c.d.
Po wiosennych roztopach gonne i wartkie wody , opuściły podgórskie krainy.
Tu i ówdzie poczynało się nowe zielone istnienie . W nieprzerwanym kole zdarzeń
życie odradzało się nieustannie..Nasiona jesiennymi wiatrami strząśnięte , śmiało
sobie poczynały w promieniach coraz dłużej grzejącego słońca.
Liche i mizerne kiełki pięły się w pierwotnym trudzie . Kilku z nich dane będzie dotrwać
sędziwego wieku . Szumieć i władać będą tą krainą . Ich nasiona przekażą moc i siłę
następcom dążącym do nieprzerwanego trwania gatunku.
Becz pogrążony w myślach zmierzał ku odległej górze . Wyrastała z ziemi samotna .
Odłączona i oddzielona od swoich wyniosłych towarzyszek. Posadowiona jakoś tak
na uboczu , mimo to swoją dzikością i zwartym zarośnięta borem nie zachęcała do
odwiedzin.
Jurko zdążał ku niej , mając nadzieję spotkać zamieszkałego tam przyjaciela.
Był pustelnikiem który z własnej woli wybrał to dzikie odludzie .
Mówiono że po jakiejś osobistej tragedii , rzucił wszystko i osiadł pod szczytem
samotnej góry. Jego chatka sklecona z kamienia i bali stała w bliskości z ziemi
tryskającego źródełka . Od momentu kiedy pewien ślepiec obmywszy w nim twarz
wzrok odzyskał , sława owej krynicy rozeszła się po świecie.
Zewsząd ciągnęli ludzie pragnący zaznać ulgi w swoich udrękach i cierpieniach.
Doznawszy jej z wdzięczności , datki przeróżne składali które z kolei pozwalały
pustelnikowi przetrwać głodne dni.

  • Ale się zasapałem , witaj Tomaszu – Jurko pojawił się przed pustelnią prowadząc za uzdę

wierzchowca .

  • Miło cię widzieć zaradniku , podejdź i usiądź – wody krynicznej ci przyniosę .

Posadowił przybysza na pod ściennej ławie i żwawo pobiegł do nieodległego źródełka .
Powrócił niosąc w drewnianym antałku przeźroczysta , czystą jak łza wodę .
- Serdecznika odrobinę zażyję , serce mi z piersi chce wyskoczyć po tej stromej wspinaczce.
Jurko wsypał szczyptę suszu do ust i z lubością popijał .

  • Mnóstwo wody rzeki przetoczyły odkąd się widzieliśmy - gospodarz z uśmiechem

wpatrywał się w przybysza - co też za wiatry cię tu przywiały?

  • Jakoś tak się złożyło że mnie tędy jechać wypadło , co tam u ciebie ? Wiem żeś nowin

nie ciekawy przeto ty opowiadaj .

  • W szczególności interesuje mnie czy już swą ostateczną drogę odnalazłeś .
  • No cóż – Tomasz w zamyśleniu opuścił głowę – czasu na przemyślenia mam sporo toteż
  • i własną ścieżkę odnalazłem .
  • Popatrz Jurko – z uśmiechem zwrócił się do Becza – ileż to ludzie lasów wycinają

ileż żelaza z ziemi dobywają i w jakim trudzie to czynią . Żyć tylko w zgodzie i w zdrowiu

  • ale nie ; zawiść , zazdrość i chciwość jednych na drugich nasyła . Wojują nieustannie

śmierć jedni drugim niosąc . W imię czego ? Dla mnie to nie pojęte .

  • Świata do końca nie zrozumiesz - Jurko z zadumą potarł brodę - jednemu do szczęścia

ta pustelnia starcza – drugi pół świata chciałby zawojować .

  • Swoją drogę znaleźć warto i podług sumienia nią podążać .
  • Bardzo słusznie prawisz i w zupełności cię popieram – pustelnik uścisnął dłonie zaradnika.
  • Mam troskę niemałą i u ciebie rady szukać będę . Jak wiesz źródełko przy którym swoje

miejsce znalazłem , ma moc cudowną przez co wielu uzdrowienia doznało.
Na oczy i skórne utrapienia pomaga . Lud jednak i z innymi dolegliwościami zdąża tutaj
z nadzieją na ozdrowienie . Mimo że ziołami ich wspieram – których sekretów wiele mi
zdradziłeś – zawód ich , często mi doskwiera. Wiary im brak a ja nie wiem jak ich
natchnąć . Jakaś czynność , jakiś zabieg który by moje zioła i moc źródełka wspierał.

  • Doskonale wiem o czym mówisz , nie od dziś wiadomo ile przekonanie i wiara zdziałać

potrafią . Połowa to jeśli nie więcej , ozdrowienia wszelkiego.

  • Zbieraj się przyjacielu – zwrócił się do Tomasza – na szczyt twojej góry wybrać się musimy.

Po drodze ci mój zamysł wyjawię . W nieodległych stronach spotykałem sędziwe , czcią
otoczone drzewa . Najczęściej były to stare , czasem i żywiołami doświadczone buki.
Rośnie zapewne i tutaj taki leśny patriarcha – znaleźć go tylko musimy .
Na szczycie uwagę ich zwrócił samotnie stojący potężnych rozmiarów olbrzym.
Rósł na polanie samotnie , nie niepokojony przez inne drzewa czy choćby krzewy .
Jego powykręcane wichrami konary , wznosiły się ku niebu , niczym w jakiejś prośbie czy skardze . Uczepiony skalistej ziemi mocarnymi korzeniami , giął się i wił we wszelkie strony.
Becza dostrzegł kilka dziupli wypełnionych z roztopów czy też z deszczu wodą .
Podszedł , dotknął chropowatej stalowej barwy kory .

  • Takie czczą – powiedział i objął olbrzyma . Szmatkę wystarczy namoczyć w dziupli i przetrzeć obolałe miejsce . Co więcej – mokrą czy choćby wilgotną zanieść można

tym , którzy tu już przyjść nie poradzą .

  • Zdarza się że proszący o uzdrowienie drobne datki pod drzewem składają , zabierać

ich nie należy bo łatwo wraz z nimi chorobę pozostawioną przejąć .

  • Wierzę Jurko w każde twoje słowo i wiarę mą potrzebującym przekażę .

Jeśli by jednemu tylko pomóc mogła to i tak warta tego.
Ścieżkę tu zaraz wyszykuję i niech lud korzysta z mocy mi dotąd nieznanych.

  • Siła tego drzewa , wesprze potęgę w krynicy ukrytą a i twoje zioła skuteczniejszymi okazać

się mogą.
Objęli wespół ogromnego kolosa i tulić się doń poczęli . Może prośby zanosili chcąc łask dla
siebie czy też dla innych , w większej potrzebie będących .
Po chwili bez słowa , w skupieniu schodzili ku nieodległej pustelni .
Usiedli na ławie pod ścianą i zaczęli szykować się do posiłku.
Becza wyjął z juków jadło i rozłożył na czystej lnianej szmatce . Pustelnik tymczasem parzył
wonne napary żeby godnie popić strawę .
Wyniósł dwa gliniane naczynia parujące aromatem lasu.

  • Gdzież to cię Jurko tym razem , kręte drogi prowadzą ?
  • Na pogórze udać się zamierzam , z wężami tam jakaś niezgoda