Teraz mała retrospekcja. To była pierwsza nasza rodzinna Syrenka, nie pierwsza jednak, z jaka miałem do czynienia. Wygrzebałem niedawno kawałek filmu, z którego nigdy nie były robione odbitki. Pewnie ze względu na kiepską jakość. Wygląda na to, że doświetliłem końcówkę filmu przy wkładaniu do koreksu. Ale Syrenkę widać! Nie pamiętam, gdzie to było. Nie pamiętam, dlaczego zatrzymaliśmy się na postój w tak nieciekawym miejscu. Byś może coś się w samochodzie popsuło. Ja, jako niekumaty w sprawach silnikowych przygrywałem pracującym na gitarze.