Sobota - 16 lutego
W piątek wieczorek zwerbowałem czterech ochotników do wczesnoporannego wyjścia w góry. O czwartej rano jesteśmy już na szlaku, wspinamy się na Smerek. Nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł, przed mani majaczą w lesie światła czołówek. Idzie się gładko wydeptaną ścieżką. Na szczycie jesteśmy przed wschodem słońca. Wiatr nieco dokucza więc chronimy się poniżej grzbietu.
Herbata wypita, czekolada zjedzona, zdjęcia porobione. Słońce wzeszło, czas schodzić.
Jeszcze rzut okiem po okolicy przed wejściem do lasu.
Na kwaterze jesteśmy po ósmej. Śniadanie, pakowanie i powrót do domu.
Kilka dni łażenia po typowych bieszczadzkich szlakach. Pogoda dopisała, było słońce, były chmury. Nostalgia za górami chwilowo zaspokojona.
Teraz tylko czekać na wiosenną włóczęgę z tobołem na plecach.
KONIEC







Odpowiedz z cytatem