Ano witaj friber , miło że czytasz moje ......a poza tym wracaj , bo wiesz że :

nie ochłodzisz się już w wodzie , która rzeką popłynęła
nie ogarnie cię już tchnieniem , wiatr niknący za Otrytem

a i jeszcze fragmencik :
Przed wieczorem dotarł do niewielkiej śródleśnej osady . Wezwano go do młodej z zamożniejszych włościan wywodzącej się dziewczyny . Zachowanie jej mocno zaniepokoiło
najbliższą rodzinę jak i otoczenie. Ojciec z matką na przemian zdawali relację przybyszowi.

  • Panie dziw jakiś niepojęty – gospodarz z roztargnieniem drapał się po siwiejących kudłach.
  • Będzie dni kilka jak jej się całkiem odmieniło
  • Z łóżka wstawać przestała , wzrok wbity gdzieś tam przed siebie i głosem nie swoim
  • przemawia . Drze szmatki na sobie , do krwi się rani , nijakiego kontaktu z nią nie ma .
  • Męskim głosem , grubym i grzmiącym niczym echo w studni ; nas wyzywa – dodała

zapłakana matka .

  • Oczy ma szalone jakieś , strach w nie spojrzeć – dodała młodsza , siostra zapewne .

Zamilkła zgromiona wzrokiem gospodarza - Cichaj dziecino , sami poradzimy .
Becza mając jako taki ogląd na sprawę , począł powoli szykować się do przeprawy .
Z sakwy wyjął gliniane naczynko , nakład weń ruty zwanej wdzięcznym zielem po czym
podszedł do domowego pieca. Z popielnych pokładów wyjął kilka żarzących się węgli i umieścił
je w gliniaku . Podmuchał lekko , z naczynia zaczął unosić się lekki dym.

  • Przyślijcie mi tu dwóch krzepkich ludzi – zarządził - sami opuścicie nas i nie wchodźcie pod żadnym pozorem .

Gospodarz z rodziną śpiesznie opuścili izbę a po chwili do środka weszło dwóch słusznej
postury kmieci. Zaradnik polecił im stanąć , po obu stronach łoża .
-Przytrzymacie ją tylko żeby krzywdy nam ani sobie nie uczyniła .
Zbliżył się do dziewczyny , zdawała się nie rozumieć że coś się wokół niej dzieje.
Pustym wzrokiem toczyła wkoło na nic nie zwracając uwagi . Becz dmuchnął delikatnie w
naczynie , owiewając ją wonną chmurką dymu . Miarowym monotonnym głosem zaczął
wymawiać starożytne imiona złych bytów . Szkodzących ludziom od zawsze i nie wiadomo
do kiedy . Przy niesławnym imieniu Baldaroch w dziewkę jakby grom strzelił . Z rykiem
godnym rannego niedźwiedzia szeroko rozkładając szponiaste dłonie , rzuciła się do oczu
zaradnika . W porę pochwycona i nie bez trudu , została usadzona na pościeli .
Szarpiąc się i szamocąc mamrotała nikomu nieznane słowa , tocząc z ust płaty piany .
Zmierzwione i skołtunione włosy zakrywały jej obłąkaną twarz .

  • Opuść ją i w nas nie zostawaj , z dymem tego ziela szczeźnij – Becz monotonnie ale i bez
  • trwogi powtarzał pomocne formułki.

Czas płynął a walka stawała się jeszcze bardziej bezwzględna i zacięta . Na próbę dotknięcia
przez zaradnika ofiara zareagowała gwałtownymi torsjami . Zwróciła pokarm z trudem podany
jej przez matkę . Pomocnicy z przerażeniem w oczach ostatkiem sił powstrzymywali się
przed wybiegnięciem z tej przeklętej izby .Po długich nie mających końca wrzaskach dziewczyna
zamilkła , wyprężyła się niczym leszczynowa laska . Zwiotczała nagle , zamknęła oczy i opadła na
nieludzko skotłowane posłanie .
Pomocnicy na gest Becza powoli odsunęli się od łoża . Podszedł dotknął dłonią czoła . Ogień
i rozpalenie powoli opuszczało miarowo oddychającą dziewczynę .
-Dziękować wam z serca chciałem , za pomoc – gospodarzy poproście .
Panie , syn mój do niej cholewki smalił , zdatne dziewczę było , jak tu nie pomóc – jeden z kmieci
wytarł ręką zroszone potem czoło . Do izby weszli gospodarze . Przez otwarte odrzwia ze strachem zerkało pozostałe rodzeństwo . Matka podeszła z cichym płaczem do śpiącej.

  • Śpi teraz , ostawcie niech trochę odsapnie , potem obmyjcie i nakarmcie .
  • Macie tu arlika , dziurawcem go zowią , spokój ducha i wytchnienie na nią sprowadzi.
  • Napar przyszykujcie , i pić jej dawajcie – niebawem zdrowie odzyska .
  • Panie , na wieczerzę prosim , w komórce posłane na noc , koń też sowicie zaopatrzony