Przeważnie chodzę sam (w sensie bez dwunożnego towarzysza) za to z psem. Taki rodzaj turystyki mi odpowiada, bo odpada wtedy "interakcja" z innymi osobami - chcę iść to idę, chcę odpocząć to odpoczywam, widzę, że przebalowałem za dużo czasu i trzeba się pośpieszyć z różnych względów - to zapierniczam. Sam sobie sterem i okrętem.
A co do prowadzenia psa w parkach - przestrzegam regulaminów, choć nie rozumiem za bardzo ich, bo dlaczego można psa wziąść do Magurskiego czy NP Poloniny a do Bieszczadzkiego już nie. Tam żyją inne zwierzęta?


Odpowiedz z cytatem