PDA

Zobacz pełną wersję : Zagadka taka sobie, bynajmniej nie bieszczadzka i nie primaaprilisowa



Stały Bywalec
01-04-2009, 11:08
Dlaczego istnieje w Polsce pewna grupa osób, które mogą posiadać wykształcenie średnie, wyższe, ba - nawet stopnie i tytuły naukowe, nie mając jednak formalnie ukończonej szkoły podstawowej ?
I, podkreślam, wszystko to nastąpiło jak najbardziej lege artis.

Podpowiedź: chodzi o część populacji osób urodzonych w okresie 1.01. - 30.06. 1952 r. Czyli o część obecnych 57-latków (oni może niech się nie wypowiadają, niech pozwolą odgadnąć innym).

Basia Z.
01-04-2009, 11:55
Podpowiedź: chodzi o część populacji osób urodzonych w okresie 1.01. - 30.06. 1952 r. Czyli o część obecnych 57-latków (oni może niech się nie wypowiadają, niech pozwolą odgadnąć innym).

Ja jestem trochę młodsza, ale z tego co pamiętam wówczas zmieniano ilość klas w szkole podstawowej z 7 na 8 (ja chodziłam już do 8-klasowej) i zapewne to z tego powodu.

Nie pamiętam jakie były szczegółowe zasady zmian.

Pozdrowienia

Basia

Stały Bywalec
01-04-2009, 19:18
(...) z tego co pamiętam wówczas zmieniano ilość klas w szkole podstawowej z 7 na 8 (ja chodziłam już do 8-klasowej) i zapewne to z tego powodu.
Nie pamiętam jakie były szczegółowe zasady zmian.
(...)Basia
Dokładnie tak.
W szczegółach przedstawiało się to następująco.

1. Rocznik 1951 był ostatnim kończącym podstawówkę 7-klasową.

2. Istniała obawa "pustego" roku w szkołach ponadpodstawowych - roku szkolnego 1966/67. W tym czasie bowiem nie byłoby pierwszych klas takich szkół - ci, którzy normalnie mieliby się w nich znaleźć, akurat dopiero kończyli przedłużoną o rok podstawówkę (rocznik 1952 - pierwszy rocznik kończący szkołę podstawową 8-letnią).

3. Wobec powyższego wybrano takie rozwiążanie:
a) uczniowie, którzy ukończyli 7-mą klasę już w nowym systemie (czyli jeszcze nie byli absolwentami szkoły podstawowej), urodzili się w pierwszej połowie 1952 r. oraz zadeklarowali chęć pójścia do techników lub szkół zasadniczych zawodowych - mogli to uczynić pomimo nieposiadania świadectwa ukończenia szkoły podstawowej, :smile:
b) uczniowie urodzeni w drugiej połowie 1952 r., a także wszyscy urodzeni w 1952 r., którzy zamierzali pójść do liceów ogólnokształcących, musieli już ukończyć wszystkie 8 klas (pełny program szkoły podstawowej).

PS
Dziś 6-cio klasową szkołę podstawową kończy 13-latek, a zaczyna 7-latek. Już wkrótce rozpoczynać ją będą 6-latki lub nawet dzieci ciut młodsze - dotyczy osób urodzonych w IV kwartale.
Absolwentami zaś podstawówek będą już 12-latki.

admin
01-04-2009, 19:53
a zaczyna 7-latek

Abstrahując od tematu - w Kanadzie dzieci idą do szkoły gdy mają ukończone 4 lata.

Sory za oftop :)

vm2301
01-04-2009, 23:04
No tak, ale dzień naszego siedmiolatka i ichniejszego czterolatka nie wyglądają tak samo;)
Nie uczą się tak samo, ani tego samego.

Widziałem taka szkołę w Holandii, co prawda nie było tam tylu zabawek, co w Polskich przedszkolach, ale szkołą jaką my znamy to nie było. No i od tamtejszych kilkulatków nie wymaga się tyle, co od naszych 7-latków.


Więc porównanie - nasze dzieci idą do szkoły w wieku 6 lat (zerówka jest obowiązkowa) a gdzieś tam w wieku 4 brzmi jak daleko idące uproszczenie;).

To tak gwoli ścisłości;) Sorry za OT również.

Pozdrawiam:)

Stały Bywalec
02-04-2009, 07:49
Po co to Wasze "sorry", zagadka już odgadnięta, możemy sobie o systemach oświaty "podstawowej" podyskutować.

Kiedyś, w zamierzchłych czasach, były szkoły podstawowe 4-ro letnie i chwatit. :lol:
"Absolwent" wychodził z takiego "zakładu naukowego" wyposażony w umiejętność czytania (głównie), pisania (tylko najzdolniejsi) i dalej uczył się (już poza szkołą) jakiegoś fachu, ewentualnie wędrował do 7-mio letniego gimnazjum (kończonego egzaminem maturalnym).
A po zdaniu tegoż już był z niego wielki inteligent.:lol:

Marcowy
02-04-2009, 10:19
No i dochodzimy do sedna sprawy ;)
Co za różnica, jak się będzie ów zakład opiekuńczo-wychowawczy dla mojego dziecka nazywał: szkoła, żłobek, ochronka czy zerówka? I co za różnica, w jakim wieku dzieciaki będą tam przyjmować? Zdecydowanie ważniejsze jest to, co się z tymi niebożątkami będzie tam wyprawiać. Jako rodzicowi wszystko mi jedno, czy moje dziecko nauczy się czytać i pisać w instytucji pt. przedszkole, zerówka czy I klasa, ale dogłębnie mnie interesuje, żeby miało warunki, opiekunów i program odpowiednie do wieku i poziomu. I już.
Osobiście żenuje mnie cała ta publiczna debata szkolno-przedszkolna i uważam ją za kolejną okazję do prężenia muskułów przed elektoratem :smile:

admin
02-04-2009, 16:37
O to to ;)
Zasadniczo powinna liczyć się jakość kształcenia.
Na moim własnym przykładzie wiem jak bardzo "wykształcenie" może być abstrakcyjne.
Po średniej szkole w Ustrzykach - skończonej nota bene z wyróżnieniem - musiałem się baaaaardzo przykładać do nauki by nie zakończyć edukacji na kolejnym poziomie zaraz po pierwszej sesji.
W tym samym czasie moi koledzy, którzy kończyli krakowskie licea na trójach ;) pierwszy rok studiowania wspominają jako okres najlepszych balang.

Stały Bywalec
02-04-2009, 18:34
Dobra szkoła podstawowa i średnia (obecnie pomiędzy nimi funkcjonuje ni to pies, ni to wydra, czyli gimnazjum) daje naprawdę podbudowę na całe życie.

Chłopaki - Adminie i Marcowy - musicie koniecznie to uwzględnić w edukacji Waszych córek.
Nie wiem jak sobie z tym poradzi Darek w Kanadzie, ale i w Polsce sprawa ta nie jest obecnie prosta - szczególnie w zakresie wyboru dobrej podstawówki i gimnazjum.

Szkoły prywatne wcale nie muszą być na wysokim poziomie. Nauczyciele patrzą na uczniów przez pryzmat czesnego, chwalą ich przed rodzicami, dzieci uczą się "bezstresowo", a bomba dopiero wybucha przy okazji kwalifikacji na wyższy etap edukacji. Wtedy nierzadko okazuje się, iż uczniowie niektórych szkół publicznych umieją o wiele więcej.

Napisałem "niektórych", ponieważ bywają i takie szkoły publiczne, do których aż strach jest wejść. Na zasadzie cichego porozumienia, nauczyciele udają, że w nich uczą, a dzieci udają, że się uczą. A jak nie, to w mordę, albo kosz od śmieci na głowę ! :-x

Tomku, musisz po prostu, za te parę lat (szybko zleci :lol:) wypatrzeć dla Marcówny jakąś dobrą publiczną szkołę podstawową i panienkę tam umieścić. Jeśli nie będzie takiej "w rejonie" (a rzadko bywa), napiszesz podanie do pani dyrektor motywując jakimiś szczególnymi okolicznościami, że np. w pobliżu pracujesz Ty lub żona, mieszkają tam rodzice lub teściowie, itp.

Ja swego czasu (w 1994 r.) też kierowałem swoją ówczesną siedmioletnią panienkę do najlepszej (wtedy) podstawówki na Ochocie, a w podaniu bezczelnie napisałem, że kieruję się "wysokim poziomem i prestiżem kierowanej przez Panią Dyrektor placówki oświatowej". Ten argument plus ładne kwiaty wystarczyły (dziś by to chyba było jednak za mało).
Tak się złożyło, iż przy owej podstawówce utworzono potem całkiem przyzwoite gimnazjum, którego ukończenie (z testem gimnazjalnym) zapewniło w 2003 r. mojej córce miejsce w LO im. Batorego w W-wie, czyli w liceum z czołówki nie tylko warszawskiej, ale wręcz ogólnopolskiej.

W międzyczasie moja koleżanka z pracy posłała syna (rówieśnika mojej Ani) do prywatnego gimnazjum, miał tam "nadrobić" edukacyjne "niedobory" z podstawówki. Cały czas od niej słyszałem, jacy wspaniali nauczyciele uczą w tym gimnazjum, jak mało liczne są klasy, jakie nowoczesne pomoce naukowe, wyposażenie laboratoriów językowych, itd. itp. Poza tym zadane lekcje w tej szkole odrabia się od razu po lekcjach, tak więc koleżanka i jej mąż są już zwolnieni z nadzoru i w tej dziedzinie ! No, ale skoro płacą taaakie ciężkie pieniądze, to oczywiście im się to należy.
Wpędzała mnie owa koleżanka w kompleksy, chwilami czułem się jak wyrodny ojciec.
W 2003 r. mit prysnął. Chłopak, mimo niezłych stopni na świadectwie ukończenia gimazjum, tak słabo zdał egzamin gimnazjalny, że dobre warszawskie licea to mógł sobie pooglądać tylko z ulicy.

A na zakończenie przytoczę słowa sołtysa Kierdziołka: "Żadne wyższe studia nie zastąpią uczciwie skończonej szkoły podstawowej !"
:smile:

PS
Proszę o zmianę tytułu niniejszego wątka tematycznego na "Edukacja na poziomie podstawowym i średnim". :smile:

vm2301
02-04-2009, 22:10
No tak, ale przy wyborze tego "najlepszego" gimnazjum , czy liceum kierujemy się nie tylko opiniami zasłyszanymi, stanem inwentarza, czy kwalifikacjami personelu. Można rzucić też okiem na ten bardzo wymierny czynnik - wyniki egzaminów.

Pyra.57
02-04-2009, 22:17
Cholera z tego co piszecie wynika, że jestem szczęśliwcem bo moje pociechy jedna skończyła a druga w tym roku kończy studia.

Fiaa
03-04-2009, 19:21
Można rzucić też okiem na ten bardzo wymierny czynnik - wyniki egzaminów.
Egzaminy nie mówią wszystkiego. Moje liceum ma wyniki matury przeciętne (powyżej średniej wojewódzkiej). Nie można go porównywać z elitarnymi, wielkomiejskimi szkołami. Tylko, że do elitarnych szkół w dużych miastach dostaje się młodzież z wynikami od 170 punktów na 200 możliwych w rekrutacji. Do nas przychodzi młodzież z wynikiem od 70 pkt na rekrutacji, więc które liceum jest lepsze?

vm2301
03-04-2009, 22:17
Co prawda ująłem sprawę upraszczając do bólu, to mimo wszystko moja wypowiedź brzmiała:



nie tylko opiniami zasłyszanymi, stanem inwentarza, czy kwalifikacjami personelu. Można rzucić też okiem na ten bardzo wymierny czynnik - wyniki egzaminów.

...wymierny, bo wyrażony liczbowo.

Była to jedynie odpowiedź na "wypominki egzaminowe" SB.

Rozumiem, co masz na myśli i w 100% sie zgadzam...na co dzień mam do czynienia z bardzo zróżnicowaną młodzieżą i nie raz większym sukcesem jest 60% na podstawie niźli 80 na rozszerzeniu;)


Pozdrawiam:)

Fiaa
04-04-2009, 18:40
Masz zupełną rację. Chciałem tylko zwrócić uwagę na częste nadmierne fetyszyzowanie wyników egzaminów.

admin
04-04-2009, 21:12
Ja bym przyjął "współczynnik" absolwentów, którzy dostają się na wybrane przez siebie kierunki studiów jako ten, który może wiele powiedzieć o szkole średniej.
Jeśli z klasy 30 osobowej egzaminy na studia zdaje powiedzmy 12 osób z czego 1 dostaje się na wybrane przez siebie studia dzienne to niestety można domniemywać, iż takie liceum/technikum nie jest zbyt dobrym.

WUKA
04-04-2009, 21:32
Pytanie jeszcze ile osób korzystało z prywatnego douczania!!
Mój syn też skończył ustrzycką szkołę średnią(bez wspomagania) i mimo przerażających wizji znajomych z dużych miast,dostał sie bez problemu na studia i bez najmniejszych trudnosci je ukończył.Nie przesądzałabym o powodzeniu tylko na podstawie ukończenia szkoły,która gdzieś "na krańcu świata"!

vm2301
04-04-2009, 22:15
Większość raczej korzysta...

WUKA
04-04-2009, 22:26
Niektórzy pewnie na wyrost i ze strachu....!

buba
06-04-2009, 19:41
a ja chodzilam sobie do liceum o dosyc niskim poziomie (czego mialam swiadomosc i wybralam je celowo), przed egzaminami wstepnymi na studia pochodzilam sobie przez rok na dodatkowe kursy przygotowujace z dwoch przedmiotow ktore byly mi potrzebne i egzaminy na studia zdalam duzo lepiej niz moi rowiesnicy ktorych w ostatniej klasie dobrych szkol katowali rowniez intensywna nauka przedmiotow ktore na studia im potrzebne nie byly..

a zamiast cale 4 lata siedziec i zakuwac moglam sobie pobalowac, powedrowac i ogolnie cieszyc sie zyciem.. i na studia sie dostalam i skonczyc sie je tez udalo..

wedlug mnie nie ma co zadreczac dzieciakow najlepszymi szkolami... to jakis dziwny wymysl naszych czasow.. slyszalam nawet ze w niektorych miastach sa egzaminy do elitarnych przedszkoli... toz to jakas paranoja!!! zeby w wieku kilku lat startowac do wyscigu szczurow i myslec o robieniu kariery w przyszlosci..

Stały Bywalec
07-04-2009, 14:13
Jest takie stare ludowe przysłowie:
"Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał".

Oczywiście wpadać w skrajność nie można. Nie samą nauką Jaś żyje.
Ale pilnować go trzeba. I stwarzać mu optymalne warunki do nauki.

A tak w ogóle, to edukacja w równej mierze polega na stwarzaniu dostępu do wiedzy, jak i na egzekwowaniu (sprawdzaniu) jej przyswojenia.
Co z tego, że np. prywatne liceum w dużym mieście zatrudni nauczyciela ze stopniem naukowym, autora podręczników, etc., a nawet także będącego dobrym wykładowcą, skoro z jego lekcji skorzysta tylko kilku prymusów - kujonów. Reszta - widząc, że ów pan psor (pani psorka) nie wymaga - i tak się będzie obijać, a wiedza spłynie po nich jak woda po kaczce.

PS
Buba dokonała swoistej selekcji "wiedzy do nabycia" już na etapie liceum. Nie wiem, czy słusznie. Przypominając sobie teraz kłopoty niektórych moich kolegów ze studiów, przypuszczam, że raczej nie.

piotrrz
07-04-2009, 23:41
Ciągle tylko grzebią w tym systenie edukacji. A czy jakieś tumany z naszego systemu wyrosły? Liczba klas jest taka sama. Wzięli by się za polepszenie warunków nauki.

Pyra.57
08-04-2009, 00:03
Tak się zastanawiam, czy przez przypadek sami nauczyciele nie uczą specjalnie tak, żeby inny nauczyciel musiał douczyć?

vm2301
08-04-2009, 07:17
hehehe:) ...to mafia gorsza od przewodnickiej

Stały Bywalec
08-04-2009, 08:41
To, że system edukacji podstawowej i średniej musiał ulec zmianie po 1989 r., nie ulega wątpliwości. Powodów można by wyliczyć sporo, ja widzę takie dwa.

1. Zerwaliśmy z polityką pełnego zatrudnienia, a ponadto staliśmy się społeczeństwem postindustrialnym. Po cóż nam więc cała rzesza absolwentów zasadniczych szkół zawodowych i techników (mechanicznych, energetycznych, elektrycznych, itd.), skoro dla nich nie ma pracy ?

2. Integrując się ze światem zachodnim musieliśmy przejąć jego choćby ogólne wzorce edukacyjne. W PRL nauka na wyższych studiach była limitowana, a tam - nie. W rezultacie "odgórnego" limitowania u nas liczby miejsc w szkołach wyższych, wielu absolwentów liceów trafiało zamiast na studia, to do szkół pomaturalnych (w niektórych z nich poziom nauczania był wyższy niż w dzisiejszych prywatnych uczelniach). W rezultacie dochodziło do paradoksu takiego, że o ile statystyczny młody Polak posiadał większą wiedzę ogólną niz jego zachodni odpowiednik, to statystycznie byliśmy jednak społeczeństwem dużo gorzej wykształconym.:lol: U nas bowiem odsetek ludzi z wyższym wykształceniem jeszcze w 1990 r. nie przekraczał chyba 10%, podczas gdy w Europie Zachodniej czy Stanach był dużo wyższy.
I trzeba było to koniecznie zmienić, upowszechniając dostęp do szkół wyższych.
Niestety, przy okazji sprawdziła się ogólna zasada, stara jak świat: albo ilość, albo jakość. Znaczne powiększenie tego pierwszego czynnika statystycznie musi doprowadzić do pogorszenia drugiego - obojętne czy to będzie składanie komputerów, hodowla trzody chlewnej czy kształcenie absolwentów wyższych uczelni.
Niejako więc w odpowiedzi na ten spadek poziomu wiedzy przeciętnego absolwenta wykreowano gradację dyplomów i uczelni. W PRL to było wręcz nie do pomyślenia. W przeciętnym zakładzie pracy "mgr inż." po np. Politechnice Warszawskiej miał takie same szanse na zatrudnienie czy awans jak tylko "inż." po prowincjonalnej wyższej szkole inżynierskiej.


Reformując naszą oświatę wylaliśmy jednak także dziecko z kąpielą.
Przed 1989 r. nauczyciele w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych posiadali autorytet i rzeczywiste instrumentarium do egzekwowania wiedzy. Nikt nie miał pretensji do dyrektora szkoły, że np. 10 - 15% uczniów nie zdało do następnej klasy. Wręcz przeciwnie, w obiegowej opinii dobrze świadczyło o tej szkole, o jej wymaganiach.
A takie karygodne zachowania młodzieży, jakie nieraz nam obecnie serwują media, były po prostu niemożliwe. Prędzej nauczyciel wsadziłby jakiemuś rozwydrzonemu gnojowi kosz na śmieci na głowę, niż ów by się odważył obrazić nauczyciela.
Przypominam sobie w tej chwili, jak matematyk w mojej szkole (jednocześnie wychowawca klasy) dosłownie przyp.... jednemu uczniowi (16 lat) za notoryczne rozrabianie na lekcji. Na oczach wszystkich. A potem wywalił go kopniakiem z klasy. Następnego dnia w szkole pojawił tatuś owego gagatka. Przeprosił pana psora w imieniu syna, wręczył mu jakiś wielgachny koniak zakupiony w banku PKO (zanim postał "Pewex", tam się kupowało za "dewizy") i obiecał, że już "nigdy więcej". I poskutkowalo. Ów koleżka ograniczył się do rozrabiania już tylko na przerwach, w męskim kiblu lub na szkolnym boisku.:smile:

vm2301
08-04-2009, 13:18
Co do punktu 1.

Praca dla takowych absolwentów musiała sie w końcu znaleźć, bo przecież nie ma społeczeństwa samych menadżerów;)

Ta oczywista prawda znana jest wszem i wobec, jednak w ferworze reform poszło się na ilość, jak słusznie zauważasz.
No i Twoje wytłuszczenie jak sądzę jest ironią lekką, prawda?;)

Niejednokrotnie miałem okazję zaobserwować, gdy "papier" był ważniejszy od rzeczywistych działań, no a co na papierze można najłatwiej pokazać? Statystyki!
Większość działań związanych z reformami, tych działań na poziomie szkoły to nikomu niepotrzebne i nic nie wnoszące do praktyki różnorodne analizy, opracowania itp, dzięki którym "parę" osób robi niesamowita kasę szkoląc szarego luda=belfra.

Po drugie, upowszechnienie wyższego wykształcenia było potrzebne, ale moim zdaniem powinno polegać na umożliwieniu / ułatwieniu dostępu, a nie "sztucznym" bardzo popychaniu w kierunku studiów...również osób, które sobie z takim wyzwaniem po prostu nie radzą.

Gdy dodamy do tego nową jakość po 89 roku - "rynkowość" oferty edukacyjnej, transformację "ucznia" w "klienta", aż w końcu komercyjny charakter większości szkół wyższych - głównie niepublicznych, to jakość w ogóle przestaje być zauważana, a ilość jest jedynym wyznacznikiem sukcesu uczelni.

Gdy nieraz słyszę opowieści osób obecnie studiujących w takich szkołach, to mnie krew zalewa, bo dochodzę do wniosku, że trudniej mnie było ukończyć podstawówkę i egzamin wstępny do liceum zdać.

Nie chcę oczywiście generalizować, bo wiem, że są dobre szkoły, te "niższe" i wyższe, jestem też przekonany, że choć system ideałem nie jest, a czasem zwyczajnie choruje, to jednak nie jest tak tragicznie.

Po prostu, IQ narodu wcale nie wzrasta, pracowitość raczej maleje, a dostępne gadżety aż zniechęcają do używania najważniejszego z organów, a tu nagle chce się 2 razy więcej ludzi na studia wypychać.

Zresztą takie problemy dotykają systemów edukacyjnych w wielu krajach, jest to znak naszych czasów;)


A autorytet? - tu myślę, że to też zmieniająca się rzeczywistość, nieco mniejszy szacunek dla człowieka bez względu na jego zawód.


W praktyce dotyczącej wymagań - wspomniany przez Ciebie odsetek nie otrzymujących promocji do następnej klasy to science fiction.
Powtarzanie przez ucznia roku, to nieraz była "porażka nauczyciela", "ujma dla szkoły" itp.
Z powodu problemów na rynku pracy w branży edukacyjnej każdy uczeń jest na wagę złota i by trochę sytuacje uzdrowić należało by wprowadzić 100% zasady rynkowe.

Szkoły nie działające odpowiednio powinny zniknąć, a nauczyciele, którzy sobie w swej pracy nie radzą powinni odejść, a nie tkwić na bezpiecznym stołku z pakietem przywilejów w kieszeni;)
Uczniów i ich rodziców szybko przyzwyczaić, że obowiązki mają być wypełniane, a konsekwencje ich lekceważenia bezwzględnie ponoszone.
Brutalne może, ale "mała rewolucja" odświeża zawsze atmosferę;)

...na koniec cos pocieszającego:

Nie ma co się gorączkować, bo ten świat lepszy nie będzie już nigdy...

Więc....najlepiej mieć to w dupie i robić swoje;)


Pozdrawiam:)

Stały Bywalec
09-04-2009, 08:44
(...)
No i Twoje wytłuszczenie jak sądzę jest ironią lekką, prawda?;)
(...)
...na koniec cos pocieszającego:
Nie ma co się gorączkować, bo ten świat lepszy nie będzie już nigdy...
Więc....najlepiej mieć to w dupie i robić swoje;)
Pozdrawiam:)
Dokładnie tak.:-)

WUKA
09-04-2009, 09:46
Na medycynie i oświacie znają się WSZYSCY i jakoś nic z tego nie wynika!

vm2301
09-04-2009, 10:11
Droga Wuko,

Można by dorzucić do tej listy jeszcze parę dziedzin z tak zwaną polityką na czele, wielu ludzi ma pomysły, energię i zapał do działania...ino co z tego, skoro, gdy już do koryta się dorwą, to z głoszonych ideałów zostaje biznes...

Dlatego chyba z tego "znania się" nic nie wynika;)

Pozdrawiam:)

buba
09-04-2009, 11:31
Gdy dodamy do tego nową jakość po 89 roku - "rynkowość" oferty edukacyjnej, transformację "ucznia" w "klienta", aż w końcu komercyjny charakter większości szkół wyższych - głównie niepublicznych, to jakość w ogóle przestaje być zauważana, a ilość jest jedynym wyznacznikiem sukcesu uczelni.



Pozdrawiam:)


taaak..mialam w podstawowce w klasie kolege ktory zaczynal edukacje od szkoly specjalnej, dzieki temu ze sie bardzo staral i przykladal do nauki w trzeciej klasie przeniesli go do zwyklej szkoly..ale cala podstawowke tez pamietam ze sobie calkowicie nie radzil, ledwo przepychali go z klasy do klasy.. (byla to zwykla podstawowka na przykopalnianym osiedlu, zadna elitarna gdzie wymagali nie wiadomo co). Na etapie szkoly sredniej stracilam z nim kontakt.. ostatnio spotkalam go na osiedlu.. jest podwojnym magistrem, skonczyl dwa fakultety na prywatnych uczelniach..pytalam go czy bylo mu trudno..stwierdzil ze nie..ze nie musial sie duzo uczyc, a na pewno nie tyle co w podstawowce;)

kazdy musi miec teraz skonczone studia, bo inaczej nie wypada.. a ze to jakas parodia dawnych studiow to juz nikt sie nie przejmuje ;)

WUKA
09-04-2009, 11:52
Dlatego VM-mie,Twoja wcześniejsza rada,gdzie To umieścić jest jak najbardziej i jedynie słuszna.Też pozdrawiam!

Stały Bywalec
13-04-2009, 06:35
(...)
kazdy musi miec teraz skonczone studia, bo inaczej nie wypada.. a ze to jakas parodia dawnych studiow to juz nikt sie nie przejmuje ;)
I stąd mamy teraz ranking wyższych uczelni, o czym już wspomniałem powyżej.

PS
Przypominam sobie, że w czasach moich studiów już samo słowo "student" brzmiało dumnie i oznaczało przynależność do pewnej "elity". Obojętne, gdzie by się nie studiowało.
A teraz ... :lol::lol::lol: