Niedzielny poranek. Po ostatnim noclegu trzepanie namiotów. To ostatnie miejsce, w którym mamy "wokół góry, góry i góry".



Zaraz po wyjściu na drogę okazało się, że spaliśmy tuż obok tego gazdostwa. Żegnamy się z woryniami i stogami siana.



Po lewej ostatnia na naszej drodze staja pasterska. Widoczna droga grzbietowa prowadzi na ostatnią górę na trasie - Makowicę 984 m. To już trzecia Makowica na naszej wycieczce.



Niedyskretny teleobiektyw. Co robił dawniej w niedzielę baca, gdy nie było telefonów komórkowych?



Wędrowców z namiotami widziało się tutaj rzadko. Spotkani pod Makowicą wyszli prawdopodobnie tylko z Jaremcza lub Dory na biwak w ładne miejsce i wkrótce wrócą, skąd przyszli.



Pod nami dolina Prutu.



Na ostatniej mili trochę głazów na pożegnanie.



Zostawiona na przypadkowym parkingu w centrum Jaremcza Skoda stała nienaruszona na swoim miejscu. Być może pilnował jej taki wielki żołnierz z karabinem z sąsiedniego pomnika.