrza .

      • Chociaż tak po prawdzie to razem należymy do tak zwanych ludzi drogi . Dużo i często

    przemieszczamy się po gościńcach i tak wy to wiadomo , ja jako artysta i poeta ludziom strawę duchową niosący .

      • Tak , tak – Jurko rozbawiony przytakiwał – ileż to wolnych zawodów reprezentują

    członkowie wesołej kompani do której nas zaliczyłeś .

      • Wierszokleci , bajarze , roznosiciele nowin wszelakich . Kuglarze , sztukmistrze

    i aktorzy , sztuką przezabawna lub zgoła dramatyczną , lud zabawiający . Jak nie
    wspomnieć o lalkarzach potrafiących życie tchnąć i nieomal ożywić swoje kukiełki.

      • I na koniec , wszelkiej maści dziady jarmarczne , proszalne , jałmużnicy , pątnicy

    cała rzesza żebraków , obnoszących się ze swoją prawdziwą czy też nie rzadko -
    udawaną nędzą . Żyją z datków z jałmużny , wiodąc życie wolne i beztroskie chociaż
    nie wolne od trosk i utrapień dnia codziennego .

      • Ale wierz mi , nie spotkałem jeszcze między nimi takiego który by je dobrowolnie

    porzucić zamierzał .
    Prawdą jest też i to że potrzebni bywają a osiadły po odległych sadybach lud , nierzadko
    z radością wita ich i gości . Ileż to wieści , nowin i pieśni z daleka przynoszą .

      • Macie w zupełności rację – Sławko wyrwał się z zamyślenia , podniósł głowę i ręką

    wskazał na odległe jeszcze drzewo.

      • Ktoś tam siedzi , odpoczywa zapewne , jakaś dziwna persona .
      • Podjedziemy to się okaże kto zacz – zaradnik mrużył oczy spoglądając pod słońce .

    Zbliżyli się niebawem i dostrzegli , czysto choć skromnie odzianego starca z bujną
    i niemal pasa , sięgającą siwą brodą .

      • Spoczywał pod rozłożystą lipą rosnącą nad wijącą się nieopodal strugą . Toczyła

    krystalicznie czystą wodę i z niej to zapewne pochodziły dorodne raki gotujące
    się w naczyniu , ustawionym na niewielkim , otoczonym kamieniami ognisku .

      • Bądźcie pozdrowieni – Jurko dotknął dłonią swojej czapki – spocząć obok was chcielibyśmy , wody i paszy dla koni dostatek a i w towarzystwie posilać się raźniej .

    Zagadnięty , o dumny spojrzeniu starzec , powiódł wzrokiem po przybyszach po czym
    bez słowa wskazał gestem na miejsce obok siebie.

      • Rozsiodłaj konie , napój je i na łąkę zapędź - Becza zwrócił się do Banduryka -ja

    tymczasem strawę przygotuję .

      • Z nieodłączną sakwą w reku , podszedł do chwilowego gospodarza tego miejsca

    po czym wyjął skromny podróżny posiłek .
    Składał się z placków jęczmiennych , pieczonych na węglach w piecu chlebowym
    sporej grudy owczego sera i niewielkiej połci dobrze wędzonego , jałowcem
    pachnącego boczku .

      • Zwą mnie Jurko Becza , jestem tak jakby miejscowy , dziękuję za zgodę na popas

    w waszej tu obecności .

      • Znam was , co prawda z opowieści ale dobrze o was mówią – brodaty starzec uścisnął

    podaną mu przez zaradnika prawicę .

      • Wiele dobrego , temu ludowi czynicie , skóry z nikogo nie zdzierając . Przez to szacunek

    i dobre słowo za wami idzie . Tak czyniąc , bez frasunku , losu spokojnego oczekiwać
    możecie , dobro wraca – zakończył .

      • Mnie natomiast zwą Kaliniecki i choć rodem , również tutejszy jestem to się znać nie

    będziemy , gdyż spory szmat świata schodziwszy od niedawna w te strony zawitałem .

      • Aa , słyszałem , słyszałem – Jurko szeroko otworzył oczy – wieszczycie ponoć , bardzo

    celnie niewiadome sekreta odgadując . Was to dopiero nieprawdopodobne i zadziwiające
    opowieści poprzedzają . Rad jestem niezmiernie z takiego spotkania i za dopust szczęśliwego losu go uznaję .
    Do rozmawiających podszedł Banduryk i ukłoniwszy się wieszczowi zasiadł do
    skromnego posiłku .

      • Raków sam jeść nie będę – odezwał się starzec - podzielimy się . W zamian sera

    mi ofiarujcie kawałek jako że ulubionym moim , pożywieniem bywa.
    Wespół pospieszyli z poczęstunkiem , po czym Sławko zabrał się do wyłowienia
    czerwonego gotowanego raka z czeluści parującego kociołka .

      • Jak wam się przydarzyło moc wieszczenia uzyskać , rzeknijcie jeśli w tym jakowejś

    tajemnicy nie ma – Jurko sypał do swojego kociołka susz przeróżny , chcąc siwobrodego
    starca zacną herbatą poczęstować.

      • Jak już wspominałem – zaczął opowieść Kaliniecki – w tych okolicach na świat przyszedłem . Pacholęciem będąc jak i wszyscy trzodę domową po okolicznych

    połoninach wypasałem . Razu jednego , pochłonięty struganiem fujarki z łozinowej
    kory , nie spostrzegłem na czas , zza gór nadciągającej gwałtownej burzy .
    Ogarnęła mnie wnet wściekła dujawica , rozpraszając po wertepach przerażone
    stado . Z niepojętą siłą wir powietrzny , przepotężny , owionął mnie , podniósł i
    niczym źdźbłem trawy prasnął o wysuszoną , kamienistą ziemię .
    Zmysły utraciwszy , nie wiem ile tak leżałem , gdy mnie odnaleziono ponoć bardziej
    do chochoła niźli do żywej istoty upodobniony byłem.
    Ciężko odchorowawszy tę niemiłą przygodę , powoli wracałem do zdrowia .
    Z niemałym zdziwieniem począłem obserwować u siebie , nigdy wcześniej nie występujące objawy . Bez większego trudu odnajdowałem rzeczy ukryte lub zawieruszone . Zagubione krowy , owce czy też woły nie przepadały już bez wieści jako że chwilowe moje skupienie , pozwalało nieomylnie , miejsce ich przebywania wskazać . Przez to że użyteczny stałem się dla gromady , szacunek i podziw zyskałem .
    Nie trwało to jednak zbyt długo , sprawców ciężkiego pobicia sąsiada , wskazałem
    nieomylnie . Im niewiele zrobiono , ale mi srogą zemstę zaprzysięgli .
    Niewiele się namyślając , porzuciłem wszystko i wyruszyłem w świat odległy .

      • Herbaty zaparzyłem , popróbujcie – zaradnik podał naczynie starcowi – lipowa

    z odrobiną suszu malinowego .

      • Wyborna i smakowita , jak ta cała ziemia – westchnął .

    Tułałem się odtąd po najodleglejszych krainach , zaznałem i biedy – nieodłącznej
    towarzyszki wędrowców ale i dostatki mnie nie omijały.
    Służąc radą i niecodziennym postrzeganiem świata , zyskiwałem wdzięczność
    i szacunek napotkanych a w potrzebie będących .
    Powoli nauczyłem się , że nie warto wszystko każdemu wyjawiać .
    I nie idzie tu o kmiotka , który głośno i donośnie pomstował na liszkę w obecności
    swojej połowicy . Rzecz szła o zaginioną kokoszkę którą ów opój potajemnie na
    siwuchę wymienił .

      • Toż zapewne z waszej , niewielu dostępnej wiedzy żyć można błogo i profity mnożyć ?
      • Banduryk odezwał się , kończąc wysysać wyborne rakowe szczypce .
      • Ty to ciągle o jednym – Jurko zgromił wzrokiem wierszokletę .
      • Ee , nie dziwujcie się , młody jest , tak też i po swojemu świat postrzega , wierzaj mi

    że umiejętność ma , bardziej przekleństwem jest niż darem . Zatem nieliczni jedynie
    pojąć to i zrozumieć mogą .

      • Wezmę wasz sak i raków nazbieram – nie godzi się cobyśmy was objadali - Sławko

    zerwał się na nogi – rzeknijcie ino czy w dół czy też w górę strumyka iść się opłaca ?

      • Ja z dołu przyszedłem , tam trochę przebrałem, idź zatem pod prąd .

    Młody jeszcze – wyrzekł po cichu starzec . Spoglądając w ślad za idącym łowcą raków .

    • Szczęściem jest że nijak nie potrafię , zdarzeń przyszłych przepowiadać . Wielką jest odwaga , pozwalająca na rozprawianie o rzeczach które dopiero nadejść i wydarzyć się

    mają . Nie sądzę też , żeby taka wiedza , komukolwiek dana być miała .
    Niepotrzebne niepokoje , zawieruchy i zamęty u ludności spokojnej , wywołać może .
    I pożytek z tego żaden , jako że przed przeznaczeniem – uciec niepodobna - zakończył
    cicho , milknąc i opuszczając głowę .
    Spoczywali jeszcze dobrą chwilę , bez słów czekając na powrót rakołapa .
    Po jego powrocie pożegnali siwobrodego starca , dzieląc się z nim posiadanym pożywieniem .
    Osiodławszy wierzchowce wyruszyli , chcąc przed zmrokiem dotrzeć do najbliższej osady

  2. #32
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2010
    Postów
    637

    Domyślnie Odp: Karpacki zaradnik

    .....

    Kręty i kamienisty szlak , wspinał się powoli zboczem zalesionej , ponurej góry.
    Jurko , opuściwszy rankiem gościnne progi zajezdnej przytuły , skierował konia ku szczytom
    i podążył wierchami w lewo . Zamierzał udać się do osady rozłożonej nad wartkim strumykiem
    zbierającym wodę z północnych stoków przemierzanego pasma .
    Tam to zamieszkał niedawno przybyły w te strony Kaliniecki . Zaradnik po pamiętnym spotkaniu na gościńcu , szczerze polubił wiekowego starca , ceniąc u niego trzeźwy osąd
    i życiowe doświadczenie . Nie skrywany podziw budził w nim rzadki i nie często wykorzystywany
    przez Kalinieckiego dar celnego odgadywania rzeczy przeszłych . Starzec bez większego trudu
    wskazywał winnych , odnajdywał zagubione czy też ukryte przedmioty .
    Po całe życie trwającej tułaczce , powrócił był niedawno w rodzinne strony , gdzie w niewielkiej
    osadzie nabył spłachetek gruntu z niedużą , posadowioną nań chatynką .
    Pobudowana na słonecznym stoku , zdrowa jeszcze , drewniana , niewielka chyża w zupełności
    zaspakajała potrzeby wiecznego wędrowca .
    Po ogrodzonym obejściu spacerowało kilka kur , pieczę nad nimi sprawował dumny i wyniosły
    kogut . Na progu wylegiwał się czarny , niczym krucze skrzydło kocur , czujnie obserwujący
    nie wiadomo skąd przybyłego , rosłego , pasterskiego psa .
    Żyli tak sobie w spokoju , jako że lud okoliczny wspierał siwobrodego wieszcza odwdzięczając
    się za porady . Zawsze mógł liczyć na datki w postaci bochna , świeżo upieczonego chleba , skopka
    mleka czy tam grudy białego sera .
    Zapanował też większy spokój , bowiem okoliczne drapichrusty , mores poznawszy , na własnej
    skórze odczuwały trafność przepowiedni . Żaden też nie odważył by się uczynić starcowi
    jakąkolwiek krzywdy , będąc pewnym nieuchronnej kary .
    Swoje bezeceństwa i drobne ale uciążliwe kradzieże czynić w okolicy zaprzestali , wynosząc się
    w inne , nie rzadko odlegle okolice .


    Zaradnik tymczasem , przebył już znaczną część trasy i znalazł się na polanie szczytowej , pokrytej
    bujnie owocującymi borówkami . Zsiadł z konia ,popuścił mu popręg i uwiązał w zacienionym
    trawą porośniętym miejscu . Sam zaś z ochotą , zabrał się do zbierania , ciemnych , napęczniałych
    na słońcu jagód .
    Powiewał lekki wietrzyk , miarowo kołysząc wiekowymi drzewami . Jak to zazwyczaj w górach
    lekki szum niósł się i kołysał wierzchołkami jodeł i buków.
    Jurko mimo że pochłonięty własnymi myślami i zauroczony obfitością jagód , posłyszał ciche
    i dość jeszcze odległe zawołania .
    Brzmiało to jakby ktoś przywoływał kogoś innego , powtarzając co chwilę słowo : pójdź , pójdź
    pójdź , pójdź .
    Dostrzegł niebawem małą , niewielkich rozmiarów sówkę , przelatującą z drzewa na drzewo
    z krzaka na krzak .
    Podlatywała bezszelestnie i przysiadając , wydawała swe zawołanie . Ciągle spoglądała w kierunku
    z którego przyleciała , jakby oczekując kogoś lub czegoś .
    Niebawem zaradnik dostrzegł dwoje dzieci trzymających się za raczki i z pośpiechem podążających
    za zwodnikiem . Trochę starsza zapewne , dziewczynka z młodszym braciszkiem ufnie zmierzali
    w stronę nieprzebytych jarów , stromych urwisk i dzikich zapadlisk.
    Niosąc w rączkach maleńkie koszyki , dawno pogubili już uzbierane do tej pory borówki.
    Jurko w lot pojął że leśne licho , zwodnik , pod postacią małej sówki , wiedzie dziatwę na zatracenie . Mamiąc i wodząc po manowcach wykieruje je na takie bezludne wertepy , gdzie
    odnalezienie ich będzie bardzo trudne , jeżeli w ogóle możliwe . Postanowił działać bezzwłocznie .
    Żeby nie przestraszyć maluchów , podszedł do konia , który na widok pana , zarżał radośnie.
    Dzieci przystanęły , rozglądając się skąd dochodzi ten dobrze znany im odgłos .

    • Witajcie panie – dziewczynka ufnie zagadnęła zaradnika – czy daleko mamy jeszcze do domu ?
    • Nie wiem czy wasz dom jest w tę stronę w którą to zmierzacie .
    • Jak to ? Dość długo już idziemy , tam się pewnie mamusia zamartwia .
      Dziewczynka kilka razy pociągnęła nosem i mocniej przyciągnęła do siebie braciszka.
    • Dobrze , dobrze , pojedziemy razem odnajdziemy wasz dom i rodziców – podejdźcie .
      Ujął delikatnie dzieci za ramiona i ustawił między sobą a wierzchowcem .
      Odwrócił się i spojrzał na krzak nieopodal , na którym usiadł zmieniony w sówkę
      zwodnik . Ten przyjrzawszy się zaistniałej sytuacji napuszył się gniewnie i niezwłocznie
      z małej sówki , pójdźką ' zwanej , przeistoczył się w sporego o groźnym spojrzeniu puszczyka .
      Huknął jak to puszczyk , kilka razy a następnie szybko przybrał postać nocnego rozbójnika
      puchacza . Miodowymi , ogromnymi oczami , wpatrzył się w napotkanego wędrowca
      licząc na wywołanie strachu nieopanowanego . Całe to teatrum trwało chwil kilka ale
      zwodnik nie dostrzegając trwogi w napotkanym , zeskoczył na ziemię , przybierając
      swą zwykłą postać – wytwornie odzianego panka.
    • A czemuż to mi wędrowcze w drogę wchodzisz ? Przednią zabawę , popsuć mi zamierzasz?
      Lękać się powinieneś , i o własną skórę bardziej dbać niż o cudze dziatki .
    • Poniechaj ich - Jurko podszedł dwa kroki . Usilnie rozmyślał jak wyjść z tej opresji
      nie gubiąc siebie a tym bardziej , bezbronnych dziatek .
      Dobrze wiedział że bezdusznik , leśny zwodnik , niechętnie wypuszczał ofiary z łap swoich.
    • Dam ci rzecz pewną , która do gustu ci przypadnie i pójdziesz swoją drogą , nas w
      spokoju zostawiając .
    • Nie uwierzę – zarechotał zjadliwie zwodnik borowy – cóż ty możesz mi dać czego ja
      miałbym pragnąć . No ale próbuj - widać było w nim narastające zainteresowanie .
      Jurko sięgnął więc do kiszeni , skąd wydobył misternie z kości wykonany gwizdek .
      Używał go do płoszenia i przeganiania psich sfor , włóczących się i od czasu do czasu
      napastujących napotkanych wędrowców.
      Zanim leśny zwodnik cokolwiek powiedział , zaradnik z całej mocy zadął w kościany
      instrumencik .
      Rozległ się przeraźliwy gwizd po którym koń zarżał głośno przysiadając na zadzie a
      dzieci przypadły do Becza chwytając się jego podróżnej sukmany .
      Sam borowy wzdrygnął się poruszony mocą i przenikliwością dobytego dźwięku .
      Zaczął tańczyć , podskakiwać i klaskać w kosmate dłonie wykrzywiając gębę w paskudnym grymasie .
    • Cudowne , cudaczne , coś pięknego – mieniajmy , mieniajmy niezwłocznie .
      W lot porwał rzucony mu przez Becza gwizdek i nie spojrzawszy nawet na dziatki
      pomknął i przepadł jak zdmuchnięty .
    • Jurko otarł zroszone zimnym potem czoło i zwrócił się do dzieci , nadal uczepionych
      jego szaty .
    • Na koniu was usadzę i pojedziemy tam skąd nadeszliście , zapewne martwią się o was .
      Lekko podniósł i umieścił dzieci na wierzchowcu , sam ujął go za lejce i udał się w
      dalszą drogę . Po pewnym czasie usłyszeli głośne pohukiwania i nawoływania ludzi
      szukających zaginionych . Kiedy zbliżyli się , do konia przypadła matka , tuląc do
      piersi odnalezione pociechy . Wybuchł głośny tumult i harmider który nie pomagał
      Beczowi dojść do głosu i objaśnić okoliczności spotkania zaginionych .
      Nie opierał się i przyjął gorące zaproszenia do odwiedzenia osady zamieszkałej przez
      napotkanych kmieci .

  3. #33
    Bieszczadnik Awatar bacza
    Na forum od
    07.2017
    Rodem z
    Warmia (Olsztyn)
    Postów
    110

    Domyślnie Odp: Karpacki zaradnik

    Dzięki !
    Jakby co - to się czyta i będzie czytać dalej...

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Redyk Karpacki
    Przez asia999 w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 17
    Ostatni post / autor: 20-08-2013, 10:31
  2. Karnawał Karpacki
    Przez Basia Z. w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 16-01-2009, 11:10
  3. Haft karpacki
    Przez justka w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 22-01-2008, 12:00
  4. główny szlak karpacki
    Przez krawc w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 06-04-2003, 14:43

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •