"Chcąc zyskać czyjąś miłość, trzeba było iść nago o północy na rozstajne drogi i tam złapanego poprzednio gacka (nietoperza) zakopać w mrowisku. Po siedmiu dniach tak samo nago o północku pójść go odkopać. Były już tylko kosteczki. Z nich trzeba było wybrać jedną w kształcie haczyka i drugą widełek. Haczykiem pociągając delikatnie, żeby nie widział, a będzie kochać, widełkami odepchnąć – a odczepi się.”
Próbował ktoś?
Ale nie o bieganiu nago po wsi miało być, tylko o zdjęciach. Wśród wielu fotografii pochodzących z archiwum rodzinnego Schrammów wypatrzyłem takie z wodospadem. Podpisane jest: wodospad na potoku pod Krywulą. Ponieważ jedyną znaną mi w Bieszczadach Krywulą jest ta w masywie Hyrlatej (to ta góra na południe od „Żubraczy”) zacząłem się bliżej przyglądać innym opisom zamieszczonym w książce i odkryłem (ho-ho!), że prawdopodobnie jedno z pól należących do Olchowy nazywało się Krywula. Niestety ani na mapie katastralnej miejscowości, ani na dołączonej mapce poglądowej okolic, nie wypatrzyłem tej nazwy. Może wiecie, o który potok chodzi i czy istnieje jeszcze ten wodospadzik?



) zacząłem się bliżej przyglądać innym opisom zamieszczonym w książce i odkryłem (ho-ho!), że prawdopodobnie jedno z pól należących do Olchowy nazywało się Krywula. Niestety ani na mapie katastralnej miejscowości, ani na dołączonej mapce poglądowej okolic, nie wypatrzyłem tej nazwy. Może wiecie, o który potok chodzi i czy istnieje jeszcze ten wodospadzik?
Odpowiedz z cytatem