Strona 31 z 31 PierwszyPierwszy ... 21 24 25 26 27 28 29 30 31
Pokaż wyniki od 301 do 307 z 307

Wątek: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

  1. #301
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,469

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Iwona Kienzler „Kasiarze, doliniarze i zwykłe rzezimieszki. Przestępczy półświatek II RP”
    Wydawnictwo Lira Publishing Sp. z o.o., Warszawa 2019


    Pani Iwona, korzystając z innych, bardziej obszernych i specjalistycznych publikacji, jak również z prasy okresu międzywojennego (źródeł skrupulatnie wskazywanych w przypisach i w bibliografii), ukazuje nam mało znane, ciemne oblicze społeczeństwa II Rzeczypospolitej. Czytamy o przestępczej działalności przeróżnych wyrzutków społecznych płci obojga, choć oczywiście z przewagą płci brzydkiej. Od prymitywnych bandziorów-morderców po wysublimowanych oszustów, nieraz wzbudzających nawet sympatię. Tak, tak – nie przejęzyczyłem się. Bo jak tu nie patrzeć z uśmiechem i pobłażaniem na warszawskiego cwaniaka, który przybyszom spoza stolicy potrafił sprzedać kolumnę Zygmunta, fragment podwarszawskiej linii kolejowej, wydzierżawić tramwaj, a nawet wynająć pewnemu Francuzowi halę warszawskiego Dworca Głównego na cele imprezy tanecznej. Rozbawienie wzbudza również wielka łatwowierność i bezmyślność niektórych pań – ofiar oszustów matrymonialnych. Poza tym jednak czytelnikowi raczej nie jest do śmiechu. Natomiast jest mu często blisko do zaciśnięcia pięści i zgrzytnięcia zębami – zwłaszcza gdy autorka przedstawia opryszków niebrzydzących się mokrą robotą, mordujących spokojnych obywateli i funkcjonariuszy państwowych. No a takiego „Hipka Wariata” to ja bym osobiście utłukł. Ten psychopatyczny bandzior, nie dość że wyspecjalizowany w napadach rabunkowych, to jeszcze miał jakąś paranoiczną obsesję na punkcie kotów – w życiu zamordował kilkaset tych niezwykle sympatycznych zwierzątek. W chwili, gdy to piszę, po moim mieszkaniu hasają dwa przemiłe koty: Sabinek i Kubuś. Sabinek pochodzi z Ustrzyk Górnych.
    Lektura rozdziału 5 pt. „Tata Tasiemka i Doktor Łokietek – władcy warszawskiego półświatka” każe nam sobie przypomnieć powieść pt. „Król” Szczepana Twardocha, już wcześniej tu opisaną. Tata Tasiemka i Doktor Łokietek to tamtejsi Kum Kaplica i dr inż. Janusz Radziwiłek. Rozdział ten autorka oparła o informacje zaczerpnięte z książki Jerzego Rawicza pt. „Doktor Łokietek i Tata Tasiemka. Dzieje gangu”, wydanej w 1968 r. (wznowionej w 2014 r.). Z kolei pisząc o przemytnikach autorka przy okazji wskazuje niektóre nonsensy polskiej przedwojennej polityki gospodarczej, faworyzującej monopole. Przykładowo – ochrona monopolu zapałczanego powodowała, że każdy nierozważny nabywca zwykłej zapalniczki do papierosów musiał w urzędzie uiścić opłatę stemplową i ostemplować tam własną zapalniczkę. Czegoś podobnego to przecież nawet w PRL nie zdołano wykoncypować. Choć nie przeczę – iście księżycowa gospodarka epoki PRL też obfitowała w przeróżne bezsensowne regulacje, np. w sprzedaż alkoholu dopiero po godzinie 13. Rozdział poświęcony kontrabandzie (ostatni w książce) autorka kończy przypomnieniem postaci pisarza Sergiusza Piaseckiego, mającego w bogatym życiorysie m.in. etap działalności przemytniczej – na płonącej granicy polsko-radzieckiej. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po książki przez niego napisane. W katalogu blogu proszę ich jednak nie szukać, przeczytałem je bowiem (wszystkie!) w czasach zanim namówiono mnie do opisywania lektur w Internecie.

    Reasumując, polecam Państwu tę ciekawą, łatwą i przyjemną, ale też historycznie poznawczą książkę p. Iwony Kienzler. Dowiemy się, na jakie kradzieże, oszustwa (drobne i poważne) bywali narażeni nasi dziadkowie/pradziadkowie i dlaczego bali się wychodzić po zmroku z domu czy samotnie jeździć pociągiem. A także jakie więzy „rodzinne” (zwracam uwagę na cudzysłów) połączyły Sergiusza Piaseckiego z Czesławem Miłoszem.
    PS. Na str. 257 w wierszu 12 od góry wyrazy „Związku Armii Zbrojnej” proszę poprawić na wyrazy „Związku Walki Zbrojnej” (prawidłową nazwę organizacji będącej poprzedniczką Armii Krajowej).

    Powyższy tekst znajdzie się w mojej CZYTELNI KSIĄŻEK HISTORYCZNYCH przypuszczalnie dopiero za kilka tygodni (czeka na swoją kolej za napisanymi wcześniej)
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 08-03-2021 o 17:17
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  2. #302
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,469

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Tomasz Awłasewicz „Niewidzialni. Największa tajemnica służb specjalnych PRL”
    Wydawnictwo Agora SA, Warszawa 2021


    Autor, młody ambitny dziennikarz, naświetlił bardzo interesujący wycinek pracy służb specjalnych, jakim jest (oraz było i będzie) tzw. tajne przeszukanie. Polega ono na niewłamaniowym wejściu do konkretnego lokalu, spenetrowaniu go bez pozostawienia najmniejszego śladu swojej obecności, oraz (to cel główny) sporządzeniu potrzebnych fotografii, w tym kopii dokumentów lub zdjęć innych przedmiotów będących w zainteresowaniu służby specjalnej. Wykonanie tego wymaga wiedzy o nieobecności użytkownika lokalu, pokonania zamków i innych zabezpieczeń bez ich uszkodzenia, bardzo ostrożnego zachowania się wewnątrz lokalu oraz dopilnowania, aby wszystkie znajdujące się tam rzeczy pozostały na swoich miejscach. Sytuacja komplikuje się, gdy wewnątrz znajduje się sejf, który też przecież trzeba będzie otworzyć bez uszkodzenia (i ponownie zamknąć na ten sam szyfr). Nieraz też użytkownik lokalu (np. obywatel państwa niekoniecznie zaprzyjaźnionego) nie wyklucza możliwości podobnych „odwiedzin” i zastawia pułapki mogące potwierdzić fakt odbytej penetracji (np. jakaś nitkę lub włos zahaczone o szufladę biurka). Następnie, po wykonaniu zadania, należy na paluszkach stamtąd wyjść, wszystkie otwarte wcześniej drzwi za sobą dokładnie pozamykać, znów oczywiście bez uszkodzenia zamków. Dodatkowy problem może sprawić ciekawski sąsiad gotów zadzwonić po policję, gdy tylko zauważy coś nietypowego i jego zdaniem (skądinąd słusznie) podejrzanego. Jak więc widać, wykonanie powyższych czynności operacyjnych wymaga dużych umiejętności specjalistycznych, większych niż np. posiadane przez historycznie sławnych włamywaczy-kasiarzy. Tamci bowiem byli głównie zainteresowani wejściem do banku czy sklepu jubilerskiego, pokonaniem sejfu, zabraniem łupu, a następnie już tylko … w nogi. Nie obchodziło ich inteligentne zatarcie śladów swojej obecności, na ogół jedynie przestrzegali niepozostawienia odcisków palców.

    Służby specjalne większości państw dysponują takimi specjalistami od tajnych przeszukań. Zatrudnieni są oni w odrębnych wydziałach niektórych jednostek (departamentów, biur, delegatur) operacyjnych. Do ich dyspozycji stoją najnowsze urządzenia techniczne, ale przede wszystkim sami muszą posiadać odpowiednie zamiłowania techniczne oraz kwalifikacje teoretyczne i praktyczne. O celu realizowanego tajnego przeszukania najczęściej mają tylko mgliste lub żadne pojęcie. Ich bowiem rolą jest umożliwienie wykonania zadania przez towarzyszącego oficera operacyjnego z innego pionu służby specjalnej, zainteresowanego konkretnym lokalem i działalnością jego użytkownika. Czyli zleceniodawcę tajnego spenetrowania lokalu. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych PRL takimi specjalistami od tajnych przeszukań byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa zatrudnieni głównie w Departamencie Techniki MSW i podległych mu komórkach jednostek wojewódzkich resortu spraw wewnętrznych. Napisałem „głównie”, ponieważ dwa inne departamenty Służby Bezpieczeństwa miały potrzebę posiadania własnych fachowców w tej dziedzinie, luźno tylko współpracujących z Departamentem Techniki MSW. Taką jednostką był np. Departament II MSW, czyli kontrwywiad. W jego strukturze funkcjonował bardzo utajniony Wydział IX, m.in. zajmujący się tajnym przeszukiwaniem pomieszczeń zachodnich ambasad i konsulatów. Zatrudnieni w nim fachowcy czynili to z wykorzystywaniem ówczesnych możliwości naukowo-technicznych, co jednak bardzo odbijało się na ich zdrowiu, a często wręcz skracało życie. O swojej tam służbie w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia opowiadają autorowi książki byli funkcjonariusze SB, m.in. podkreślając swoją przydatność dla ekonomicznych interesów państwa. Dzięki ich działaniom polscy negocjatorzy umów międzynarodowych niekiedy znali treść instrukcji negocjacyjnych zagranicznego partnera jeszcze przed przystąpieniem z nim do rozmów, np. w sprawach zakupu przez Polskę licencji, czy sprzedaży wyprodukowanych w kraju towarów. Wiedza ta pozwalała im na wynegocjowanie optymalnych warunków umów. A jak to się wszystko (w szczegółach) odbywało, jakie poważne zagrożenia pociągały za sobą tajne przeszukania lokali ambasad i konsulatów, to już sobie Państwo sami przeczytacie. Myślę, że Was do tego wystarczająco zachęciłem. Nie? No to jeszcze dodam, że największą zmorą owych polskich funkcjonariuszy SB był autentyczny przypadek węgierski. Węgierscy „tajni przeszukiwacze” weszli bowiem kiedyś nocą do jednej z zachodnich ambasad i … już stamtąd nigdy nie wyszli (ani ich nie wywieziono). I nikt się o nich nie śmiał upomnieć, gdyż przecież formalno-prawnie nie istnieli.

    Powyższy tekst znajdzie się w mojej CZYTELNI KSIĄŻEK HISTORYCZNYCH przypuszczalnie dopiero za kilka tygodni (czeka na swoją kolej za napisanymi wcześniej).
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 21-05-2021 o 13:57
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  3. #303
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,469

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Grzegorz Górski „Wrzesień 1939. Nowe spojrzenie”
    Jagiellońskie Wydawnictwo Naukowe, Toruń 2017

    Elektroniczna wersja tej książki jest do pobrania (nieodpłatnie) tu:

    http://kj.edu.pl/wp-content/uploads/...publikacja.pdf

    Polecam tę publikację, daleko odbiegającą od opinii o genezie polskiego Września 1939, zakonserwowanej w naszej historiografii.

    Trzy lata temu tak ją opisałem:

    https://kazimierzrygiel.blogspot.com...nie-autor.html

    Zdania nie zmieniłem.
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 10-06-2021 o 12:20 Powód: Dodanie własnej opinii
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  4. #304

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    Cytat z Twojego bloga: "Podstawowym kanonem ówczesnej radzieckiej polityki (wynikającym z ideologii) było przecież wejście do trwającej wojny europejskiej, pokonanie osłabionych jej uczestników i „uwolnienie ciemiężonych mas żołnierskich, robotniczych i chłopskich spod kapitalistyczno-imperialistycznego jarzma”.

    Analogiczną opinię spotkałem w książce "Lodołamacz" autorstwa Wiktora Suworowa (były agent GRU).
    Wyraził pogląd, że klęski Armii Czerwonej w początkowej fazie wojny z Niemcami wynikały nie tylko z faktu wymordowania większości kadry oficerskiej podczas stalinowskich czystek.
    Wielki wpływ na rozmiar klęski miały też kierunki szkolenia krasnoarmiejców. Szkolono ich do walki ofensywnej. Z tego względu armia miała nikłe pojęcie o walce obronnej.
    Stalin nie był gotowy do wojny obronnej, bo planował wojnę agresywną.

  5. #305
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,469

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    [QUOTE=włóczykij...
    Analogiczną opinię spotkałem w książce "Lodołamacz" autorstwa Wiktora Suworowa (były agent GRU).
    Wyraził pogląd, że klęski Armii Czerwonej w początkowej fazie wojny z Niemcami wynikały nie tylko z faktu wymordowania większości kadry oficerskiej podczas stalinowskich czystek.
    Wielki wpływ na rozmiar klęski miały też kierunki szkolenia krasnoarmiejców. Szkolono ich do walki ofensywnej. Z tego względu armia miała nikłe pojęcie o walce obronnej.
    Stalin nie był gotowy do wojny obronnej, bo planował wojnę agresywną.[/QUOTE]

    Oczywiście, że tak. Jeśli ten temat Cię interesuje, to przeczytaj, jak go widzi prof. Ernst Topitsch w książce pt. „Wojna Stalina”:
    https://kazimierzrygiel.blogspot.com...-topitsch.html
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 13-06-2021 o 11:07
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  6. #306

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    Oczywiście, że tak. Jeśli ten temat Cię interesuje, to przeczytaj, jak go widzi prof. Ernst Topitsch w książce pt. „Wojna Stalina”:
    https://kazimierzrygiel.blogspot.com...-topitsch.html
    Dziękuję za informację. Przeczytam w najbliższym czasie.
    W sprzedaży nie ma tej książki (w wersji papierowej), ale podobno dostępny jest e-book.
    Pozdrawiam.

  7. #307
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,469

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    I jeszcze jedna adekwatna lektura dla osób zainteresowanych genezą i przebiegiem wojny niemiecko-radzieckiej. Poniższy tekst z czasem znajdzie się na moim blogu, ale "premierę" ma dziś już tu.

    Borys Sokołow „Straszliwe zwycięstwo. Prawda i mity o sowieckiej wygranej w drugiej wojnie światowej”
    Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o., Kraków 2021


    Rosyjski historyk, bazując na badaniach archiwów, relacjach świadków, własnych analizach i obliczeniach oraz wybranej literaturze przedmiotu, przedstawia oraz komentuje przebieg „wielkiej wojny ojczyźnianej” toczonej od dnia 22 czerwca 1941 r. do dnia 9 maja 1945 r. pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Radzieckim. Miło się to czyta, zwłaszcza czytelnikowi polskiemu. Treść książki w niczym bowiem nie przypomina oficjalnych wersji głoszonych dawniej przez historiografię radziecką, a obecnie przez współczesną rosyjską. Poniżej pozwolę sobie wypunktować najważniejsze tezy autora o tym świadczące.

     Stalin był na równi z Hitlerem odpowiedzialny za wybuch II wojny światowej. Atak ZSRR na Polskę w dniu 17 września 1939 r. rosyjski autor określa jako wbicie nam noża w plecy. W 1940 r. Stalin liczył na wyczerpującą wojnę okopową pomiędzy Francją a Niemcami. Po wzajemnym wykrwawieniu się przeciwników Armia Czerwona ruszyłaby na zachód, dotarła do Atlantyku i na opanowanym obszarze zapewne zostałby ustanowiony jedyny sprawiedliwy ustrój polityczno-społeczny, czyli radziecki „raj” (tfu, tfu).

     Nie powołując się na współczesnego prekursora tej idei, Wiktora Suworowa, prof. Borys Sokołow dochodzi do identycznego wniosku: w lipcu 1941 r. miało dojść do ataku stalinowskiego ZSRR na hitlerowskie Niemcy, ale Hitler zdołał uśpić czujność Stalina i wyprzedził go o kilka tygodni. Trudno to jednak nazwać atakiem stricte prewencyjnym, gdyż obaj dyktatorzy – po fiasku wizyty Mołotowa w Berlinie w listopadzie 1940 r. – już wzajemnie szykowali się do wojny ze sobą. Stalin przy tym nie wierzył, aby Hitler – nie mając zawartego rozejmu z Wielką Brytanią – zdecydował się na uruchomienie nowego frontu wojny. Uwierzył dopiero w przeddzień napaści Niemiec, wtedy było już jednak za późno na wydanie i wdrożenie odpowiednich dyrektyw militarno-organizacyjnych.

     Armia Czerwona, pomimo potencjału materialnego dorównującego, a nawet przewyższającego Wehrmacht i inne niemieckie formacje zbrojne, znacznie ustępowała przeciwnikowi pod względem potencjału ludzkiego. Oczywiście nie pod względem jego liczebności (tu bowiem znacznie górowała) lecz jakości, czyli wyszkolenia bojowego. Poczynając od szeregowego rekruta, a kończąc na najwyższej kadrze dowódczej i systemie dowodzenia, była wyraźnie gorsza od armii niemieckiej, co powodowało olbrzymie straty podczas wszystkich bitew, także tych toczonych już w 1945 r. Radzieccy dowódcy, w tym sam Stalin, dopiero uczyli się współcześnie wojować. Ich stałą taktyką było szafowanie krwią żołnierską, nieliczenie się z własnymi stratami osobowymi. Temu zawdzięczali powodzenie historycznych ofensyw, przełamywanie niemieckich linii obronnych, itp. Ale nie tylko temu.

     Autor, akcentując fakt zaangażowania na froncie wschodnim gros sił niemieckich, równolegle stawia jednak tezę, iż bez udziału w wojnie aliantów zachodnich Niemcy byłyby w stanie skierować na front wschodni siły jeszcze większe, zdolne do pokonania ZSRR. Bitwa na Łuku Kurskim latem 1943 r. była już prawie przez Wehrmacht i Waffen SS wygrana, ale w tym samym czasie alianci wylądowali na Sycylii i na Półwyspie Apenińskim, wyeliminowali Włochy z wojny, co spowodowało pilną konieczność ściągnięcia z frontu wschodniego części niemieckich sił pancernych celem skierowania ich do Italii. I analogicznie: letnie ofensywy radzieckie rok później mogły być skuteczne tylko dzięki zaangażowaniu sił niemieckich na nowo otwartym froncie francuskim po wylądowaniu aliantów w Normandii w czerwcu 1944 r. Poza tym przez cały czas trwania wojny Luftwaffe nie mogła przeznaczyć odpowiedniej liczby samolotów do walk na froncie wschodnim, tocząc obronną batalię powietrzną z nalotami brytyjskimi i amerykańskimi, niszczącymi m.in. wojenny przemysł niemiecki. Także bitwa o Atlantyk pośrednio okazała się pomocna dla Związku Radzieckiego. Konieczność budowy dużej liczby okrętów podwodnych dla Kriegsmarine implikowała pomniejszenie potencjału produkcyjnego przeznaczanego na inne rodzaje uzbrojenia, w tym tego wykorzystywanego na froncie wschodnim. Autor podkreśla również olbrzymią przydatność pomocy materiałowo-sprzętowej kierowanej drogą morską i lądową do ZSRR przez aliantów zachodnich.

     Sporą liczbę kart książki autor poświęca na przedstawienie rzeczywistych strat poniesionych przez obie walczące strony. Jego wyliczenia znacznie odbiegają od informacji podawanych przez „oficjalną” historiografię rosyjską, po stronie strat radzieckich wykazują dane znacznie wyższe od danych tzw. urzędowych. Przyznam, że te analityczne i skrupulatne szacunki mogą być dla przeciętnego czytelnika dość nużące, zainteresują raczej tylko osoby zawodowo zajmujące się tematyką wojny niemiecko-radzieckiej (historyków, politologów, publicystów historycznych).

     Borys Sokołow nie unika również przedstawiania możliwych wersji alternatywnych rozwoju tej wojny, zarówno w kontekście poszczególnych operacji militarnych, jak i jej finalnego rezultatu. Wysuwa ciekawą tezę, że zwycięstwo Armii Czerwonej, uwieńczone zdobyciem Berlina, było niezwykle korzystne dla … Niemiec. Gdyby bowiem front wschodni utknął gdzieś w głębi ZSRR lub w Polsce, Amerykanie latem (a najpóźniej jesienią) 1945 r. powaliliby Niemcy na kolana, rzucając na nie od 10 do 12 bomb atomowych. Zdaniem autora tylko dwie, jak w przypadku Japonii, nie wystarczyłyby na zmuszenie nazistów do bezwarunkowej kapitulacji. III Rzesza spłonęłaby wówczas nuklearnym ogniem. ZSRR najprawdopodobniej powróciłby do swoich granic sprzed 17 września 1939 r. A rzeczywiście niepodległa Polska do swojego przedwojennego, nieuszczuplonego obszaru dodałaby całe Prusy Wschodnie (Królewiec nie stałby się wówczas Kaliningradem), oczywiście także Gdańsk oraz resztę Górnego Śląska. I jak tu nie kochać prof. Sokołowa? „Poloniców” w jego książce jest zresztą więcej. Borys Sokołow z sympatią wyraża się o naszej Armii Krajowej, bez ogródek pisze o zbrodni katyńskiej i tragedii powstania warszawskiego.

     Dwa rozdziały książki autor poświęca omówieniu sytuacji panującej na terenach ZSRR czasowo okupowanych przez Niemcy oraz na obszarze reszty kraju, stanowiącej gigantyczne zaplecze logistyczne dla potrzeb wojny. Podkreśla bardzo ciężką sytuację ludności cywilnej – zmuszonej do niewolniczej wręcz pracy na rzecz frontu, przymierającej przy tym głodem.

    Reasumując, gorąco polecam tę interesującą lekturę autorstwa historyka – Rosjanina. Jak powyżej nadmieniłem, czytelnik znużony danymi statystycznymi może poświęcone im fragmenty książki po prostu szybciej przekartkować, zapamiętując tylko ogólny ich sens. Nie ma potrzeby ślęczenia nad szczegółowymi analizami składów formacji wojskowych oraz ich strat osobowych i materiałowych. A postać prof. Borysa Sokołowa nieco mi się kojarzy z osobą naszego nieodżałowanego śp. prof. Pawła Wieczorkiewicza, również nieprzejmującego się mainstreamową polityką historyczną i wysuwającego własne śmiałe, ale jakże słuszne tezy.
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 25-07-2021 o 12:12
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Poszukuję książki
    Przez stary w dziale Bibliografia Bieszczadów
    Odpowiedzi: 19
    Ostatni post / autor: 03-03-2013, 15:27
  2. Książka za uśmiech
    Przez komisaRz von Ryba w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 25-10-2011, 11:27
  3. Kącik Facjat Zakazanych
    Przez trzykropkiinicwiecej w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 23
    Ostatni post / autor: 26-04-2011, 18:38
  4. Książka o kulturze cerkiewnej
    Przez Trauma w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 24-11-2008, 21:10

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •