Strona 2 z 2 PierwszyPierwszy 1 2
Pokaż wyniki od 11 do 13 z 13

Wątek: Karpacki zaradnik

  1. #11
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2010
    Postów
    613

    Domyślnie Odp: Karpacki zaradnik

    Jakieś opinie pliss..c.d.

    Gdzież to tym razem trakt was wiedzie ? - Banduryk jadąc z wolna , zadał od dawna nurtujące
    go pytanie . - Znów jakaś mroczna maszkara ?

    • Nad rzeczkę niesławną jadę . Tam wedle łodziowej przeprawy utopiec już okolicznym kmieciom dokuczył.
    • Mieszka tam od bardzo dawna i różnie mu się z ludźmi układało .
    • To ten co ze starym Kuźmą , przewoźnikiem w komitywie bywał ?
    • Ten sam – Becza poprawił się w siodle . Skąd się wziął ? Nie wiadomo . Gadają że z ludzi

    potopionych się wywodzą , pokutują za czyn swój samobójczy . Ja jednak myślę że to o wiele starsze istoty.
    Od zawsze pomieszkiwały w stawach i rzecznych odmętach . Na zawsze też z nami zostaną . Nie drażnione , wielkich szkód nie czynią . Ot siano suche , nad rzeką złożone pomoczą
    czy tam pijanego w błocie wytaplają .
    Ten nasz Bednarkiem zwany podobnież . Stary Kuźma , opowiadał jak to przyjaźń z utopcem
    zawarł . Otóż po jednym z jarmarków , ludzi sporo przeprawiwszy do wieczerzy się zabierał .
    Z otrzymanej mąki i jajek ciasto zagniótł , klusek nadrobił i brał się do gotowania na mleku.
    Wszystko to otrzymał za przeprawienie ludu zdążającego na jarmark.
    Mieszał drewnianą łyżką w kociołku , ustawionym nad brzegiem rzeki .
    Z pomiędzy wodnych oczeretów dostrzegł obserwujące go wyłupiaste oczy.
    Domyślał się kto jest ich właścicielem , widywał zielonkawego stwora nie raz jeden.
    Żadnych mu zbytków nie czyniąc i od niego nie doznawał krzywdy.

    • Wyleź że z wody i podejdź do kotła . Niemożebnie smaczną zacierkę uwarzyłem .
    • Sporo jej , dla nas obu wystarczy.

    Nie bez zdziwienia stwierdził że wywołany powoli podpłynął i jął nieśpiesznie na brzeg się wdrapywać.
    Włosy się Kuźmie zjeżyły na widok przybysza – z trudem na miejscu ostał.
    Niewysokiej postury , z cienkimi jak patyczki nogami . Ręce długie z żabią błoną między paluchami . Odziany w jakieś wyświechtane szatki z niewielkim kapeluszem na głowie .
    Oczy wyłupiaste , szeroko rozstawione na baniastej , zielonkawej głowie.
    -Zdaje się że w gościnę prosiliście – zaskrzeczał przybyły.
    -A juści , siadajcie już nalewam - przewoźnik zakrzątnął się żywo , jako że głos i możność ruchu
    mu wróciła . Podał gościowi misę zupy i łyżkę – zmyślnie wystruganą z lipowego drewna .

    • Powoli bo gorące – nie wiem czyście zwyczajni . - podmuchajcie.

    Utopiec , stwierdziwszy że wrzątek – dmuchnął tak że wir się w misce zrobił po czym z wielkim animuszem począł zajadać .
    Kuźma połowy nie spożył gdy przybysz już skończył i długim czerwonym jęzorem do czysta
    wylizał miskę . Powstał , odłożył naczynie i bez słowa wskoczył w odmęty rzeczki.

    • Ot i wdzięczność – pomyślał gospodarz zabierając się za zbieranie pobrudzonych naczyń .

    Nim kilka kroków postąpił woda rozwarła się ukazując utopca ciągnącego potężną złotego
    koloru brzanę . Nie bez trudu wywlókł ją na brzeg , sprawnie ogłuszył i ułożył wedle rozstawionego
    kociołka . - Wy mnie to i ja wam – zaskrzeczał - w kapuście upieczcie , z zieleniną – wyborna .
    Polubili się i od tego wydarzenia często spotykali. Przewoźnik jadło domowe mu warzył i nowiny
    ze świata opowiadał . Utopiec do pomocy skory , często w przeprawach pomagał . Zwłaszcza
    gdy woda wzbierała , jego pomoc nieodzowną była . Stary coraz bardziej na zdrowiu podupadał .
    Bywało że pomocnik sam jeden przeprawy pilnował . Po pracy do Kuźmy zachodził i wonne
    herbatki mu parzył . Po śmierci starego jakiś czas jeszcze , woził ludzi w wysłużonym czółnie .
    Nie miał już jednak serca do tej roboty . Kilku podchmielonych parobków przeprawiał kiedyś
    na wezbranej wodzie . Urągać mu zaczęli i drwić z jego przyodziewku . Cierpliwie to znosił ale
    gdy poszturchiwać go poczęli – na burtę stanąwszy z rozmysłem dłubankę przewrócił .
    Cudem nie potopili się do brzegu z trudem dotarłszy . We wzburzonej wodzie pozostały buty i
    kapelusze żartownisiów . Przestał się z ludźmi widywać i jak dawniej więcej szkód i desperacji
    czynił. Miarka przebrała się gdy gospodarz jeden , furmanką w dwa konie zaprzężoną przez brud
    się przeprawiał . Do łba mu strzeliło coby potrzebę swą do rzeki załatwić . Gdy to uczynił woda
    raptem przybrała i koń jeden od furmanki odpięty jak kamień w odmętach przepadł .
    Jakiś czas później znaleziono go we własną uprząż srodze zaplątanego.
    -Takoż i mnie wezwano – zakończył opowieść Becza.
    -Co byście nie zamierzali Panie ale wiecie że topieluchy w zagadkach zamiłowanie wielkie mają .
    -Chcąc coś na nim wymusić na pojedynek w zgadywankach was wyzwie .

    • Tak , tak – wiem i martwi mnie to niestety . Nie wiadomo co taki za zadania wymyśli.
    • Sam po drodze trochę głowę se łamałem coby zmyślne zagwozdki przygotować.-

    Zbliżali się do odmętów zamieszkałych przez odmieńca . Spokojna dotąd rzeczka tu z nagła
    przyspieszała , tworząc przepastne i bystre głębiny. Poniżej na spokojniejszej już toni znajdowała
    się rzeczna przeprawa . Młody i nowy przewoźnik starał się uczciwie zarobić na swoją skromną
    zapłatę . Nie potrafił jednak dogadać się z utopcem i bał się po zmierzchu wypływać . Ludzie psioczyli ale nikt nie chciał go zastąpić.
    Jurko zsiadł z konia i luzem puścił go na trawę . Podszedł do rzeki , przypatrując się migoczącej
    wodzie. Po chwili dostrzegł obserwującego go za kamienia cudaka .

    • Podejdź Bednarek , poczęstunek mam i porozmawiać chciałbym.

    Utopiec słysząc swoje imię począł nieśpiesznie gramolić się na brzeg.
    -Ktoś cie i czego ode mnie chcecie – nie znam was .
    -Poproszono mnie coby namówić was na przeprowadzkę . Wskażę wam większe i głębsze odmęty.

    • Więcej tam ryb i wszelakiego wodnego stworzenia . Dla was dostatek i cisza .
    • Uprzykrzyła mi się już ta okolica i sam dumałem żeby inny zakątek odnaleźć .
    • Ale nie , nie odejdę – chyba , chyba że mnie w zagadkach pokonacie .
    • Przyjmiecie wyzwanie ? I co postawicie żeby stracić w razie przegranej – zaśmiał się

    swoim skrzekliwym głosem .
    -Konia postawię – Jurko skrzywił się na myśl o powrocie pieszo .

    • Zaczynaj – zwrócił się do topielucha .
    • Było dwóch ojców i dwóch synów i były trzy jabłka . Po podziale każdy z nich wziął po
    • jednym , jak to możliwe .

    Becza potarł ręką zmarszczone czoło próbując rozkminić zagwozdkę .
    Trzy jabłka , trzy jabłka , ojciec syn , ojciec syn i wnuk – no jasne jeden z nich to ojciec i syn .
    Mam , było ich trzech ; dziadek , syn i wnuk – nie może być inaczej .

    • Zgadłeś – utopiec skrzywił się szkaradnie – teraz twoja .
    • Należy to do ciebie przez całe życie , ale inni częściej tego używają .
    • No co ty , no czekaj – paskudnik szybko dreptał w miejscu.
    • Moje moje , moja woda ? Moje ryby , moje raki – nie , nie , moje ciuszki ? Nikt ich nie używa . Moje , moje – maaaam – rozdarł się nad podziw głośno

  2. #12
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2010
    Postów
    613

    Domyślnie Odp: Karpacki zaradnik

    kolejny fragmencik ..

    Kręta , kamienista drożyna wiła się pomiędzy zalesionymi górami . Z prawej strony
    obok drogi , szumiała srebrem wymoszczona rzeczka , przeciskając się między ze zboczy
    stoczonymi głazami . Okoliczne wzgórza podmywane wiosenną , wielką , roztopową
    wodą , utraciły cały z drzew utworzony przyodziewek . Runęły całe zbocza , ginąc w
    spienionych odmętach . Oczom ukazywał się obraz nagich obsuwisk poznaczonych
    barwnymi żyłami skał i minerałów. Na wierzchołkach resztki pokręconych buków i
    grabów rozpaczliwie czepiały się skał i co większych kamieni. O losie ich decydował
    silniejszy podmuch wiatru , śnieżna zima i kolejne po niej rozszalałe roztopy.
    Z hukiem waliły się w rozpędzoną kipiel niknąc gdzieś za kolejnym zakrętem .
    Na uwolnionych po upadku drzew goliznach , licznie pojawiały się młode zielone samosiejki.
    Jurko z przyjemnością chłonął widoki kontemplując zadziwiający rytm przyrody.
    Wiedział że miejsca wyrobione i przysposobione przez ludzi i dla ludzi , potem opuszczone
    na jakiś czas , bardzo szybko natura brała na powrót w swoje posiadanie.
    Miejsca kiedyś zamieszkałe , później zaś opuszczone , zarastały natychmiast . Młode drzewka
    wiotkie i zgoła mizerne , szybko goniły ku niebu , tężejąc i wartko nabierając mocy.
    Z zamyślenia wyrwał go jakiś ruch w krzakach przed nim . Z gęstej zieleni wychynął
    jakiś obdartus i zanim zaradnik zdążył cokolwiek uczynić , chwycił lejce wierzchowca .
    Lewą ręką trzymając konia w prawej dzierżył potężne szablisko .
    Zarośnięty z gorejącymi oczyma , obleczony w podarte osmalone przy ogniskach odzienie.
    -Witam Jaśnie Pana na mojej dziedzinie – zachrypiał – zaszczyt to dla mnie gościć , taką
    osobistość .
    -Znamy się ? - zaradnik szukał w zakamarkach pamięci , wątpliwej z kimś takim przyjaźni.
    -Możecie nie pamiętać , ale jakiś czas temu przedniego ziela mi daliście na straszne boleści
    brzucha . Na jednym z jarmarków to było – dodał .
    -Pomogło ? Becza zwietrzył możliwość rozstania z tym niemiłym osobnikiem .
    Był to jeden z licznie błąkających się po lasach łotrzyków . Za nic mieli ludzkie życie .
    Rabowali i łupili słabszych , najczęściej mordując ofiary . Schwytani kończyli nie rzadko w
    cieniu szubienicy , bujając się na wietrze ; ku uciesze kruków i wron.
    -Zatem przepuścisz mnie , myślę – Jurko podtrzymał w dobrym kierunku idącą rozmowę .
    -Ha takoż że za waszą dobroć życie wam oszczędzę , ale wyzwolę was z dobytku który
    mnie się bardziej przyda – zarechotał , ukazując duże żółte zębiska .

    • Nie ociągajcie się , popędzać was nie chcę – potrząsnął trzymanym w prawicy żelastwem .

    Jurko pokazał obie puste dłonie i sięgnął za pazuchę .
    Wydobył spory mieszek i potrząsnął aż zadzwoniło .
    -Złoto i srebro bierz – przemówił , zimnym okiem obserwując zbója .
    Temu oczy zaś jeszcze bardziej rozgorzały i niczym jastrząb wzrok utkwił w opasłym mieszku.
    Jurko wolno zanurzył lewa dłoń w trzosie i zaczerpnął z dna samego .
    Wyjął pełną garść , podsunął opryszkowi pod nos i z wolna rozprostował palce .
    Na dłoni błysnęło kilka sztuk złotych i srebrnych monet . Napastnik jeszcze bliżej podszedł
    gdy wtem Becza z wielka mocą dmuchnął w rozpostartą dłoń. Chmura pyłu błyskawicznie
    otoczyła głowę zbója powodując u niego wściekły ryk bólu .
    Jurko bez zastanowienia , prawą ręką , uzbrojoną w solidny dębowy bukłaczek walnął rabusia
    w kudłaty łeb . Ten z jękiem osunął się na ziemię .
    Powoli już schował wydobyte monety do trzosa i niespiesznie wytarł z kurzu lewą rękę.
    Od dawna w sakiewce z kosztownościami nosił na dnie sporą porcję utartego na pył piołunu
    pomieszanego z innymi jadowitymi ziołami .
    Zsiadł z konia i wydobytym z juków rzemiennym postronkiem , związał mocno i solidnie ręce
    napastnika . Chlupoczącą jeszcze w antałku resztą wody przemył oczy kudłatemu rabusiowi.
    -Nie mnie cię sadzić – mruknął – ale zapewne inni , chętnie z tobą pomówią .
    Przywiązał długi postronek do siodła i wolno podążył w stronę najbliższej osady.




    Miało się ku zachodowi gdy dotarli do rozstai . Krzyżowało się tu kilka dróg i ścieżynek łatwiej
    też spotkać można było podróżnych . Jakoż i po chwili Jurko dostrzegł znajomą sylwetkę muzyka
    i wierszoklety .

    • Bywaj Sławko , miło cię widzieć , sam zobacz w jakim towarzystwie droga mi wypada .

    Przybyły podjechał bliżej z ciekawością przyglądając się pojmanemu .

    • Jak to panie doszliście do takiej komitywy – Banduryk nie spuszczał oczu z zarośniętego
    • rozbójnika – nieciekawy to kompan – stwierdził.
    • Nie jam go szukał tylko on mnie znalazł , ale wynik spotkania jemu nie po myśli.
    • Gdzie to zmierzasz i kim jest twój towarzysz – Becza z uśmiechem wskazał na psa

    który przybiegł za Jurkiem a teraz z niepokojem i z pewnego oddalenia oczył po nowo spotkanych
    Był to wychudzony ale z łowieckim rysem , nieduży kosmaty ujadacz . Tego typu psy chętnie
    używano do polowań na dziki . Sprawdzały się też jako cięte i ostre norowce . Z pasją i zamiłowaniem tropiły rudych lokatorów podziemi .

    • Jakiś czas temu naszedł mnie w lesie , zabiedzony i wymoknięty . Dałem mu co nieco na ząb i tak już przystał do mnie.
    • Przesadnie go nie pasiesz – zaradnik wyjął kawałek suszonego mięsa i podrzucił psu pod
    • nos . Dzikarz spojrzał oblizał się zamaszyście ale nie tknął podarku .
    • Oo , a co on nie głodny – Becza z podziwem obserwował wahającego się kudłacza .
    • Bez mojej komendy nie ruszy – Sławko aż pokraśniał z dumy – ułożony i niebywale posłuszny .
    • No weź – powiedział robiąc jednocześnie ruch dłonią . Pies chwycił mięso i w dwóch
    • ruchach szczęk zmiażdżył i połknął pospiesznie .
    • Panie , iść już dalej nie zdołam – kudłaty rabuś zaczął jękliwym głosem .
    • Odcisk mam na stopie i doskwiera mi czasem okrutnie.
    • Konia ci nie użyczę , skoro swojego się nie dorobiłeś , za chwilę obozować będziemy -
    • wytrzymaj .

    Zjechali nad brzeg rzeczki gdzie Becza na niewielkiej równej polance postanowił przenocować .
    Zakrzątnęli się rozkulbaczając konie i zbierając chrust na wieczorne ognisko . Po chwili paliło
    się jasno dając miłe ciepło .
    Zaradnik na uboczu nałamał sporo dzikich malin i włożył do wrzącej w kociołku wody .
    Gdy już napar dobrze naciągnął , przestudził trochę w zimnej rzece po czym przelał do składanego
    skórzanego wiadra .
    Podszedł do więźnia i postawił przed nim .

    • Na odcisk ci ulgę przyniesie , wymocz nogę .


    • Panie , wdzięczny ci będę aż do śmierci – chrypiał opryszek taplając nogą w ciepłym naparze .
    • Czyli już niedługo – Jurko przeczuwał co może spotkać pojmanego. Przypiszą mu kilka
    • łotrostw popełnionych w okolicy i niechybnie obwieszą . Smutny, ale nie bez winy koniec.

    -Miej na niego baczenie mimo że dobrze skrepowany , ja z nóg lecę i spać się kładę .
    Rozłożył ściągniętą z konia derkę , pod głowę wsadził sakwy i okrywając się podróżną opończą
    zasnął natychmiast .
    Skoro świt ocknął się z głębokiego snu poderwał się z posłania i zmartwiał .
    Wokół panowała błoga poranna cisza . Był sam . Nieopodal wierzchowiec skubał pokrytą
    rosą trawę . Ognisko dawno wygasłe , czerniało niedopalonymi polanami .
    Pozbierał swoje – do obozowania zdatne graty . O dziwo , niczego nie brakowało .
    Rozejrzał się z uwagą , szukając oznak walki i przemocy . Nic , kamień w wodę .

  3. #13
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2010
    Postów
    613

    Domyślnie Odp: Karpacki zaradnik

    c.d.

    Siedział pod ścianą własnej sadyby , wystawiając twarz w stronę zachodzącego słońca .
    Dawał się pieścić ciepłym , zamierającym promieniom . Przepadał za rozległym widokiem
    rozciągającym się ku odległym krainom. Uwielbiał zwłaszcza różnorodność obłoków przemykających najczęściej z zachodu ku wschodowi . Prezentując całą gamę w przyrodzie
    znanych kolorów, układały się we wszelakie – przez wyobraźnię tylko ograniczone – kształty.
    Dzikie i groźne twarze jakichś zamierzchłych olbrzymów, stwory jakieś zapewne przedpotopowe
    i te dla Jurka najpiękniejsze ; wierne odwzorowania okolicznych gór i dolin. Rozległe stoki
    gonne potoki i połoniny przestronne.
    Odwrócił wzrok od niebiańskiego teatrum i spostrzegł ruch na drożynie wspinającej się ku niemu.
    Po niedługim czasie pod chatą pojawiło się dwoje wędrowców. W słusznym wieku , skromnie
    odziana kobieta wiodła ze sobą około trzydzieści wiosen liczącego syna . Podeszła żwawo do
    wstającego zaradnika .

    • Panie już tylko u was ratunku wypatruję , moje prośby i groźby już na nic się nie zdają .
    • Co też za zgryzotę macie – Jurko wskazał ręką na ławę - usiądźcie , coś do picia
    • przyniosę i opowiecie .

    Wszedł do izby , skąd po chwili wyniósł gliniane naczynie wypełnione aromatyczną ziołową
    niedawno z malinowych pędów , zaparzoną herbatą.
    Kątem oka dostrzegł dziwne zachowanie przybysz . Ten po przybyciu rzucił jakieś zdawkowe
    słówko i oddalił się nie zwracając na nich większej uwagi .
    Odszedł gdzieś pod opłotki by tam przyniesionym przez siebie podróżnym kosturem łamać
    pleniące się chwasty.

    • Sami widzicie – matka z bólem w oczach wskazała ręką w stronę syna.
    • Pierworodny , następcą naszym miał zostać , nic nie zwiastowało kłopotów.
    • Jak każdy tak i on wyszaleć się powinien , nic ponad zwyczaj nie czynił .

    Z kolegami bydło pasał , ogniska palił i za dziewczętami biegał .
    Wyszumiał by się zapewne i ustatkował , ale nie nie on – matka zapaską otarła napływające
    do oczu łzy .
    On gorzałkę umiłował i jej tylko zawierzył . Pijał z początku jak każdy , a to u młodych

    • okazja jakaś a to ognisko czy też zgoła święta któreś.

    Co raz częściej przynoszono go upitego niczym wieprz a i po kilka dni bywało nie trzeźwiał

    • Teraz to już koszmar ; jada niewiele , mało sypia a jak pracuje to tylko za napitek .
    • Nie pomaga już nic , nikogo nie słucha , ojca i mnie ma za nic – tylko za gorzałką węszy.
    • To jak go tu przywiedliście , zapewne nie było to łatwe – Becza wtrącił zapytanie.
    • Oj nie było , nie było – ojciec z braćmi młodszymi przyrzekli mu że do krwi go oćwiczą
    • jak nie pójdzie . Tak i przyszedł .
    • No cóż , podejmę próbę – zaradzić coś się postaram. Łatwo nie będzie i o wyniku końcowym trudno mi coś rzec – Jurko zasępił się i spochmurniał .
    • W was Panie ostatnia nasza nadzieja – zatroskana kobiecina uchwyciła rękę zaradnika .
    • Uczyńcie co w mocy waszej a o zapłatę się nie troskajcie i wdzięczność naszą dozgonną

    posiądziecie.

    • To nie jest największe zmartwienie , tymczasem zostawcie go u mnie i za dwa dni

    przybądźcie po niego. Z daleka jesteście ? Bo wasza obecność z nami jest mi nie po myśli .

    • Do domu mam spory szmat drogi , ale w okolicy krewniaków posiadam gdzie bez trudu

    te dwa dni pomieszkam. Zdrowi bądźcie tymczasem – czas na mnie .
    Zasmucona matka pochylona pod ciężarem trosk swoich , obrzuciła smutnym wzrokiem
    postać syna i powoli oddaliła się stromą drożyną.

    • Podejdź tu i ostaw te chwasty – Becza zaprosił go ruchem reki. Jak cię zwą ?

    Zawołany podleciał wartko i zaczął szybko mówić , uśmiechając się nieszczerze.

    • Panie , wołają mnie Janko i widzę że matulę odesłaliście – może to i lepiej .

    Mnie tam żadne leczenia potrzebne nie są , ino gorzałki dali byście krztynę – suchość od
    rana mam niemożebną. Okowitę zapewne macie toż ten nektar w każdym domu bywa.

    • Mam , mam – nie troskaj się , krył go przed tobą nie będę – Jurko przerwał gwałtowny

    słowotok przybysza .

    • Usiądź tymczasem i naparu popróbuj a ja ci niebiański trunek przygotuję.

    Wszedł do izby i z rozmysłem zaczął tworzyć wielce specjalny napitek . Jako że i gość
    był nie codzienny tak też i w miksturę Becza wkładał całą swą wiedzę i wielopokoleniowe
    doświadczenie.
    Zaczął od kilku nasion szatańskiej dziędzierzawy , grzybków o pieskiej reputacji kilka
    dołożył po czym utarł to na proch , ziołowym naparem zalał i wzmocnił niewielką
    miarką mocnej okowity.
    Wyszedł przed dom i podał pucharek przybyłemu.
    Ten pod nos podetknąwszy skrzywił się jak by mu piołun w gardło wlano.

    • Słaba jakaś , tęższej nie mieliście – trzęsącą się ręką przechylił zdecydowanie całą

    zawartość. Obejrzał z niesmakiem naczynie i oddał w ręce gospodarza.
    Co za ohyda – skrzywił się niemożebnie – jak wy to pić możecie .

    • Ja ogólnie to raczej rzadko pijam – umiar we wszystkim mieć trzeba . Miał dodać coś

    co oświeciło by mroczny umysł młodzieńca ale wstrzymał się .
    Spostrzegł że Janko ukląkł na zaśmieconym podwórzu i ze spokojem zabrał się do
    zbierania zalegających go różności .

    • Jakaż łąka piękna i kwiecista , jakiej krasy i urody zioła .

    Tulił do piersi zdjętą z głowy czapkę i upychał w niej kurze pióra , wyschnięte odchody
    i przez deszcze wymyte kamyki.
    Długi czas wynajdywał po obejściu swoje skarby i gromadził w przepełnionej czapie .
    Nagle bez wyraźnej przyczyny wyprostował się , wysypał zgromadzoną zawartość
    a pomiętą i zakurzoną czapę cisnął z rozmachem za siebie.
    Rozpostarł szeroko ramiona i podszedł do najbliższego drzewa – jednego z kilkunastu
    jesionów otaczających sadybę.
    Objął go nie żałując czułości , postał chwilę i pośpieszył do następnego .

    • Ileż wy macie trosk i zmartwień - przemówił – nie spocznę puki wszystkich nie wysłucham.

    Zaradnik widząc że Janko znalazł sobie dłuższą fascynację wszedł do izby i zabrał się
    do sporządzania kolejnej mikstury .
    Do naczynia ulał sporą porcję kwasu z kiszonej kapusty, dodał podobną ilość zsiadłego
    mleka i słuszną porcję mocnej gorzałki .
    Wywołując tym specyfikiem silne torsje zamierzał ostatecznie zniechęcić leczonego
    do smaku i zapachu umiłowanej przez niego siwuchy.
    Wyszedł na podwórze gdzie Janko , coraz bardziej przejęty dramatycznym losem drzew
    ściągał z siebie ostatnie szmatki okrywając nimi kosmate pnie przemarzniętych drzew.
    Zaaplikował przybyszowi przyniesiony napitek po czym usiadł pod ścianą gotując się
    na całonocne czuwanie.
    Gdzieś koło północy kuracjusz padł bez życia , co pozwoliło Beczowi zawlec go do
    szopki i ułożyć na sianie . Okrywszy leczonego ciepłym suknem sam usiadł opodal
    i zawinąwszy się w podróżną opończe – czuwał.
    Janko zerwał się bladym świtem i od nowa począł ulepszać swój wymyślony świat.
    Wysłuchał wszystkich trosk jakie do tej pory dręczyły podwórkowy drób . Zaoferował
    swą pomoc domowym kotom i psom , ale te znając jego wczorajsze wyczyny omijały go
    jak zarazę. Pod wieczór zaczął odzyskiwać styczność z otaczającym go światem.
    -Kim Pan jest i gdzie my się znajdujemy - z trudem przychodził mu powrót do rzeczywistości .
    -Matka cię tu przywiodła i jutro przybędzie po ciebie.

    • Matula ? A tak no tak , przyszlim do was rano – coś mi pamięć szwankuje .
    • Rano ale wczoraj , zresztą nieważne – ogarnij się trochę kolację spożyjemy .


      • Może gorzałki miareczkę wypijesz – zaradnik zaproponował nieszczerze licząc na odmowę.

    Widząc odmowny ruch głową i silny dreszcz który wstrząsnął Jankiem – uśmiechnął
    się z satysfakcją .
    Rankiem pojawiła się gospodyni z niepokojem przypatrując się mizernej figurze syna.

      • Jest nadzieja że mu się odmieni – Becza ujał kobietę pod rękę i odprowadził na stronę.
      • Gorzałki przy nim jakiś czas nie pijcie co by mu pokusy nie czynić . Do zajazdu

    po nic nie posyłajcie .

      • Panie , u nas w domu siwucha , rzadkim gościem bywa . O to się nie troskam .

    Zbierać się będziem tymczasem a za niedługi czas chłop mój z zapłatą przybędzie.

      • Idźcie zdrowi , idźcie.

    Po dość długim czasie , gdy Jurko już niemal zapomniał o Janku do sadyby przybyli
    dwaj goście , prowadząc jucznego konia . Był to ojciec z synem . Torby podróżne
    wypełnione były z daleka pachnącą wędzonką .

      • Do komory panu Beczowi wiktuały zanieś , utrudziłem się trochę – rzucił głośno w

    stronę syna . Sam tymczasem podał rękę gospodarzowi , kłaniając się nisko.

      • Panie , nigdy się wam nie odpłacimy za to coś cie z nim uczynili – myśmy ratunku już

    nie widzieli .

      • Czyli że zmiana jest , bardzo rad z tego jestem – Jurko uśmiechnął się szczerze .
      • Odmienił się , oj odmienił , w domu teraz przesiaduje i gospodarstwem się zajął.

    W większości trudów nas wyręcza i co najważniejsze w stronę siwuchy nie spogląda.
    Raz podejrzałem jak odkorkował flachę to tak nim wstrząsnęło że aż na ziemię upuścił.
    W podzięce wieprza sprawiliśmy i wyroby jałowcem podwędzane przywozimy.
    Wrócili pod sadybę i usiedli na zadaszonym ganeczku

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Redyk Karpacki
    Przez asia999 w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 17
    Ostatni post / autor: 20-08-2013, 11:31
  2. Karnawał Karpacki
    Przez Basia Z. w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 16-01-2009, 12:10
  3. Haft karpacki
    Przez justka w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 22-01-2008, 13:00
  4. główny szlak karpacki
    Przez krawc w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 06-04-2003, 15:43

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •