Piątek - 15 lutego

Kolejny dzień i kolejna klasyczna bieszczadzka trasa. Startujemy w Ustrzykach Górnych i pniemy się na Szeroki Wierch. Po wczorajszym mrocznym, mglistym i wietrznym dniu zapowiada się dzień słoneczny.
Urok zimowego lasu:



Szlak przedeptany, idzie się gładko. Trasa jest mi znana, szedłem ją wielokrotnie, ale lata temu i nigdy zimą. W końcu wychodzimy z lasu i można pooglądać widoki.



Widoczność zła nie nie jest, ale trochę syfu wisi w powietrzu, brakuje mrozu. Sznureczek naszej grupy rozciągnięty na szlaku.



W końcu wyłania się Ona, ta najwyższa...



Niestety oblegana przez tabuny turystów.



Całe szczęście Szerokim Wierchem idzie się całkiem przyjemnie, raptem kilka osób spotkaliśmy na trasie od Ustrzyk.
To ja:



Rzut okiem na przebytą drogę z Połoninami w tle.



Od siodła pod Tarnicą niestety robi się deptak z dużą ilością ludzi. Jeszcze kilka kroków...



...i można podziwiać oblepiony fantazyjnie krzyż i okoliczne widoki. Mnie oczywiście najbardziej interesuje kierunek południowo-wschodni.
Pasmo z Pikujem i Borżawę widać przyzwoicie. Gorgany tylko przez lornetkę, i to mocno wysilając wzrok.



Czas schodzić deptakiem do Wołosatego.



Gdyby tam szlak na Tarnicę był z każdej strony ze trzy godziny marszu... eh się rozmarzyłem. Z Wołosatego widać całkiem fajnie Kińczyk Bukowski.



I jeszcze panorama na Tarnicę.



Pizza w Wołosatem popita piwem i można wracać na kwatery.

C.D.N.