Kolejny fragment :




Klangor z nieba - wracają
świergot z dziupli - śpiewają
Chaos wodny - topnieje
zmiany niesie nadzieję

Słońce wyżej - mniej cieni
szare się zazieleni
Jasność z nocą - wygrywa
wiosna pani przybywa .
Wierszokleta , wyraźnie ożywiony panującą radosną porą , podśpiewywał - jadąc obok zaradnika.
-Panie Beczu , kawał drogi jeszcze przed nami – opowiedzieli byście jakąś przygodę . Z miłowaniem powiązaną , najlepiej.

  • Wiem co ci po głowie chodzi i do kogo wzdychasz – Jurko nie mógł powstrzymać uśmiechu.
  • Przydarzyło się owszem , dawno – w twoich latach byłem .
  • Opowiedzcie , wierzę że chociaż wam uchylono furtkę do szczęścia .
  • Do szczęścia powiadasz , no dobrze , posłuchaj i sam oceń.

Wracałem z jakiejś dalszej meczącej podróży . Jechałem borem otulającym przepastne bagna i
topiele starorzecza . Piękna rozkwitająca pora jak i dzisiaj . Zmierzchało , usłyszałem ciche
i żałosne wołanie .
-Ratujcie !! Pomocy dajcie !! Głos wydał się dziewczęcy to i podjechałem .
Obok stareńkiej , powykręcanej sosny stała ona . Stała , warkocz trzymając w śnieżnobiałych
rączkach , rozpaczliwie próbowała uwolnić go z niezliczonych kolców róży – dziką zwanej.

  • Kwiatu różanego urwać chciałam i pochwyciło – zakwiliła żałośnie .

Zastygłem , głos mi odjęło i ruchu wykonać nie mogłem . Miałem przed sobą zjawę jakby
nie z tego świata .
Kształtów przepięknych o oczach ciemnych i włosach barwy dojrzałego zboża .
Odziana w jakąś zwiewną szatkę z błękitną wstążką wplecioną we włosy .

  • Poczekaj nie szarp , pomogę – choćbym po jednym włosku miał odzyskiwać – wydukałem.

Podszedłem powoli – dziewczyna ufnie położyła mi dłoń na ramieniu . Delikatnie włos jeden po drugim uwalniałem z kujących cierni .
Czułem obezwładniający zapach polnych kwiatów i ziół . Dziewczyna mocniej i śmielej przytuliła
się . Jakiś czar mnie ogarnął , szum w głowie i zamęt . Nie spostrzegłem że to warkocz sam niczym
wąż wyśliznął się z groźnych kolców . Objęci podeszliśmy nad brzeg wody i usiedliśmy.
-Jak cię zwą – wyszeptała – me imię Rozanna , panią tych odmętów jestem .
Zerwałem się jak kolcem dźgnięty , przytomność wróciła .
-Rusałka , brzeginka wodna – utopić mnie chciałaś – wysapałem .
Piękna zjawa uśmiechnęła się . - Gdybym chciała , już byś nie żył – ale ja po dobroci chcę .
-Światy poznasz niepoznane , tajemnice odgadniesz nieodgadnione – tylko choć ze mną .
-Czekaj czekaj , żyć będę czy szczeznąć muszę – odsuwałem się coraz bardziej od urocznicy.
-Ile tego życia masz , od urodzenia śmierć ci pisana , starości nie zaznasz a to plus.
-Takim jak dzisiaj zachować cię pragnę .
Włosy już dobrze podnosiły mi czapkę , jak tu się wyłgać - przemyśliwałem .

  • Uroda i krasa twa przecudna , nikt ci się zapewne nie oprze .

Przemyśliwałem jak się wykaraskać i cało wynieść skórę z opresji.
Mogła jednym gestem wezwać pomocniczki i w szalonej hulance zatańcować mnie na śmierć.
Bywały już takie zdarzenia.

  • Oczarowałaś mnie i z chęcią poznam nowe światy w wodach i odmętach ukryte .
  • Przyjmij podarek jako mojego zauroczenia dowód .

Z sakwy podróżnej wyjąłem pęk czerwonych korali zakupionych w podróży . Komu innemu
przeznaczyć je chciałem ale rady nie było.
Podeszła odsłoniła szyję , pozwalając sobie założyć szkarłatny podarek.

  • Mój będziesz na wieki - wyszeptała , tuląc się mocno .

Chłód jednak od niej bił i wyczułem delikatny ale rybi odór – nie były to polne kwiaty.
-Ukochana moja , za dni kilka do ciebie wrócę , sprawy pewne muszę dokończyć a i pożegnać
się , też by wypadało.
Ledwie siły znalazłem żeby wydukać te kilka słów – zimny pot strumyczkiem spływał mi po
plecach.
Odstąpiła dwa kroki , spojrzała mi w oczy i z nagle rozjaśnioną twarzą wyrzekła .

  • Od dawna cię wypatruję to i te kilka dni zniosę . Masz tu moją wstążkę niebieską - rozłąkę ci umili.

Podeszła i delikatnie obwiązała mi nią szyję . Nie oglądając się za siebie odjechałem czym prędzej.


Przybyłem szczęśliwie do chaty . Nikomu nic nie powiem i z czasem sam zapomnę – pomyślałem.
Ale już pierwszego dnia obudziłem się w środku nocy czując delikatny ucisk na szyi . Była to
modra jak błękit nieba , wstążka.
Zaraz po przyjeździe zdjąłem ją i wrzuciłem do drewnianej skrzyni. Jakimś sposobem supłała się
co noc na mojej szyi , nie pozwalając zapomnieć obietnicy .
Supły były coraz to ciaśniejsze i bałem się szczerze że niedługo życia pozbawić mnie mogą .
Cóż było robić , żył jeszcze mój dziadek – najsłynniejszy z połoninnych zaradników .
Do niego udałem się po radę . Wysłuchał mnie i rzekł .

  • Rzadko to słychać żeby z rak boginki , wywinąć się komuś udało . Szczęścia sporo i niezły koncept miałeś. Głębiny i topiele usłane są kośćmi tych których sobie upatrzyły.
  • Suszony piołun od tej pory za pazuchą nosić musisz - odstrasza je i z obrzydzeniem
  • go omijają .
  • Wstążkę zaś weź i w noc księżycową przed chałupę wyjdź . Każdą nitkę z osobna dobywaj
  • i na wiatr puszczaj . Już się na powrót nie splotą i tym sposobem cię opuści.

Tak też uczyniłem , piołun noszę od tej pory zawsze i mokradła one staram się omijać
Dojeżdżali do niewielkiej , wzdłuż strumyka rozsiedlonej osady . W centrum , przed jedną z chat
kłębił się zaaferowany tłumek mieszkańców. Żywo coś sobie tłumaczyli wykrzykując własne
osądy . Nie obyło się bez gwałtownej gestykulacji.
Przybysze podjechali z zaciekawieniem nadstawiając ucha. Ciżba rozstąpiła się i z szacunkiem
umilkła . Rozpoznano zaradnika – najwłaściwszą osobę w tym czasie i tym miejscy. -Toście skarb trafili , nic tylko rozkoszy zażywać – Banduryk odezwał się w przerwie.
-Skarb , powiadasz i rozkosze w zimnej wodzie – jakoś to mnie nie ujęło .