Zobacz pełną wersję : Letnio-jesienny wyjazd w Bieszczady
chwastek
02-03-2009, 21:54
dobry wieczór
nigdy nie byłam w bieszczadach. to już czas zatem.
jestem dobrym piechurem, nie marudzę, nie stękam, nie mam much w nosie.
nikt nigdy nie musiał nieść za mnie mojego plecaka ;)
z natury jestem samotnikiem … lecz tym razem nie wyobrażam sobie siebie samej dalej niż … dolina białki … ups. bo wszystko co na wschód jest dla mnie tak absolutnie obce i budzi we mnie nie lek przed nieznanym iż …
chętnie przyłączyłabym się do kogoś znającego okolice i zamierzającego spędzić kilkanaście letnich lub wczesnojesiennych dni na wędrówce tu i tam.
hmmm…to nie jest anons towarzyski ;)
to tyle tytułem wstępu ... pozdrawiam :)
bertrand236
02-03-2009, 22:28
Jeszcze raz witam na forum.
Do jesieni jeszcze trochę czasu zostało.....
Pozdrawiam
Hey !
witamy kumie na forumie.
pytaj, kto pyta ten zbłądził.
majka777
02-03-2009, 23:22
Ależ zapobiegliwy Chwastek! :)
Chwastek jest kobitką, a więc nie kumie :-P
paszczak
02-03-2009, 23:47
A bo to w dzisiejszych czasach masz pewność czy kum to czy kumocha? ;]
Ważne, że w góry chęci ma jechać, a w wyszczególnionym okresie zapewne bieszczadników i innych bieszczadnic napotka tam wiele.
chwastek
02-03-2009, 23:52
Do jesieni jeszcze trochę czasu zostało.....
Pozdrawiam
oj, ale ja lubie mieć wszystko zaplanowane zawczasu ... z kim, dokąd, jak długo ... w kapowniczku termin muszę odznaczyć ;)
jestem kobitką ... ale dla mnie nie ma to większego znaczenia ;)
chętnie przyłączyłabym się do kogoś znającego okolice i zamierzającego spędzić kilkanaście letnich lub wczesnojesiennych dni na wędrówce tu i tam.
Kilkanaście dni ?????????
a kto by z Tobą tyle wytrzymał ?
jeśli większość na tym forumie woli nie odzywać się w górach do nikogo.
Gadają tylko przez klawiaturę.
....ale mój sąsiad (świadek....) powiada że jeszcze tak nie było żeby się nie zdarzyło. Tylko więcej pozytywnej wiary.
dwaynehicks
03-03-2009, 10:39
Wyruszamy w II połowie lipca (mniej więcej ok. 15.07.2009). Dwóch panów i troje dzieci w wieku 9 - 14 lat. Ze względu na dzieci nie będziemy się spieszyć na trasie (a dzieci jadą w góry pierwszy raz), więc można się do nas przyłączyć. Niestety nie będziemy szli kilkanaście dni a mniej więcej tydzień. Planowana trasa - cały czerwony szlak od Komańczy aż do końca - do Wołosatego. Zapraszamy!
P.S. Gotujemy sami, sprzątamy sami, pierzemy łachy też sami, nie szukamy niani dla dzieci...
chwastek
03-03-2009, 11:30
dwaynehicks, niestety od 18 lipca do 9 sierpnia będę dokładnie w pozycji przeciwpołożnej ... ale wyjazd w takiej konfiguracji byłby akurat dla takiego bieszczadzkiego oseska jak ja. dziękuję.
bertrandzie_dwa_trzy_sześć a widzisz dlaczego już teraz, w marcu rozgladam się za kompanami :roll:
kurcze ... sama nie pojade ...
kurcze ... sama nie pojade ...
dlaczego???
chodzisz po Karkonoszach to sobie spokojnie dasz radę sama, a na miejscu poznasz kupę wspaniałych ludzi
Basia Z.
03-03-2009, 11:52
kurcze ... sama nie pojade ...
Proponuję przyjechać na spotkanie forumowiczów w maju ... i potem nie będziesz już sama.
B.
chwastek
03-03-2009, 11:57
dlaczego???
chodzisz po Karkonoszach to sobie spokojnie dasz radę sama
ale tu jestem u siebie, znajome okolice, w co drugiej wioseczce jakis pociotek ... na upartego jak wsiąde w autko to na nocleg dotrę do swojego pokoiku ... albo ucieszę moją mamusię niespodziewanymi odwiedzinami ... a i ludzi kręci sie zawsze troche wokół ...
a ten daleki wschód to nawet w moich wyobrazeniach nie miesci się ... naczytałam się historii o dzikich bezkresnych i bezludnych ostepach ... jak myślę: bieszczady to najszybszym i najprostszym skojarzeniem jest: baza ludzi umarłych ... pamietasz ten film? choć może rzeczywiscie takie uproszczenia mało mają się do rzeczywistości ...
, a na miejscu poznasz kupę wspaniałych ludzi
jestem osobą niesmiałą i małomówną - a w takich przypadkach różnie bywa z tym poznawaniem ;)
Proponuję przyjechać na spotkanie forumowiczów w maju ... i potem nie będziesz już sama.
rozważam ... myślę że byłby to dobry pomysł ...
Proszę Cię jakie dzikie i bezkresne i tak dalej...chyba, że na Ukrainie-tam to są przestrzenie.
Nie masz się czego bać naprawdę
chwastek
03-03-2009, 12:40
orsini, mimo twoich zapewnien dalej czuje sie mało pewnie ... tak jakos ... yyy ...
Marudzisz;-)))chyba, że spodobał Ci się mój tytuł i mi konkurencję robisz;-))))łatwo nie będzie hihihihi
Szukałam zdjęcia z Przełęczy Orłowicza na koniec wrzesnia, ale nie wiem gdzie mam, chciałam Ci pokazać te dzikie Bieszczady, a raczej dzikie tłumy
chwastek
03-03-2009, 13:02
który który tytuł?
nie lubie rywalizacji ... masz jedną mniej konkurentkę zatem z głowy orsini ;)
o cokolwiek i do czegokolwiek w jakimkolwiek temacie
kamil.zeglarz
03-03-2009, 13:04
Marudzisz, marudzisz. Zanim zobaczysz te dzikie tlumy, przesylam Ci zdjecie z okresu letnio-jesiennego (b.jesiennego).
pzd. kamil
chwastek
03-03-2009, 13:24
i co ty na to orsini, popatrz na miniaturkę kamila.żeglarza ... a teraz wyobraź sobie taką rachityczną postać w tle tego kraiobrazu ... takiego jednego jedynego wątłego chwasta ... aż chciałoby się zadać pyatnie: guza szuka sama tutaj czy cuś?
choć jesień to moja ulubiona pora roku
hahahaha
Malkontent roku
Marudzisz;-)))wiesz ile się trzeba nalatać, żeby mieć takie widoki bez ludzi?;-))))marzenie każdego, a Ty się boisz
Orsini no bez przesadyzmu z tym lataniem:-P Jak ktoś się wybierze w weekend majowy w Bieszczady to nie będzie miał gdzie samochodu zaparkować
Jakoś ja więcej jak 15 osób(w tym smutni panowie z SG) nigdy nie spotykam- jak ktoś będzie chciał spotkać ludzi to zawsze spotka- jak ktoś stawia na samotne wędrówki też znajdzie cosik dla siebie.
Chwastek, to prawda że Bieszczady nadal kojarzą się ludziom (szczególnie tym którzy znają je z fotografii) z białymi plamami na mapie i wszelkimi synonimami "końca świata", prawda jest niestety taka że Bieszczady też są już nieźle zdeptane przez turystów i do stanu dzikości Bieszczad z połowy ubiegłego stulecia już nigdy nie wrócą. Nie łam się i nie bój się. Jak masz ochotę to jedź w biesy albo wczesną wiosną albo jesienią (jesien to mója pora bieszczadowania-bo są niepowtarzalnie piękne). Nie martw sie o noclegi i temu podobne pierdoły- to kraina niezwykłych ludzi...
Ja ufam ludziom (tak programowo) ale zaufanie ludzi którzy tam mieszkaja przechodzi moje wyobrażenia że np tak można zaufać nieznajomej osobie....
...więc plecak na plecy buciory na nogi i jak tylko zaczną się drzewa zielienić ewentualnie jak liście zaczną spadać to ruszaj w Bieszczady i nie martw się o nic...
No to ja mam pecha, bo zawsze są ludzie z czego nigdy nie byłam na długi weekend czy na Sylwestra;-(((
raz, jedyny raz byłam sama na Caryńskiej-to w marcu było;-)))
Jeszcze jest opcja wcześnie rano i późno popołudniu wtedy też ludzi nie ma, a z racji tej, że lubię spać wolę drugą opcję z latarkami.
...więc plecak na plecy buciory na nogi i jak tylko zaczną się drzewa zielienić ewentualnie jak liście zaczną spadać to ruszaj w Bieszczady i nie martw się o nic...
a pod tym się podpisuję wszystkimi łapkami!
naprawdę nie martw się jak towarzysza nie znajdziesz wcześniej
dwaynehicks
03-03-2009, 15:07
kurcze ... sama nie pojade ...
Ja pierwszy raz pojechałem w Bieszczady w 7 klasie podstawówki (1984 rok!) - sam. Rodzicom powiedziałem, że jadę na obóz wędrowny, dałem im do podpisu jakiś tam papier (zgoda na wyjazd), który natychmiast wyrzuciłem do kosza... Pobrałem gotówkę i wiooooo... Bawiłem w Bieszczadach 3 tygodnie, spotkałem mnóstwo fajnych ludzi, czułem się wtedy dorosły, wolny i szczęśliwy... Zwłaszcza na szlaku, kiedy chodziłem sam...
7-12 XI 2008 roku
dwie osoby w drodze na Tworylne
dwie osoby na podejściu na Caryńską
jedna osoba na mostu przy zejściu do Ustrzyk Górnych
dwóch smutnych panów z SG w Ustrzykach na skrzyżowaniu
jedna osoba (wędkarz) w okolicach kapliczki w b.Rajskim
trzy osoby (spawające bramę) przy wyjściu na drogę w kier. Sakowczyka
trzy osoby na podejściu na Wetlinśką
jedna osoba zabrana ze stopa do Ustrzyk Górnych
i niejaki "Richard" w Baligrodzie
pominąłem wizytę u p Pękalskiego z tej przyczyny, że była ona zamierzona
i budowlańców w Łopience
Orsini nie masz szczęścia oj nie masz :-P
Chwastek jest jedna i zasadnicza zaleta wyjazdu w pojedynkę- sama ustalasz gdzie i kiedy chcesz iść i na nikogo nie musisz patrzeć i z nikim nie musisz się liczyć/szarpać/prosić/przekonywać
Chwastek jest jedna i zasadnicza zaleta wyjazdu w pojedynkę- sama ustalasz gdzie i kiedy chcesz iść i na nikogo nie musisz patrzeć i z nikim nie musisz się liczyć/szarpać/prosić/przekonywać
o to to!!
dlatego wolę jechać sama zawsze!chyba, że za granicę-wtedy ok samemu strach trochę.
A dwaynehicks to niezły agent był z tego co pisze :lol::lol:
Basia Z.
03-03-2009, 15:53
Chwastek jest jedna i zasadnicza zaleta wyjazdu w pojedynkę- sama ustalasz gdzie i kiedy chcesz iść i na nikogo nie musisz patrzeć i z nikim nie musisz się liczyć/szarpać/prosić/przekonywać
Jeżeli zespół jest zgrany - to też nie trzeba.
Osobiście wolę chodzić zespołowo w zgranych grupach ( z niektórymi już od 30 lat).
Pozdrowienia
Basia
dwaynehicks
03-03-2009, 16:27
A dwaynehicks to niezły agent był z tego co pisze :lol::lol:
Tak się kiedyś kombinowało... Normalnie rodzice w życiu by mnie nie puścili na samotną wędrówkę, na dodatek tak daleko od domu (mieszkam na Podlasiu - w Bielsku Podlaskim). Na szczęście byli przyzwyczajeni do tego, że jeździłem co roku na obzy wędrowne, biwaki harcerskie, zloty, rajdy, itp. Kolejny podsunięty papier o wyrażenie zgody na wyjazd na obóz wędrowny nie wzbudził ich podejrzeń... A ja - mimo że nie byłem jeszcze w Bieszczadach, byłem już w nich zakochany po uszy. Czemu i jak - to już inna historia. Grunt, że dopiąłem swego i pojechałem... I wracałem tam już co roku... póki nie spotkałem pewnej ślicznej dziewczyny, która teraz jest moją żoną, a która nie lubi nieludzkich warunków bytowania na szlaku... Ugrzązłem na 17 lat... Teraz wracam w Bieszczady z 14-letnią córką - chcę ją zarazić tą miłością (do Biesów).
chwastek
04-03-2009, 10:35
Chwastek jest jedna i zasadnicza zaleta wyjazdu w pojedynkę- sama ustalasz gdzie i kiedy chcesz iść i na nikogo nie musisz patrzeć i z nikim nie musisz się liczyć/szarpać/prosić/przekonywać
tak, przyznaję, że i dla mnie ma to wielkie znaczenie.
zgranej grupy, o jakiej wspomina Basia, nigdy nie udało mi się znaleźć - w moich stronach jakos tak niewiele osób spedzac chce wolny czas za miastem ... chyba ze na grillowym spotkaniu ;) ... a to nie moje klimaty.
Basia Z.
04-03-2009, 11:02
tak, przyznaję, że i dla mnie ma to wielkie znaczenie.
zgranej grupy, o jakiej wspomina Basia, nigdy nie udało mi się znaleźć - w moich stronach jakos tak niewiele osób spedzac chce wolny czas za miastem ... chyba ze na grillowym spotkaniu ;) ... a to nie moje klimaty.
A skąd jesteś ?
Jeśli z Górnego Śląska - to zapraszam na nasze imprezy, całkiem poważnie akurat na powitanie wiosny szykuje się ciekawy rajd w Beskidzie Makowskim.
Ja swoją ekipę poznałam właśnie na studenckich rajdach, potem, poszliśmy razem na kurs przewodnicki, tam poznałam kolejnych przyjaciół - i tak chodzimy razem już od dawien dawna.
Czasem ktoś wybiera się osobno, czasem różnej wielkości grupach, ale ogólnie fajnie jest że mogę w każdej chwili zadzwonić do koleżanki lub kolegi, zapytać "słuchaj wybierasz się gdzieś w ten weekend" - i po prostu jedziemy.
Pozdrowienia
Basia
chwastek
04-03-2009, 11:13
a ja z Dolnego Śląska :)
jeżeli tylko tempo na rajdach nie bywa szalone ... to przyjmuję zaproszenie Basiu ... i o ile oczywiście, mimo iż jestesmy sąsiadkami, odległośc nie bedzie większą przeszkodą ku temu
a ja z Dolnego Śląska :)
witaj kolezanko z okolicy :) mysle ze jesli nie lubisz samotnosci na szlaku (ja np. tez nie lubie i zwlaszcza wieczory lubie spedzac w gromadzie, wiec rozumiem) to pomysl basi jest super. Do twojego planowanego jesiennego wypadu jest jeszcze troche czasu, wiec moze warto go zuzyc na poszukiwanie ekipy? czasem warto sie wybrac na jakies zorganizowane rajdy aby poznac ludzi, a potem juz mozna z nimi wybierac sie na kolejne.
jakbys byla zainteresowana wyjazdami z ludzmi z dolnego slaska to podsylam linka do naszego forum, pojawiaja sie na nim wiadomosci o prawie cotygodniowych wyjazdach.
http://groups.google.com/group/wroctour
dosyc czesto odbywaja sie tez zloty z forum beskidzkiego, jak przystalo na nazwe niestety zwykle w beskidach , co dla nas , z dolnego slaska czasem jest pewnym utrudnieniem jesli chodzi o wyjazd na weekend, ale jak czlowiek bardzo chce to wszystko sie da.. ale mozna pojechac zupelnie samemu i od razu wpasc w jakby grono znajomych.
http://beskidzkie.forum.prv.pl/ w dziale imprezy znajdziesz opisy i zdjecia poprzednich zlotow, mozesz zobaczyc czy taki rodzaj wedrowania ci odpowiada (w dzien wedrowka , w nocy impreza :D ), zloty odbywaja sie srednio co miesiac
a bralas pod uwage jesli chodzi o twoje jesienne bieszczadowanie jakis zorganizowany wyjazd? bo np. skpb warszawa to wlasnie na jesieni organizuje rajd bieszczadzko-innowschodni, i gdybym ja chciala jechac koniecznie nie sama, koniecznie w bieszczady i koniecznie jesienia to wydaje sie pomysl idealny! tu masz o zeszlorocznym rajdzie
http://www.skpb.waw.pl/wyjazdy/poloniny/2008.html
ale martwie sie jedynie o jedno.. ze ten twoj wymarzony dziki wschod cie troche rozczaruje.. on nie jest az taki jak piszesz.. ze bezkres polonin i lasow, puste szlaki i tylko kreca sie dziwni ludzie czyhajacy na samotne dziewczyny.. predzej juz w sudetach mozna odnalezc takie klimaty (no oczywiscie oprocz karkonoszy, snieznika i itp)
peruwianka
06-03-2009, 11:52
Witaj,
sama była w Biszczadach dwa razy... Też nie uważam sie za osobe bardzo łatwo nawiązującą kontakty z ludźmi,ale wszystko zależy od ludzi. A ludzie, których spotkałam na szlaku byli fantastyczni - z niektórymi przegadałam długie godziny...Nie ma sie czego obawiać, chodzisz przecież sama po innych górach to dasz radę!!! Tak więc nawet jak nie znajdziesz ekipy, to pakuj plecak i jedź, bo warto!!!
pozdrawiam
zasieję tu trochę dreszczy i niepokoju...:mrgreen:
... jeśli ktoś chciałby sprawdzić jak alternatywnie ( w stosunku do sielskoanielskich wspólnych wędrówek szlakiem ) może się skończyć podziwianie przyrody i robienie zdjęć opuszczonym cerkwiom wspólnie z przypadkiem poznanym współturystą polecam film TRANSSIBERIAN...;)
noooooo
a ja polecam Egzorcystę
a co-super film :mrgreen:
chwastek
06-03-2009, 21:05
co mnie straszycie ... wstręciuchy
to ja polecam "severance" (2006) ... na wyjeździe zgrana paczka w srodku lasu, gdzieś w środkowej europie (lasy jakby znajome ... hihihi)... to miała być fajna wyprawa
ps. teraz wychodze pobiegać ... sama ... uuuuu ...
łe nic nie pobije tego jak znajoma leciała do Stanów i im w samolocie puścili film...Alive :mrgreen::mrgreen::mrgreen:
żarcik w moim stylu ktoś zrobił hahaha
tomas pablo
06-03-2009, 23:14
:lol: świetny dowcip !! to był LOT ? (dobrze , że nie LUFTHANSA...bo tam ...)
wracając do tematu-sam od lat samotnie łażę po górach.( oczywiście nie zawsze ).Jest to spore wyzwanie i przełamanie jakiś atawistycznych lęków.i słabości.taka walka z samym sobą.Nie musi być to masochizm.daje nie zapomniane chwile.Zwłaszcza noclegi gdzieś w środku lasu..ale cóż, ja jestem facet, więc może łatwiejsze to ?
dwaynehicks
07-03-2009, 00:02
Jak już pisałem mając 14 lat gówniarz pojechałem sam w Bieszczady (po raz pierwszy) - to były najwspanialsze wakacje mego życia. Przeżyłem. Ale od dawna nie byłem w Bieszczadach - może coś się zmieniło, morderców tu się najechało, gwałcicieli, co krzywdzą dzieci, kobiety i starców:grin:.
Chyba w roku 1987 jechaliśmy - ja z koleżanką - kolejką bieszczadzką (wtedy jeździła aż do Rzepedzi). W wagoniku byliśmy sami. Nie pamiętam gdzie, ale dosiadło się do nas towarzystwo - poubierani w czarne skóry, kapelusze, na szyjach dyndały odwrócone krzyże - satanisty!!! Na dodatek zaczęli nas zagadywać: a skąd my, a dokąd, a po co... W gacie robiliśmy ze strachu (wtedy krążyły o satanistach krwawe legendy). Po jakimś czasie rozmowa zaczęła się jakaś taka sympatyczna. Potem uderzyliśmy w ton filozoficzno-egzystencjonalno-religijny i sporo się dowiedzielismy na temat ich filozofii życia. Przeżylismy. A to towarzystwo wspominam bardzo miło - to byli świadomi swoich poglądów życiowych ludzie, dośc krytycznie ustawieni do rzeczywistości, ale mili i nieagresywni... Stereotyp się zawalił.... I oby wszystkim świeżo upieczonym łazęgom bieszczadzkim takie stereotypy się waliły. Niech Moc będzie z Wami!!!:twisted:
Jak już pisałem mając 14 lat gówniarz pojechałem sam w Bieszczady (po raz pierwszy) - to były najwspanialsze wakacje mego życia.
to byles rok mlodszy ode mnie poznajacej bieszczady, choc ja pojechalam pierwszy raz niby z rodzicami, ale zostalam zostawiona pod opieka znajomych ktorzy mnie wogole nie pilnowali wiec wyszlo prawie na to samo co wyjazd samemu.. oczywiscie sama to bylam przez pierwsze dwie godziny ;) i tez nie zaluje :D bylo to troche pozniej, bo rok 97, ale mordercow, gwalcicieli i innych dewiantow-desperatow tez jeszcze widac nie bylo ;)
łe nic nie pobije tego jak znajoma leciała do Stanów i im w samolocie puścili film...Alive :mrgreen::mrgreen::mrgreen:
żarcik w moim stylu ktoś zrobił hahaha
odnosnie dowcipow w samolotach mi sie skojarzylo:
W celu rozproszenia nudy podczas długiego lotu (np.Warszawa- New York):
1. Wyjmujemy laptopa z torby i kładziemy na kolanach;
2. Powoli i spokojnie otwieramy go;
3. Włączamy;
4. Upewniamy sie, ze osoba obok nas patrzy na ekran;
5. Włączamy Internet Explorer;
6. Zamykamy oczy, wznosimy głowę ku niebu i poruszamybezgłośnie wargami;
7. Bierzemy głęboki wdech i klikamy na następującylink: http://www.thecleverest.com/countdown.swf
8. Upajamy sie widokiem miny osoby obok!
chwastek
07-03-2009, 08:47
:lol: świetny dowcip !! to był LOT ? (dobrze , że nie LUFTHANSA...bo tam ...)
amerykańskie linie też fundują loty z międzylądowaniem ... należy zabrac ze sobą obowiązkowo kamizelkę pływacką
Jest to spore wyzwanie i przełamanie jakiś atawistycznych lęków.i słabości.taka walka z samym sobą.Nie musi być to masochizm.daje nie zapomniane chwile.Zwłaszcza noclegi gdzieś w środku lasu..ale cóż, ja jestem facet, więc może łatwiejsze to ?
pawle_tomaszu moje atawistyczne lęki być może są nieco inne od tych "męskich" ... ale nocleg na runie leśnym to już na pewno odpada ... eh, trudna ta kobieca dola
Ale od dawna nie byłem w Bieszczadach - może coś się zmieniło, morderców tu się najechało, gwałcicieli, co krzywdzą dzieci, kobiety i starców.
na twoim miejscu nie byłabym taka pewna, iż pogardzą oni jędrnym męskim zadkiem - kurcze, dlaczego przyjęło się, że jak kobieta, to odrazu da się wyłomotać jakiemuś zbokowi-fajtłapie ... ja to taka łatwa nie jestem
buba, prawie oplułam rumiankiem klawiaturę ...
tomas pablo
07-03-2009, 12:05
(...ten rumianek to jakaś nowa metoda odświeżania klawiaturki ?..;) )
Łażę już długie lata swego żywota po górach i jakoś nie spotkało mnie nic złego od napotkanych ludzi.Zwyrodnialcy rzadko zapuszczają się w dzikie rejony.Na szlaku spotkasz wielu fajnych osobników.Takie to prawa gór ( tak, czasem można się natknąć na zwyczajnych nudnych palantów...,lub półmózgów , jak ten "od trzech desek" z Karpat Ukr.)
A to , iż jesteś dziewczyną, tylko zwiększa Twoje szanse na chęć pomocy i sympatie.
chwastek
07-03-2009, 13:07
(...ten rumianek to jakaś nowa metoda odświeżania klawiaturki ?..;) )
no ba ... najlepsza! :grin:
Łażę już długie lata swego żywota po górach i jakoś nie spotkało mnie nic złego od napotkanych ludzi.Zwyrodnialcy rzadko zapuszczają się w dzikie rejony.Na szlaku spotkasz wielu fajnych osobników.
mnie tez nigdy nie spotkało nic złego ... nikt nigdy mnie nawet nie nastraszył. ale zdarzają sie czasami takie historie gdy to ktoś znika bez wieści (np. u nas, w okolicach walimskich podziemi - kiedys widziałam film dokumentalny na ten temat) lub pada ofiarą złych ludzi np. jak ta para studentów w górach stołowych.
to czegao ja obawiam się w przypadku wyprawy w bieszczady to tego, że sie zgubię (choć byłam harcerką i bieganie na azymut było wielką frajdą dla mnie), nie zdążę na czas na kwaterę (a należę to tego typu osób które mają wszystko wyliczone: czas wyjscia, czas marszu - z wieloma przerwami na poleniuchowanie brzuchem do góry na jakiejs polance - czas dojścia ... i zawsze w kierunku autka ...) ... no i spotkania z miśkami - jak do tej pory ta przygoda omijała mnie ... ale juz nie raz, gdy tylko sobie o nich przypomniałam, widziałam je w każdym omszałym pienku lesnym i w każdej skałce o dziwnym kształcie ... a każdy odgłos zdawał mi się burczeniem brzucha głodnego sierściucha ... niefajnie sie idzie gdy głowa lata człowiekowi naokoło ...
Takie to prawa gór ( tak, czasem można się natknąć na zwyczajnych nudnych palantów...,lub półmózgów , jak ten "od trzech desek" z Karpat Ukr.)
a nie znam
A to , iż jesteś dziewczyną, tylko zwiększa Twoje szanse na chęć pomocy i sympatie.
hmm ...
wolnego Chwastek....
Zgubić się ludzka rzecz:-P żeby tylko się znaleźć później. W dobie dzisiejszej techniki chcesz się zgubić? Uwierz mi że jeśli masz trochę zdrowego rozsądku, mniej więcej wiesz gdzie chcesz dojść i w jakim kierunku się poruszasz jeśli dodatkowo pamiętasz swoje wszystkie "manewry" to będzie Ci się dość trudno zgubić. Weź mapę, latarkę, zegarek (taki zwykły analogowy ze wskazówkami)- z resztą po co ja to mówię u harcerzy mnie to dawno dawno temu mówili więc i Ty to pewnie wiesz. Zwierzęta...temat trudny, ale generalnie zwierzaki nie są zainteresowane docelowo człowiekiem jeżeli człowiek im nie wchodzi z buciorami w ich leśną egzystencję. Poza tym bez przesadyzmu bo się paranoi nabawisz :wink:
aaaa i pamiętaj ludzie mieszkaj najczęściej w dolinach i przy rzekach więc jak chcesz do cywilizacji to w dół z gór się schodzi ;)
a gpsy dzisiaj tez już są ogólnie dostępne (co uznaje tak średnio) ale jeśli maja pomóc to dlaczego ich nie używać(nie to żeby iść i patrzeć w ekranik- a jedynie dowiedzieć się gdzie człowiek się zapędził)
A ludzie w Bieszczadzie bardzo pomocni i uczyni -nawet nie musisz zbyt prosić o pomoc nawet w tak abstrakcyjnych sytuacjach jak wyciąganie samochodu z rzeczki (chyba Wetlinki jak pamiętam) a pomogą Ci wszyscy których spotkasz zaczynając od panów z SG do mieszkańca najbliższej osady a na innych sobie podobnych osobach kończąc...
" no i spotkania z miśkami - jak do tej pory ta przygoda omijała mnie ... ale juz nie raz, gdy tylko sobie o nich przypomniałam, widziałam je w każdym omszałym pienku lesnym i w każdej skałce o dziwnym kształcie ... a każdy odgłos zdawał mi się burczeniem brzucha głodnego sierściucha ... niefajnie sie idzie gdy głowa lata człowiekowi naokoło ..."
Widzę,że ktoś zamiast odpoczywać przeżywa straszne stresy na szlaku!;)
A wędrująć najlepiej jak nic nie jest poukładane,to byłby jakiś koszmar odmierzać trasę na mapie z zegarkiem w ręku,trzeba być elastycznym.Często chodzę sama ,dobrze zaopatrzony plecak i parę dni jestem samowystarczalna.Co do samotnych wędrówek to w Bieszczadach czuję się najbezpieczniej.
nie zdążę na czas na kwaterę ...
a trzeba wracac na konkretna godzine??
trzykropkiinicwiecej
08-03-2009, 09:40
a trzeba wracac na konkretna godzine??
..no jasne... przecież "Klan" i "Brzydula" w TV
chwastek
08-03-2009, 11:48
a trzeba wracac na konkretna godzine??
na konkretną to nie ... ale przed nocą to przydałoby się
w sumie jak teraz o tym myślę ... to takie planowanie daje mi poczucie bezpieczenstwa ...
..no jasne... przecież "Klan" i "Brzydula" w TV
a przyzwyczajenie drugą naturą ... 1639 odc. w poniedziałek ... sam rozumiesz ...
dobrze, że "teraz albo nigdy" dają po 21 - takie paradokumentalne seriale pokazują mi jak żyć i do czego powinnam dążyć - kino obowiązkowe!
tomas pablo
08-03-2009, 13:52
Chwastku ! ..planowanie ( i to w wakacje ! ) często daje tylko chaos.W Biesach trudno pobłądzić tak solidnie.To nie Syberia, Kanada czy pół.Szwecja.Najwyżej parę godzin w plecy.Ale często bardzo przygodowych.Aż człek się sam z tego póżniej śmieje :lol:...
co do zwierzaków- nie stanowimy dla nich łakomego kęska (ba- nie żyją tu duże koty, jak lwy, tygrysy..).Po prostu -cuchniemy obco !! -kosmetyki,detergenty, nikotyna.Sam parę razy na Otrycie miałem bliskie (dość bliskie) spotkanie z misiami....Zabawne chwile ! poprawiające krążenie !!
Byle nie wchodzić im w drogę.I tyle.
A co do złych ludzi-najwięcej % przestępstw, dokonuje się w obrębie naszych domów , z rąk rodziny, znajomych...Smutne to, ale tak jest.
A tv spoko można olać w wakacje-co ja czynię i jakoś żyje bez uszczerbku...:-D
Pozdrawiam !!
majka777
08-03-2009, 16:18
Chwastku ! ..planowanie ( i to w wakacje ! ) często daje tylko chaos.W Biesach trudno pobłądzić tak solidnie.To nie Syberia, Kanada czy pół.Szwecja.Najwyżej parę godzin w plecy.Ale często bardzo przygodowych.Aż człek się sam z tego póżniej śmieje :lol:...
Drogi tomasie, niestety Ósmego Marca nic się nie zmienia - mężczyźni kobiet nie rozumieją ni trochę! ;)
Pani Chwastek jak każda kobieta musi mieć poczucie bezpieczeństwa, niezależnie od tego czy zagrożenie jest realne czy wyimaginowane :-) więc jeżeli sama nie czuje się pewnie, nie należy jej radzić, aby wzięła mapy, latarki, zegarki czy inne gpsy tylko zaoferować wspólną wędrówkę, przynajmniej ten pierwszy raz.
Co do szklanego pudełka - wydaje mi się, że Chwastek nie należy do najgorętszych miłośników "M jak morderstwa", "Mody na suknie" i innych porywających makaronów. :-)
Pozdrawiam serdecznie!
Kurde z planowaniem to jest tak że jak coś się sypnie to później wszystko się zaczyna sypać i "cały genialny plan w pi......" jak to powiedział "Siara" w kilerze
trzeba być elastycznym a nie sztywnym - trzeba trochę umieć improwizować a nie ściśle planu się trzymać
o to to;-))
plany nigdy nie wychodzą tak w górach jak i w życiu
Basia Z.
08-03-2009, 17:41
o to to;-))
plany nigdy nie wychodzą tak w górach jak i w życiu
Co nie znaczy, że mimo wszystko nie należy planować.
:smile:
B.
chwastek
08-03-2009, 19:04
droga maju777, właśnie owa nie do końca zrozumiała, a już na pewno nie do opanowania przez męski gatunek, umiejętność trafnego czytania miedzy wierszami daje kobietom miejsce o stopień wyższe w dziejach ewolucji … i częstokroć uniemożliwia usnucie nici porozumienia pomiędzy …
... czasami wychodzi z takiej nici symboliczny sznurek na szyję
a co do makaronów – lubie je tylko z sosikami zajadać … ale boziu broń, nie codziennie i o tej samej porze …
pawelik, jak ja nie lubie chaosu i improwizacji – jak ja ich sobie nie przewidzę i w planach swoich nie odznaczę to jak już dochodzi co do czego to zgadnij kto bywa jedyną ofiarą takiego nieporządku? ....: chwast!
i choc przyznaję, że plany często mi nie wychodzą, i te życiowe, i te górskie … ale nie znaczy to, iż nie powinno się dążyć do perfekcji … ideału … absolutu … i takie tam … o!
Co nie znaczy, że mimo wszystko nie należy planować.
ufff ... dzięki basiu.z
Często chodzę sama ,dobrze zaopatrzony plecak i parę dni jestem samowystarczalna.
zazdroszcze wadera … w moim 22 litrowym plecaku (i ani litr większym … za co mój kręgosłup kocha mnie najbardziej) miesci się jedynie dzienne wyposażenie, no może na dwa dni – lecz tego nigdy nie miałam okazji sprawdzic bo staram się planować (hihi ... wszystkie słówka na "pe" są moimi ulubionymi)) tak, aby potrzebne do przezycia rzeczy mieć zawsze w zasięgu jednego dnia marszu …
o rany ... chyba jestem jakaś dziwna ... albo cuś
ale jak okolicznosci tego wymagają to bywam elastyczna ... jak juz nie mam innego wyjscia ... najczęściej gdy muszę "dogiąć" się do towarzystwa w podróży :roll:
Ale często bardzo przygodowych.Aż człek się sam z tego póżniej śmieje
albo to z człeka się śmieją - i to w przypadku optymistycznego zakonczenia ...
A co do złych ludzi-najwięcej % przestępstw, dokonuje się w obrębie naszych domów , z rąk rodziny, znajomych...Smutne to, ale tak jest.
tak, to są prawdziwe statystyki ... ale do studiowania pojedynczych przypadków, które stanowią wyjątki, które nie ujmowane sa metodą statystyczną odnajdywane są prawdziwe osoby/zdarzenia ... one też są ... kurcze...
zaplanować to sobie można....
dzień wyjazdu i "pi razy oko" dzień powrotu (i tak zawsze mi się przeciągają wyjazdy)
Basia pewnie miała na myśli właśnie takie planowanie (wyczytałem miedzy wierszami :grin:)
.... a na początku był chaos....Chwastek czy Ty jakiej matematyki/astronomii/fizyki/itp. przypadkiem nie studiujesz ?
22 litrowy plecak - myślisz że to mało? Oglądałaś Rambo :mrgreen: ? On miał tylko nóż i połowę świata przed ruskimi albo wietnamcami uratował
Grunt to umieć się śmiać z siebie samego- kto tego nie umie nie ma poczucia humoru;)
statystyka statystyką a życie swoim torem- zapytaj kogoś kto by pojechał autokarem na zachód Europy (większość odpowie nie bo: wypadek pod Grenoble i Dunkierką) a statystycznie to najbezpieczniejszy środek transportu lądowego- to samo z samolotami
...więc statystyki o kant tej części ciała bez kantów można rozbić
za tą dyskusję na "szutboksie" o "AW" to bym Cię Chwastku raundupem oblał :twisted:... ale z racji tego ze lubisz słowa na literę "pe" odpuszcze sobie temat :lol:
aha uważaj bo Ci pracoholizm grozi....
Basia Z.
08-03-2009, 20:03
zaplanować to sobie można....
dzień wyjazdu i "pi razy oko" dzień powrotu (i tak zawsze mi się przeciągają wyjazdy)
Basia pewnie miała na myśli właśnie takie planowanie (wyczytałem miedzy wierszami :grin:)
No to źle wyczytałeś ;)
Jest dokładnie odwrotnie.
Każdy swój wyjazd planuję bardzo precyzyjnie.
Wręcz robię sobie w Wordzie tabelkę, co którego dnia zamierzam przejść lub zwiedzać.
Przy czym to dokładne planowanie oznacza również, że przewiduję plan "B" na wypadek niepogody / niechęci / nagłego lenia itd.
O wszystkim co planuję czytam, wyszukuję w Internecie informacje, zabieram odpowiedni zestaw map i powielonych stron z przewodników (aby mniej nosić).
Sprawdzam w Internecie informacje o noclegach, czasem (aczkolwiek raczej tylko wtedy, kiedy to jest wyjazd zorganizowany a ja jestem przewodnikiem) dzwonię aby zarezerwować noclegi.
Zawsze sprawdzam i drukuję sobie rozkłady jazdy z miejsc gdzie planuję być.
Planowanie tygodniowego wyjazdu zajmuje mi kilka dni czasu i jest to czas spędzony bardzo przyjemnie, bo ja lubię takie plany robić.
Dzięki temu śmiem uważać - w czasie nawet krótkich wyjazdów staram się wykorzystać je do maksimum i nie marnuję czasu np. czekając na autobus, bo z góry wiem o jakiej godzinie mam być na przystanku.
Nie wykluczam rzecz jasna zmian w trakcie wyjazdu, zwłaszcza jeśli zaproponuje je ktoś inny, a te zmiany są korzystne i prowadzą do tego że uda się zobaczyć jeszcze więcej.
Plany nie są też nierealne a dostosowane do słabej kondycji i do tego aby w trakcie wycieczki móc sobie poleżeć na trawie.
I jakoś w ciągu ostatnich kilkunastu wyjazdów udało mi się zazwyczaj zrealizować po 100 % - 130 % założonych planów.
Jeżeli się nie udało - to z powodu poważnych przyczyn zewnętrznych (np. powódź).
Pozdrowienia
Basia
P.S.
Jestem z wykształcenia matematykiem ze specjalnością matematyka stosowana 8-)
chwastek
08-03-2009, 20:09
zaplanować to sobie można....
dzień wyjazdu i "pi razy oko" dzień powrotu (i tak zawsze mi się przeciągają wyjazdy)
Basia pewnie miała na myśli właśnie takie planowanie (wyczytałem miedzy wierszami :grin:)
pewne moga byc tylko odwiedziny kostuchy i podatki ... może niech basia sama potwierdzi albo zaprzeczy :lol:
.... a na początku był chaos....Chwastek czy Ty jakiej matematyki/astronomii/fizyki/itp. przypadkiem nie studiujesz ?
studiowałam. dawno to było.i zaliczam sie do grupy humanistów w tym podziale co to drugą grupe stanowią scisłowcy
22 litrowy plecak - myślisz że to mało? Oglądałaś Rambo :mrgreen: ? On miał tylko nóż i połowę świata przed ruskimi albo wietnamcami uratował
no ba, pierwsza czesc to klasyka juz przecież ... rambo tu był gość - za kazdym razem mnie zadziwiał ... gdy mu sie udawało w pojedynke wszystkich okrążac ... i pokonywać
ale jakos tak nie wyobrazam sobie siebie samej latającej prawie na golasa po lesie ... w zwiazku z tym iż jestem zdecydowanie rachitycznej budowy ciała a i z improwizacja u mnie kiepsko (rambo to dopiero miał pomysły na to aby wykaraskac sie z trudnych sytuacji)- efekt i skutki nie były by nawet zbliżone ...
Grunt to umieć się śmiać z siebie samego- kto tego nie umie nie ma poczucia humoru;)
:oops:
za tą dyskusję na "szutboksie" o "AW" to bym Cię Chwastku raundupem oblał :twisted:... ale z racji tego ze lubisz słowa na literę "pe" odpuszcze sobie temat :lol:
to ja na to: p h i ... roundup mi nie straszny :lol:
aha uważaj bo Ci pracoholizm grozi....
nie grozi ... nie grozi ... akurat tego "pe" nie mam aż tyle w planach
trzykropkiinicwiecej
08-03-2009, 20:09
...romantyzm swobodnej włóczęgi Baziu Z. zabiłaś z pełną premedytacją.... Nie czekać na autobus leżąc na plecaku i zajadając rozkosznie czerstwy chleb...?... auuuuuuuuuuuuuuuu....
chwastek
08-03-2009, 20:12
No to źle wyczytałeś ;)
ha! pawelik ... a ku ku ... ale ćwicz dzielnie dalej ... nie poddawaj się :lol:
Basia Z.
08-03-2009, 20:18
...romantyzm swobodnej włóczęgi Baziu Z. zabiłaś z pełną premedytacją.... Nie czekać na autobus leżąc na plecaku i zajadając rozkosznie czerstwy chleb...?... auuuuuuuuuuuuuuuu....
Ja wiem, że każdy ma inne podejście.
I chyba też wybrałabym swobodną włóczęgę, gdybym miała nieograniczony zasób czasu.
Ale akurat w tej chwili niestety mój czas jest ograniczony i mając 26 dni urlopu rocznie (z których i tak część wykorzystuję na dodatkową pracę) po prostu chcę je wykorzystać do maksimum i zobaczyć w tym czasie jak najwięcej.
Z kolei bardzo nie lubię turystyki zorganizowanej (chyba że sama organizuję wyjazd 8-) ) i tego aby ktoś mi w trakcie moich wyjazdów narzucał co mam zobaczyć.
Dlatego sama sobie wybieram, wyszukuję, planuję itd.
No ale jak piszę - niespodzianki też lubię zwłaszcza kiedy wnoszą coś nowego. Uwielbiam np. jeżdżenie stopem, bo nigdy nie wiadomo gdzie uda się dojechać.
Pozdrowienia.
Basia
Jakiś czas temu zaplanowałem sobie wyjazd...
Wszystko rozpisane od A do Z - wszystko nawet najmniejszy szczegół i każdy detal został uwzględniony.....
Od Tomaszowa Lubelskiego zaczęło się delikatnie sypać...
W Przemyślu już wiedziałem że mój cudownie genialny jedyny i niepowtarzalnie precyzyjny plan mogę wyrzucić do Sanu...
Myślałem, że dostane najzwyczajniej w świecie nerwicy
A wszystko przez jeden prawie nic nie znaczący szczegół- dzień wyjazdu...
Dniem wyjazdu było "Boże ciało" i to dość skutecznie zweryfikowało mój cudny plan...
od tego czasu nic nie planuje w sprawie wycieczek/wyjazdów na okres dłuższy niż 12 godzin....
i nie denerwuje się już tak bardzo i mam komfort psychiczny w ogólnym tego słowa znaczeniu
Basia Z - o jezuuuuuuu:evil:
trzykropkiinicwiecej
08-03-2009, 20:24
..hihi.... no jak jeździsz stopem to jesteś zrehabilitowana... a z czasem to jest tak , że zawsze można przyjąć teorię że Go nie ma w ogóle... i już się robi luźniej... ;-)
Basia Z.
08-03-2009, 20:24
Basia Z - o jezuuuuuuu:evil:
Przepraszam, a co Ci przeszkadza, ze ktoś inny mam inne podejście do planowania ?
Ja nie krytykuję Ciebie, że masz inne podejście do spędzania wolnego czasu, ani nie twierdzę, że moje jest lepsze.
Piszę tylko że mogą być różne podejścia i że mi akurat mniej zależy na swobodnej włóczędze, a bardziej na tym aby zobaczyć / zwiedzić jak najwięcej.
Pozdrowienia
Basia
chwastek
08-03-2009, 20:28
Każdy swój wyjazd planuję bardzo precyzyjnie.
Wręcz robię sobie w Wordzie tabelkę, co którego dnia zamierzam przejść lub zwiedzać.
yhy, ja tylko bez tej tabelki ... ale oczywiscie w wordzie bo potem wrzucam swoje notatki na drukarke
Przy czym to dokładne planowanie oznacza również, że przewiduję plan "B" na wypadek niepogody / niechęci / nagłego lenia itd.
o to to ... czasami nawet mam i plan "C" bo bardzo nie lubie poczucia straconego na bezsensownej prowizorce czasu ... prowizorki tylko do penwego stopnia bywają pouczające ...
O wszystkim co planuję czytam, wyszukuję w Internecie informacje, zabieram odpowiedni zestaw map i powielonych stron z przewodników (aby mniej nosić).
Sprawdzam w Internecie informacje o noclegach, czasem (aczkolwiek raczej tylko wtedy, kiedy to jest wyjazd zorganizowany a ja jestem przewodnikiem) dzwonię aby zarezerwować noclegi.
Zawsze sprawdzam i drukuję sobie rozkłady jazdy z miejsc gdzie planuję być.
dokładnie. choć przyznaję, że zarezerwowany i opłacony zaliczkowo wczesniej nocleg czasami bywa krępujący ... ale cóż ... nie zawsze może być tylko idealnie.
Planowanie tygodniowego wyjazdu zajmuje mi kilka dni czasu i jest to czas spędzony bardzo przyjemnie, bo ja lubię takie plany robić.
yhyyyyy - to juz nie frajda - to gigantyczna frajdzocha dla mnie też :)
Dzięki temu śmiem uważać - w czasie nawet krótkich wyjazdów staram się wykorzystać je do maksimum i nie marnuję czasu np. czekając na autobus, bo z góry wiem o jakiej godzinie mam być na przystanku.
własny transport daje jeszcze wiecej wolności
Nie wykluczam rzecz jasna zmian w trakcie wyjazdu, zwłaszcza jeśli zaproponuje je ktoś inny, a te zmiany są korzystne i prowadzą do tego że uda się zobaczyć jeszcze więcej.
też bardzo cenie sobie mądrych ludzi
Plany nie są też nierealne a dostosowane do słabej kondycji i do tego aby w trakcie wycieczki móc sobie poleżeć na trawie.
to podstawa udanego pobytu przecież ;)
I jakoś w ciągu ostatnich kilkunastu wyjazdów udało mi się zazwyczaj zrealizować po 100 % - 130 % założonych planów.
Jeżeli się nie udało - to z powodu poważnych przyczyn zewnętrznych (np. powódź).
ja nie mam aż takich wyników ale rzadko wracam do domu z poczuciem zle spędzonego czasu
"elastyczni inaczej" łączcie się!
To o "jezuuuuu" było do Twojego wykształcenia ;)
Basiu....
.....już się Ciebie boję
wprawdzie ani fizyka ani chemia nie jest mi jakoś bardzo obca ale do matematyki czuje paniczny lęk:wink:
taki mały paradoks
aha i dla jasności -nie krytykuje Twojego podejścia do tematu; jestem bardzo daleki temu bo sam nie jestem ideałem
Basia Z.
08-03-2009, 20:31
..hihi.... no jak jeździsz stopem to jesteś zrehabilitowana... a z czasem to jest tak , że zawsze można przyjąć teorię że Go nie ma w ogóle... i już się robi luźniej... ;-)
Stopem przejechałam prawie całą Europę - bardzo lubię ten sposób podróżowania, bo poznaje się ludzi.
I jakoś (o dziwo) da się to połączyć z planowaniem.
Np. planuję że w 48 godz. dojadę z domu do Borszy (częściowo pociągami, częściowo stopem) i jak się uda wcześniej - to jestem do przodu, a jak mi się uda coś po drodze nie planowanego wcześniej zobaczyć, lub pogadać z ciekawymi ludźmi - to jestem jeszcze bardziej do przodu.
A na stopie już mi się zdarzało, że ludzie specjalnie zbaczali z trasy i nas podwozili aby coś ciekawego a mało znanego nam pokzać.
B.
trzykropkiinicwiecej
08-03-2009, 20:37
...raz jechałem z Zagórza do Komańczy 3 dni.... tak to jest z tymi co zbaczają żeby coś zobaczyć...potem się u nich nocuje... poznaje miejscowych... pełza w nocy po lesie ze słowackim absinthem w garści... ech... ten stop.... Rok temu spróbowałem nowego sposobu..w sam raz na Polske i kawał Europy... mianowicie pożyczyłem od znajomego przenośke CB i szukałem sobie transportu na "ogólnym" wśród kierowców tirów... bomba...
ale jakos tak nie wyobrazam sobie siebie samej latającej prawie na golasa po lesie ...
Kochaniutka, ale wtedy od razu byś znalazła towarzysza wypraw jakiego;-))
zapewne płci męskiej, ale no już trudno :mrgreen:
trzykropkiinicwiecej
08-03-2009, 20:48
chyba żeby była Orsini to by i Żeński się znalazł... ;p
Co nie znaczy, że mimo wszystko nie należy planować.
:smile:
B.
mnie nigdy by nikt nie namowil by zaprzestac planowania bo wyjazd sam w sobie to tylko fragment wyprawy.. aby byla kompletna musi byc dla mnie planowanie, wyjazd i potem wspominanie.. wtedy tygodniowy wyjazd mozna przezywac 3 tygodnie i caly ten czas ma sie wrazenie jakby trwal :D
poza tym nie planujac, nie zbierajac informacji o terenie w ktory sie uderza mozna wiele stracic, mozna pominac jakies cudne miejsce od ktorego sie bylo kilometr.. ja zwykle realizuje 30% moich planow poniewaz zwykle sa tak obszerne ze nijak by to wszystko zmiescic w danym czasie..ale za to gdy cos nie wyjdzie, nigdy mi jeszcze nie zabraklo planow awaryjnych..(poza tym plan ma to do siebie ze w trakcie trawania wycieczki zwykle sie rozrasta i pęcznieje ;)
ale nie jest tak ze dokladne planowanie zabija spontanicznosc.. jedno jest nawet najlepiej opracowany plan a drugie jest zycie , ktore na kazdym kroku to weryfikuje.. planowalam jechac /isc ta a ta droga , a w rzeczywistosci okazuje sie ze nie ma tam nawet sciezki.. na mapie jest most ale mapa ma 5 lat a w miedzyczasie byla powodz a rzeka ma 2 m glebokosci..
wedlug mnie planowanie to raz radosc sama w sobie a dwa nakresla jakies ramy wyjazdu, a scenariusz to juz pisze zycie..
… w moim 22 litrowym plecaku (i ani litr większym … za co mój kręgosłup kocha mnie najbardziej) miesci się jedynie dzienne wyposażenie, no może na dwa dni – lecz tego nigdy nie miałam okazji sprawdzic bo staram się planować (hihi ... wszystkie słówka na "pe" są moimi ulubionymi)) tak, aby potrzebne do przezycia rzeczy mieć zawsze w zasięgu jednego dnia marszu …
..
ło jejku! z takim plecakiem to ja chodze na popoludniowy spacer do lasu.. toz tam wejdzie termos, dwie kanapki i 1 sweter.. to faktycznie moze nie dawac poczucia bezpieczenstwa...
Każdy swój wyjazd planuję bardzo precyzyjnie.
Wręcz robię sobie w Wordzie tabelkę, co którego dnia zamierzam przejść lub zwiedzać.
Przy czym to dokładne planowanie oznacza również, że przewiduję plan "B" na wypadek niepogody / niechęci / nagłego lenia itd.
mi to sie zwykle sama taka tabelka uklada w glowie czy tego chce czy nie :)
chwastek
08-03-2009, 21:13
Kochaniutka, ale wtedy od razu byś znalazła towarzysza wypraw jakiego;-))
zapewne płci męskiej, ale no już trudno :mrgreen:
no nie wiem ... łakomym kąskiem nie jestem ... ale pogodziłam sie już z myślą o swoich raczej przeciętnych warunkach fizycznych ... tak więc latanie na golasa po lesie wykreśliłam z listy sposobów na znalezienia towarzysza wyprawy w bieszczady :lol:
chwastek
08-03-2009, 21:22
ło jejku! z takim plecakiem to ja chodze na popoludniowy spacer do lasu.. toz tam wejdzie termos, dwie kanapki i 1 sweter.. to faktycznie moze nie dawac poczucia bezpieczenstwa...
termos, kurtka, polar, mapa lub dwie mapy, przewodnik np. nyki (czyli mały format) + kilka stroniczek notatek własnych, cztery kanapki + dwa czekoladowe batoniki (najczesciej, czasami mam takie proteinowe), butelka mała wody mineralnej (w bocznej kieszonce), zestaw ratowniczy mały (plastry pocięte, oksykort), latarka mała. ... dwa dni dałoby sie przezyc (plecak ma na wyposazeniu tez osłone przeciwdeszczową)
No wiesz.... jak można planować z mapą co ma 5 lat i nie wiedzieć, że była powódź i że nie ma mostu???? To lipa a nie planowanie! Stare mapy są po to by szukać wspomnień.
Buba, jak woda nagle(!) przybrała.... aaaaaaa to już może zaskoczyć :)
Forumowiczko Bubo, proszę porawić się z planowania!
termos, kurtka, polar, mapa lub dwie mapy, przewodnik np. nyki (czyli mały format) + kilka stroniczek notatek własnych, cztery kanapki + dwa czekoladowe batoniki (najczesciej, czasami mam takie proteinowe), butelka mała wody mineralnej (w bocznej kieszonce), zestaw ratowniczy mały (plastry pocięte, oksykort), latarka mała. ... dwa dni dałoby sie przezyc (plecak ma na wyposazeniu tez osłone przeciwdeszczową)
ciezko chyba przezyc dwa dni bez spiwora ;) tzn przezyc by sie dalo ale zeby to jeszcze mile bylo!
No wiesz.... jak można planować z mapą co ma 5 lat i nie wiedzieć, że była powódź i że nie ma mostu????
nie mam czesto dostepu do wznowien do ukrainskich atlasow samochodowych ;) poza tym gdzie sledzic na codzien stan mostow w dorzeczu terebli? powodzie tam sa czesto..mosty znikaja i sie pojawiaja.. bez niespodzianek zycie byloby nudne! :D
Forumowiczko Bubo, proszę porawić się z planowania!
po co sie poprawiac? mi z tym dobrze :)
dwaynehicks
08-03-2009, 22:17
Wiecie co?
Z moich doświadczeń wynika, że tylko wówczas, gdy byłem sam w podróżach, plany można było zrealizować niemal w 100%. Kiedy jednak szło się w góry "kupą", plany zwykle brały w łeb... A to jeden nabawił się gniotów (adidaski!), a to dziewczyny spały do 11.00, itp.). Najlepiej (to do Ciebie Chwastek) chodzi się samemu: na wszystko jest czas, nikt nie kwęka, widoki jakieś takie piękniejsze są... A przypadkowi kompanioni z zasady są zbliżeni poglądami i podejściem do górskiego życia do nas. i takich trzeba szukać na szlaku...
chwastek
08-03-2009, 22:19
ciezko chyba przezyc dwa dni bez spiwora ;) tzn przezyc by sie dalo ale zeby to jeszcze mile bylo!
o!... i dlatego planowanie nie jest złe ... bo nigdy nie zdażyło mi sie jeszcze nie dotrzeć na noc do łóżka z poscielą (łóżka już wczesniej dla mnie zarezerwowanego)... a gdyby nawet nocka zastała mnie "w lesie" to jak sama zauważyłaś miło by nie było ... ale jakos bym przeżyła :)
nigdy nie musiałam zabierac ze sobą spiwora w droge ... owszem, jeździ ze mną w autku, (podobnie jak zapas ręczników) ale nie taszczę go na plecach ...
Z moich doświadczeń wynika, że tylko wówczas, gdy byłem sam w podróżach, plany można było zrealizować niemal w 100%. Kiedy jednak szło się w góry "kupą", plany zwykle brały w łeb...
na wszystko jest czas, nikt nie kwęka, widoki jakieś takie piękniejsze są...
prawda, ale skłonna byłabym dopasować sie do "grupy" i nie marudzić ...
buty mam wygodne (i drugie zawsze w zapasie), jestem typem skowronka - wstaje wcześnie - padam z nóg też wczesnym wieczorkiem ;)
ale nie potrafie "odnajdywać" ludzi na szlaku ...
o!... i dlatego planowanie nie jest złe ... bo nigdy nie zdażyło mi sie jeszcze nie dotrzeć na noc do łóżka z poscielą (łóżka już wczesniej dla mnie zarezerwowanego)... a gdyby nawet nocka zastała mnie "w lesie" to jak sama zauważyłaś miło by nie było ... ale jakos bym przeżyła :)
..
to chyba dochodzimy do sedna sprawy! gdy ma sie ze soba plecak ze spiworem, karimata, butla z palnikiem, zapas jedzenia i wody-- to realizacja wytyczonego planu z powrotem w konkretne miejsce, o konkretnej godzinie staje sie mniej istotna.. dla mnie to jest wlasnie wolnosc i bezpieczenstwo-nic nie musiec, tam moj dom , gdzie ja i moj plecak..
padam z nóg też wczesnym wieczorkiem ;)
ale nie potrafie "odnajdywać" ludzi na szlaku ...
to wlasnie moze byc problem.. gorskie znajomosci zwykle nawiazuja sie nie na szlaku ale na wieczornych imprezach
chwastek
08-03-2009, 22:49
to chyba dochodzimy do sedna sprawy! gdy ma sie ze soba plecak ze spiworem, karimata, butla z palnikiem, zapas jedzenia i wody-- to realizacja wytyczonego planu z powrotem w konkretne miejsce, o konkretnej godzinie staje sie mniej istotna.. dla mnie to jest wlasnie wolnosc i bezpieczenstwo-nic nie musiec, tam moj dom , gdzie ja i moj plecak..
a ja wygodnicka jestem :oops: ... moja wolność jest troszeczka inna ... ale taką ją lubię i taka mi odpowiada ... do twojej wolności, bubo, nie miałabym odwagi :oops:
to wlasnie moze byc problem.. gorskie znajomosci zwykle nawiazuja sie nie na szlaku ale na wieczornych imprezach
i jeszcze pijam (alkoholu pod różną postacią) niewiele ... a wręcz wcale ... mam słabą głowę (choć nie wiem co to kac)
wróciłem właśnie z wieczornej randki z szuflą do śniegu i przechodząc przez garaż skonstatowałem, że na motocyklu mam dwie sakwy po 20 litrów każda...
Chwastku co Ty tam bierzesz w ten swój 22litrowy plecaczek?? przecież tam ledwo mieści się sweter i jakaś butelka wody mineralnej... Prawdę mówiąc to te 40 litrów w sumie to też tak średnio dużo ze wskazaniem na mało ale ja nie dźwigam całego bajzlu do spania tylko motocykl więc upychając tam tylko kilka ciuchów plus "bajzel biwakowy"(plus jakieś klamoty mechaniczne-mało) nie mam wielkiego pola do popisu...Faktem natomiast jest że te 40litrów wystarczy na kilkanaście dni swobodnego życia ale z małymi niedogodnościami (nie biorę ze sobą garnków kubków itp itd talerzy i całej tej "zastawy stołowo-kuchennej" podobnie jak laptopa i żelazka)
...a myślałem, że kobietom to potrzeba jakichś worów marynarskich na ten ich cały majdan a tu zdziwko bo 22 litry to nawet mnie i moje minimalistyczne podejście niepokoją...
i prawdę mówiąc w te 22 litry nie za bardzo wiem co bym miał spakować:|
Jestem pod wrażeniem jak można się spakować w 22 litrowy plecak na kilka dni.
eeee ja to tak zrozumiałam, że te 22litry to tylko na wędrówkę w góry jak rano wychodzi i wraca wieczorem-wtedy to jest akurat
eeee ja to tak zrozumiałam, że te 22litry to tylko na wędrówkę w góry jak rano wychodzi i wraca wieczorem-wtedy to jest akurat
i o ile ma sie wieczorem zapewnione na miejscu lozko, posciel, jedzenie i potrzebne do niego rzeczy (wode, kubek, lyzke, noz itp), przybory toaletowe, buty na zmiane..
ja to nawet nie wiedzialam ze sa takie male plecaki!! wlasnie sprawdzilam ze moj plecak okreslany jako "maly" ma 40l.. a wiecie moze ile moze miec litrow wojskowa kostka???
no moge powiedziec ze zazdroszcze i podziwiam!
mam wprawdzie kumpla ktory jezdzi w gory bez plecaka ;)- ubiera sie w kompletny mundur amerykanskiego zolnierza i potrzebne na kilka dni i biwaki rzeczy upycha po kieszeniach i troczonych do paska malych torebeczkach.. i nabija sie z nas ze dzwigamy taki majdan ze soba..a najsmieszniejsze ze zawsze wszytsko ma co mu potrzebne!! kiedys nas rozwalil wyciagajac zza pazuchy nawet mala siekierke ;) (jak sie okazalo ze mysmy zapomnieli ;)
No po prostu bierzesz duży plecak i ładujesz weń mały na wędrówki. Duży sobie zostaje w domu tam gdzie mieszkasz, a w mały tylko to co niezbędne na dany dzień.
A ja najbardziej w planach lubię właśnie to,że się zmieniają w trakcie wyprawy.
Owszem planuję dokładnie godzinę wyjazdu i powrotu.Odrobinę nawet zarys tego gdzie chce pójść.Ale najwięcej frajdy dają te chwile gdy się zbacza z zaplanowanej trasy,gdy się idzie gdzie się nie miało iść.
Mam dość zaplanowanego życia w tej mojej codzienności więc takie improwizacje w trakcie wędrówki dają najwięcej cudownych wrażeń.
Poza tym jak już powiedzieli poprzednicy nie da się wszystkiego zaplanować.
Rozumiem jednak ,że są ludzie którzy lubią działać (chodzić) wg. ściśle określonego planu.
Z drugiej strony zawsze podziwiałem kobiety i dziewczyny które chodzą same po górach ale nie wiem czy chciałbym aby kiedyś moja córka albo jakaś inna bliska mi kobieta "włóczyła" się po górach i lasach.
chwastek
09-03-2009, 12:27
Chwastku co Ty tam bierzesz w ten swój 22litrowy plecaczek?? przecież tam ledwo mieści się sweter i jakaś butelka wody mineralnej...
ale ja nie mam miejskiego czy szkolnego plecaka ... mój siostrzeniec ma do szkoły taki 20 litrowy plecak - one są inne od tego który ja posiadam - mój jest taki wyprawowy, trekkingowy ... czy turystyczny ... bo jeszcze takie okreslenia są nadawane tej grupie plecaków ... wrzuciłabym linka do tego modelu ale nie wiem czy jest to dozwolone tutaj ... a i pewnie doczekałabym się wielu komentarzy na temat tego, co noszę na plecach ... ale słowo harcerza: jeszcze tak wygodnego i pojemnego plecaczka nie miałam wczesniej ... z rewelacyjnym systemem nośnym, pasem piersiowym (pomimo iż jest niby taki mały) i biodrowym takim akuratnym ... choć nawet nie jest to plecak specjalnie dla kobiet przeznaczony ...
a odkąd pozbyłam się kurki z goretexem (nie sprawdziła sie ... była za ciężka i było mi w niej za gorąco) i kupiłam inną wiatroszczelną i wodoodporną, lżejszą i mniejszą, to i ją spokojnie udaje mi sie złożyc w kostke i wcisnąc do plecaka ...
...a myślałem, że kobietom to potrzeba jakichś worów marynarskich na ten ich cały majdan a tu zdziwko bo 22 litry to nawet mnie i moje minimalistyczne podejście niepokoją...
mogę cię nauczyć ;) ... i to nie prawda, że jak kobieta, to zaraz musi mieć osobną torbę na kosmetyki i osobna na buty ...
i prawdę mówiąc w te 22 litry nie za bardzo wiem co bym miał spakować:|
juz ja bym ci wyrzuciła z tej kupki zbędnych klamotów które chcesz zabrać te, które na bank nie przydadzą się tobie ... i spokojnie spakowałbys sie w 22 litry ;)
Jestem pod wrażeniem jak można się spakować w 22 litrowy plecak na kilka dni.
nie na kilka, tylko na jeden dzień ... orisni mnie dobrze zrozumiała.
buba, taka wojskowa kostka (miałam taką, a jakże) jest bardzo mało pojemna, nadaje sie do biegania po lesie albo wzgórzach gdy zdobywa sie kolejne sprawności ;) ... i w niej nie daje sie upychac jak popadnie ... koncepcja składania i umieszczania w takiej kostce rzeczy wymaga przemyslenia ... jak na moje oko to ona ma nie wiecej niz 12 litrów ...
ostatnio pojawiły sie w sklepe takie plecaki na wzór kostek zrobione ... takie "cywilne" kostki ... ale one nie mają już tego uroku ....
wlasnie sprawdzilam ze moj plecak okreslany jako "maly" ma 40l..
to taki średni plecak chyba jest ... buba, nie wiem czy ja taki zapakowany plecak poniosłabym dłużej ... jestem straszną chudziną i zwyczajnie brak mi masy mięsniowej do dźwigania
nie na kilka, tylko na jeden dzień ... orisni mnie dobrze zrozumiała.
:mrgreen:no ba;-))
he he he bo ja dokładnie tak samo robię-mieszkam gdzieś, a łażę lajtowo bez garba wielkiego jak wielbłąd jaki :mrgreen:
trzykropkiinicwiecej
09-03-2009, 12:58
...jeździłem z kostką na biwaki przez kilka lat, nieraz do 4-5 dni... da się spakować... cała drużyna dawała radę... oprócz żeńskiej części... (wniosek jakiś? Albo faceci to brudasy albo kobietki przesadzają z potrzebami... błagam, nie podejmujcie dyskusji - never ending story...)
Prawda to, że te dzisiejsze kostki to już nie kostki... no i może by i upchnął tam 12 butelek wina.. ale czy by wytrzymały szwy?
Kryzys ogólnoświatowy dotarł i do mnie... w tym sezonie dokonały żywotów: śpiwór, mały plecak, buty, czołówka..aż się boję pomyśleć co będzie dalej...
dwaynehicks
09-03-2009, 14:46
[...]Kryzys ogólnoświatowy dotarł i do mnie... w tym sezonie dokonały żywotów: śpiwór, mały plecak, buty, czołówka..aż się boję pomyśleć co będzie dalej...
I tak jesteś szczęściarzem - ja muszę całe wyposażenie kupować od podstaw - w związku z planowaną wyprawą w Bieszczady. Już utopiłem w to masę kasy...
Taka tradycyjna wojskowa "kostka" ma pojemności ok 35 litrów
do tego jak bez szelek tylko na tych okropnych cieniutkich paseczkach.....
brrrrrrrr...
Taka tradycyjna wojskowa "kostka" ma pojemności ok 35 litrów
do tego jak bez szelek tylko na tych okropnych cieniutkich paseczkach.....
brrrrrrrr...
ojjj, nie wyobrazam sobie nosic kostki na cienkich szelkach!! jakis madry czlowiek wymyslil im te podpinane grube szelki :)
...
Prawda to, że te dzisiejsze kostki to już nie kostki... no i może by i upchnął tam 12 butelek wina.. ale czy by wytrzymały szwy?
..
moja wytrzymala ponad 20 kg kamieni :) wprawdzie tylko przez godzine byla poddawana tej probie, ale szwy mialy sie ok. Przypuszczam ze dluzej by wytrzymaly niz ja ;)
Bubo "kostkę" i całe te szelki łącznie z pasem wymyślono już dawno dawno teeeeemu - dokładniej jakieś 100 lat temu w państwie niemieckim. A obecna (czy jeszcze jest używana- nie wiem) kostka jest niemal identyczna z ta z przed drugiej wojny światowej...
a wytrzymałość- swego czasu za te okropne cienkie paski powiesiłem plecak na trzepaku a ja sam założyłem ramiączka i tak się dłuższą chwile bujałem obawiając się bardziej o te "haczyki" niż szwy- nic nie puściło
...strasznie bolesne z tego co pamietam to było, ale ciekawośc zaspokoiłem
Chwastku - z tego wszystkiego to raczej wynika, że nie tak łatwo o dobranie sobie współtowarzysza do wyjazdu w góry. Mam nadzieję, że oprócz tego poklepywania Cię po plecach tutaj i namawiania do zaczepiania ludzi na szlaku ktoś zgłosił się po cichutku na PW i zrealizujesz jednak swoje plany bieszczadowe w miłym towarzystwie - szczerze życzę tego :-)
...no a jeśli nawet nie...to zawsze możesz się pobujać na trzepaku na szelkach swojego plecaczka...;)
chwastek
12-03-2009, 09:44
Chwastku - z tego wszystkiego to raczej wynika, że nie tak łatwo o dobranie sobie współtowarzysza do wyjazdu w góry.
:sad:
Mam nadzieję, że oprócz tego poklepywania Cię po plecach tutaj i namawiania do zaczepiania ludzi na szlaku ktoś zgłosił się po cichutku na PW i zrealizujesz jednak swoje plany bieszczadowe w miłym towarzystwie - szczerze życzę tego :-)
:cry: ... nie ...
...no a jeśli nawet nie...to zawsze możesz się pobujać na trzepaku na szelkach swojego plecaczka...;)
tu gdzie mieszkam nie ma już trzepaków na podwórkach osiedlowych ale pamietam jak kiedys wywijało sie na nich wymyki i odmyki
i obawiam sie że te współczesne plecaki, co to maja mnóstwo sprzączek, użytecznych petelek, przegródek, kieszonek, komór, klap, osłon, dziurek na słomki do zmimnych napoi z dekielkiem ... i takie tam ... nie umywają się w swojej wytrzymałosci do wojskowych kostek ... nie odwazyłabym sie pobujać na ich szelkach ...
a co do zaczepianaia ludzi na szlaku to nadal jakos nie widzę siebie w roli zaczepiatorki ;) ... niesmiałosc jest nieuleczlna ... albo ten proces trwa baaaardzo dłuuuugo :lol:
Chwastek chętnie bym z Tobą powędrowała bo te moje samotne wędrówki to bardziej z przymusu niż wyboru-żebyś tylko chciała dźwigać trochę większy plecak;) i trochę rzucić się na żywioł.Pozdrawiam:lol:
chwastek
12-03-2009, 20:30
Chwastek chętnie bym z Tobą powędrowała bo te moje samotne wędrówki to bardziej z przymusu niż wyboru
juhuuuu!
-żebyś tylko chciała dźwigać trochę większy plecak;) i trochę rzucić się na żywioł.Pozdrawiam:lol:
a co musiałabym jeszce zapakowac do tego plecaka?
Basia Z.
12-03-2009, 21:14
Ja zapraszam Cię na te imprezy:
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=4976
Pozdrowienia
Basia
chwastek
12-03-2009, 23:21
dziękuję wszystkim za podpowiedzi i za odpowiedzi :)
pozowlę sobie naskrobać wiecej juz bezposrednio na pm :)
poproszę moderatora o zamknięcie mojego wątku :)
poproszę moderatora o zamknięcie mojego wątku :)
??????
a jak za miesiac pojawi sie ktos kto ma ochote wspolnie polazic po bieszczadach to juz sie nie zalapie??
a co musiałabym jeszce zapakowac do tego plecaka?
Napewno śpiwór.Jak chcesz odezwij się na PW może coś razem sklecimy.
chwastek
13-03-2009, 08:38
??????
a jak za miesiac pojawi sie ktos kto ma ochote wspolnie polazic po bieszczadach to juz sie nie zalapie??
załapie bo może napisać na pm
ale jeżeli ktoś będzie chciał podczepić się do tego tematu aby nie tworzyć nowego wątku z podobną tematyką, to rzeczywiście moja prośba była zbyt pochopna :oops:
biały wilk
18-03-2009, 16:25
Chwastek chciał zamknąć ten wątek,a ja dodam coś o planach.Po niespełna 40-tu latach w ubiegłym roku wraz z przyjaciółką [Pyrlandką] wybrałem się w Bieszczady.Planowanie trasy,noclegów,zwiedzania było fajne.Kiedy dotarliśmy na Roztocze,nocleg w Jodle w Zwierzyńcu i rano dalej w drogę.Od Krościenka zaczął padać deszcz,a mnie dopadło zapalenie stawów śródstopia.Noga spuchnięta i tylko w sandałach moglem kusztykać.Plany wzięły w łeb i tylko objazdówka.Chodzi o to,że planowanie jest fajne,ekscytujące, ale czasem plany zostają tylko planami. Życzę wszystkim realizacji swich planów. Mnie się nie udało.
Albertina
21-06-2009, 22:28
udanej podróży
pomidory
26-06-2009, 16:50
Wyruszamy w II połowie lipca (mniej więcej ok. 15.07.2009). Dwóch panów i troje dzieci w wieku 9 - 14 lat. Ze względu na dzieci nie będziemy się spieszyć na trasie (a dzieci jadą w góry pierwszy raz), więc można się do nas przyłączyć. Niestety nie będziemy szli kilkanaście dni a mniej więcej tydzień. Planowana trasa - cały czerwony szlak od Komańczy aż do końca - do Wołosatego. Zapraszamy!
P.S. Gotujemy sami, sprzątamy sami, pierzemy łachy też sami, nie szukamy niani dla dzieci...
Witam, jako że pierwszy raz wybieram się w te/tamte strony, a pomysł by podążyć szlakiem czerwonym wydaje mi się interesujący, chciałam zapytać o to na ile dni jest to droga( biorąc pod uwagę tak zwane 'mniej więcej')? - przy założeniu, że chciałabym jednak spędzić większość czasu na szlaku, to raz. A dwa, gdzie planujecie nocować, jak to wygląda jeśli chodzi o odległości między schorniskami etc.? Będę wdzięczna za podzielenie się planami/ informacjami. Pozdrawiam
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.